Łukaszenka zmienia ciężkie więzienie w obóz dla „politycznych”

Trwa reorganizacja Kolonii Karnej nr 22 „Wilcze Nory”. Po tym, jak MSW otrzymało rozkaz założenia obozu dla przeciwników reżimu, z więzienia zaczęto wywozić osadzonych – poinformowały źródła Biełsatu.

Rozkaz: założyć obóz

Na początku stycznia BYPOL – organizacja milicjantów, którzy porzucili służbę dla reżimu – opublikował nagranie z odprawy w Głównym Wydziale MSW do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją (HUBAZiK) w październiku ubiegłego roku. Mężczyzna, który po głosie zidentyfikowany został jako ówczesny szef tej służby specjalnej Mikałaj Karpiankou, przekazał polecenia Alaksandra Łukaszenki.

Białoruski dyktator wydał zgodę na strzelanie do protestujących, których uważa za „ludzi zbędnych, których należy rozstrzelać lub umieścić w obozie”. Polecił on też MSW przebudowę jednego z więzień na obóz, do którego będą trafiać ci demonstranci, którzy zostali zatrzymani powtórnie.

– Polecono nam założyć obóz, nie dla jeńców wojennych, nie dla internowanych nawet, a dla szczególnie „wierzgających”, by oddzielić ich. Ogrodzić go drutem kolczastym. I trzymać ich tam, dopóki się wszystko nie uspokoi – powiedział mężczyzna na nagraniu.

Wilcze Nory

Kolonia Karna nr 22 „Wilcze Nory” leży w lasach pod Iwacewiczami, na granicy obwodów brzeskiego i grodzieńskiego. Zobaczenie jej choćby z zewnątrz jest praktycznie niemożliwe – dróg dojazdowych i lasu pilnuje sieć kamer monitoringu oraz wartownicy.

Wilcze Nory. Źródło: Google Maps

Odwiedzający więzienie przestrzega się o zakazie wykonywania zdjęć i możliwości użycia wobec nich broni palnej.

Większość osadzonych w tym zakładzie to skazani za tzw. „artykuły narkotykowe”. Trafia tam dużo młodzieży – na Białorusi posiadanie każdej ilości narkotyków karane jest pozbawieniem wolności.

Karpiankou odwiedził Wilcze Nory w listopadzie

Kolonia Karna nr 22 w Iwacewiczach, okryte złą sławą Wilcze Nory. Źródło: centrum obrony praw człowieka „Wiasna”

Podsłuchana odprawa miała miejsce w październiku, a 19 listopada „Wilcze Nory” odwiedził Mikałaj Karpiankou – już jako wiceminister spraw wewnętrznych odpowiedzialny za wojska wewnętrzne MSW. Źródło Biełsatu wśród funkcjonariuszy więzienia twierdzi, że wiceminister badał wtedy możliwość przetworzenia więzienia w obóz dla więźniów politycznych. Przemówił wtedy też do strażników.

– Zebrali nas wszystkich. Wystąpił Karpiankou i opowiadał długo o sytuacji w kraju. Co ciekawe, opowiedział dlaczego we wrześniu rozbił witrynę kawiarni w Mińsku. Według niego ludzie, którzy uciekli tam podczas pacyfikacji, pokazywali mu zza szyby brzydkie gesty. Miało go to niby wyprowadzić z równowagi i żeby zatrzymać tych “chuliganów” rozbił szybę – opowiada Biełsatowi uczestnik tego spotkania.

Do Wilczych Nor trafiają pierwsi więźniowie polityczni

Po wizycie wiceministra w kolonii karnej zaczęły się zmiany. Przede wszystkim zmienił się „profil” osadzonych, a reżim więzienia jeszcze bardziej zaostrzono.

– Niestety, informacje są bardzo ograniczone. Ludzie, którzy dzwonią z więzienia mówią, że będą do nich wysyłać „politycznych”. Wilcze Nory przebudowują i szykują do tego. Ale w jaki sposób, nie wiadomo. Osadzeni nie mogą podawać szczegółów, bo rozmowy są podsłuchiwane. Ludzie się boją – mówi Biełsatowi krewny jednego z więźniów. – A co do politycznych, to ich rzeczywiście zaczęli tam zwozić. Tacy więźniowie nawet wizualnie się odróżniają, widać, że nie skazano ich za narkotyki.

„Chemia ze skierowaniem”: skazywanym w politycznych procesach grożą lata przymusowej pracy

Rodziny więźniów podkreślają, że po wizycie Karpiankowa warunki odbywania kary przez ich bliskich stały się jeszcze gorsze.

– Zmiany zaczęły się jakiś miesiąc temu. Wiadomo, że reżim w więzieniu stał się jeszcze cięższy, jest więcej kontroli i przeszukań. Wcześniej pozwalano na czarne koszule, a teraz i tego zakazano. A jak znajdą, to wlepiają kary za „złośliwe naruszanie regulaminu” – mówi Biełsatowi krewny osadzonego.

Obóz pod Słuckiem

Obóz wybudowany do izolacji demonstrantów pod Słuckiem. Zdjęcie: Radio Swaboda

W ubiegłym tygodniu Radio Swaboda opublikowało zdjęcia obozu dla aresztowanych demonstrantów pod Słuckiem. Fotografie przekazał jeden z budowniczych, który twierdzi, że powstał on na bazie Ośrodka Leczenia Pracą (placówki resocjalizacji alkoholików i narkomanów) pod Słuckiem.

Ochrona obozu. Zdjęcie: Radio Swaboda

Zaczęto go budować 10 sierpnia, dzień po sfałszowanych wyborach i pierwszych protestach. Postawiono wysoki płot z drutem kolczastym i wieżyczki wartownicze. Do pilnowania osadzonych wysłano wojsko i strażników więziennych z psami. Obiekt szykowano do przyjęcia około 2000 osób, z których pierwsze trafiły tam 14 sierpnia. Ale już 15 sierpnia etapowano ich do innego więzienia, a obóz rozebrano. Teraz zakład resocjalizacji działa w normalnym trybie.

Kolejny świadek potwierdza istnienie obozu w Słucku

Siarhiej Jahorau, pj/belsat.eu

Wiadomości