Żółte kwiaty – dokument o powrocie sybiraczki na Ural

reż. Kasia Rastockaja, 2019

Hanna Sosna (z domu Szyszła) ma 70 lat. Mieszka w Wilnie. Dobrze jej się układa, ma dom i córkę, jest szczęśliwa. Jednak Hanna ma pewne marzenie, o którym do niedawna bała się nawet mówić na głos. Hanna bardzo chce zobaczyć miejsce, gdzie się urodziła.

Rosja, okolice Permu, rejon gajnski, wioska Pugwin Mys na Uralu. To tutaj zesłano z Białorusi rodzinę Szyszłów w 1929 roku. Rodzice Hanny byli tuż po ślubie, gdy załadowano ich do pociągu i wywieziono na Uralu. Podstawą do wydalenia było to, że mieszkali w polskiej wsi, która po podziale Białorusi na Wschodnią i Zachodnią znalazła się tuż przy granicy ZSRR z Polską. W ten sposób władze ukarały wielu mieszkańców polskich wsi – deportowano ich na Ural, a w ich miejsce sprowadzono godnych zaufania rosyjskich osadników.

W miejscowości Pugwin Mys rodzina Szyszłów rozstała rozdzielona. Mężczyzn wywieziono kilkaset kilometrów dalej, w głąb lasu. Kobiety zostały we wsi. Przez 20 lat życia na Uralu rodzicie Hanny spotkali się zaledwie cztery razy. Ile było spotkań, tyle urodziło się dzieci. Na szczęście, wszystkie przeżyły. Hanna jest najmłodsza z rodzeństwa.

W 1949 roku (w roku urodzin Hanny) rodzinie pozwolono połączyć się i opuścić Ural. Hanna w tamtym czasie miała 6 miesięcy. Umieszczono ich na niedużej tratwie i puszczono w dół z nurtem Kamy (dużej i wartkiej rzeki o szerokości ponad 1 kilometra!). 20 kilometrów niżej tratwa była wyławiana na brzeg. Innego sposobu na opuszczenie Uralu nie było.

Starsza siostra Hanny, Wiktoria Szyszła mieszka obecnie w Ostrowcu (Białoruś, obwód grodzieński). W jej mieszkaniu wisi duży obraz przedstawiający żółte kwiaty. Wiktoria opowiada o nim tak:

– Po co go kupiłaś? Żeby patrzeć i płakać? spytała mnie mama, gdy po raz pierwszy zobaczyła ten obraz. Ale na nim jest całe nasze życie. Te żółte kwiaty jako pierwsze zakwitały po zimie, a to był znak, że przeżyjemy kolejny rok, ponieważ zima to najstraszniejszy czas, kiedy wielu ginęło. Czarne tło jak czarny las, do którego ganiano do pracy mamę i inne kobiety. Gdy ktoś zamarzał w lesie, nie chowano go w zimie, tylko przykrywano pniami drzew i zostawiano do wiosny. Nie sposób było wykopać dół w ziemi. Czerwona chustka na czarnym tle jak czerwona krew.

Scenariusz i reżyseria: Kasia Rastockaja, 2019, Białoruś

Komentarze