Felietony Maksyma Czyhunki „Russkij standard”– Białoruś ogranicza sprzedaż nalewek na spirytusie


Jakiś czas temu pisałem o tym, jak Białoruś ucieka „russkiemu mirowi” zastępując sypialne wagony na te ze zwykłymi miejscami do siedzenia. 

Dowodziłem, że jazda wagonami, w których każdy będzie miał swój fotel doprowadzi do rozpadu słowiańskiej „obszcziny” podróżnych, którzy od dziesiątek lat zwyczajowo grupowali  się przy wagonowych stolikach. A w efekcie może to  doprowadzić do indywidualizacji społeczeństwa według zachodniego modelu.  Wyglądało na to, że powoli bo powoli, ale na Białoruś wchodzą tzw. europejskie standardy. Choć w rosyjskiej propagandzie – to wcale nie jakieś pozytywne zmiany ułatwiające życie obywatelowi, ale gay-parady, jednopłciowe małżeństwa, czy równość kobiety i mężczyzny i wiele innych rzeczy, które mają na celu zniszczenie legendarnego rosyjskiego konserwatywnego stylu życia.

No, ale jak w znanej sadze science-fiction „russkij mir” też potrafi kontratakować. I oto Białoruś został zmuszona do przyjęcia „russkiego standardu”. To pojęcie nie przypadkowo może się kojarzyć alkoholem. Choć akurat w tym przypadku wcale nie chodzi o luksusową rosyjską wódkę, ale jej tani zamiennik. W białoruskich aptekach podobnie jak w Rosji zakazano sprzedaży więcej niż po jednej sztuce leczniczych nalewek na spirytusie. Powód to oczywiście lęk przed masowym zatruciem do jakiego doszło w Irkucku.

Dzięki ponad 70 ofiarom śmiertelnym,  zdumiony świat dowiedział się, że w Rosji masowo pije się lecznicze nalewki oraz płyny do kąpieli. Co więcej, by ułatwić konsumpcję – kosmetyki na spirytusie pod nazwą „fanfurików” można nabyć w ulicznych automatach.

A i jeszcze jedno. Picie płynów po goleniu i tego typu wynalazków to nie rosyjski wymysł, ale spadek po sowieckiej epoce. W czasach, gdy w sklepach wódki nie było, trzeba było sobie radzić inaczej. Znamienna scena poświęcona temu zwyczajowi pojawiła się nawet w jednej z polskich komedii lat 70, w której spragniony obywatel nabywa popularny płyn po goleniu pod nazwą „Woda brzozowa”.

Jednak, gdy sowiecka cywilizacja dobiegła kresu, w byłym bloku wschodnim pozycję napoju prawie od raz straciły wszelkie męskie kosmetyki na spirytusie. Jednak nie wszędzie – jak widać – w Rosji dziwny ten obyczaj przetrwał i ma się doskonale.

Na szczęście widać, że Białoruś poprzez bliskość Zachodu oddala się od rosyjskich standardów. Większość nałogowych miłośników alkoholu raczy się zdrowym, wykonanym w państwowych fabrykach, pod okiem specjalistów tanim winem czyli „czernidłem”. A rosyjskie standardy stosuje się tylko na wszelki wypadek.

Maksym Czyhunka/Biełsat

Inne wpisy
Komentarze