Były prezydent Polski Lech Kaczyński, który zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 roku i jego brat-bliźniak Jarosław Kaczyński, prezes rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość, nazywany jednym z najbardziej wpływowych ludzi współczesnej Polski, losami swoich przodków są związani z Białorusią.

Lech i Maria Kaczyńskcy fot. wikipedia.org

Rajmund Kaczyński i Baranowicze

Ojciec politycznego rodzeństwa – Rajmund Kaczyński – w okresie międzywojennym przez dwanaście lat mieszkał w Baranowiczach, gdzie jego rodzina przeprowadziła się z Grajewa. W intensywnie rozwijających się wówczas Baranowiczach, jego ojciec i głowa rodziny Kaczyńskich – Aleksander – otrzymał posadę naczelnika ekspedycji węzła kolejowego. Żona Aleksandra, Franciszka zajmowała się handlem nieruchomościami. Żyli w Baranowiczach całkiem zamożnie – mieli tam dwa domy, wielki ogród i kilka hektarów lasu.

Rajmund rozpoczął edukację w Baranowiczach, w szkole siedmioklasowej. Potem uczęszczał do liceum imienia Tadeusza Reytana, gdzie zdał maturę.

Jarosław Kaczyński fot. wikipedia.org

Niemal zaraz po balu maturalnym w 1939 roku, siedemnastoletni Rajmund przeprowadził się z rodzicami do Brześcia nad Bugiem, gdzie koleje przeniosły Aleksandra Kaczyńskiego. Ale i tu zatrzymali się nie na długo. We wrześniu rozpoczęła się II wojna światowa, a wojska III Rzeszy i ZSRR wkroczyły w granice Rzeczypospolitej. Kaczyńscy musieli uciekać do Warszawy, gdyż Aleksander Kaczyński nie bez podstaw uważał, że rodzinę polskiego urzędnika komuniści mogą wysłać na Sybir.

Podczas okupacji Rajmund działał w podziemiu, najpierw w Związku Walki Zbrojnej, potem w Armii Krajowej. Walczył z Niemcami w Powstaniu Warszawskim, wprost z którego trafił do obozu przejściowego w Pruszkowie, potem do obozu jenieckiego pod Skierniewicami, skąd uciekł.

Po wojnie ukończył konspiracyjne studia na Politechnice w Łodzi, gdzie obronił tytuł magistra. W 1947 roku dwudziestopięciolatek na zabawie sylwestrowej w Warszawie poznał dwudziestoletnią studentkę filologii polskiej Jadwigę Jasiewicz. Panienka przyszła na imprezę z innym chłopakiem, swoim narzeczonym, ale wyszła z niej już z Rajmundem, któremu mocno przypadła do serca. Po roku byli już małżeństwem, a rok po ślubie na świat przyszły bliźnięta – Lech i Jarosław.

Rajmund i Jadwiga Kaczyńscy, fot. bk-brest.by

Jadwiga Kaczyńska i jej przodkowie z Kuszlan

Matka polityków, Jadwiga Kaczyńska z Jasiewiczów, pochodziła ze Starachowic, ale jej ród wywodzi się z ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jasiewicze mieli tam cztery majątki, z których jeden znajdował się w Kuszlanach – niedaleko siedziby rodu Franciszka Bohuszewicza (Franciszka Bahuszewicza), klasyka literatury białoruskiej.

Kuszlany były w tym czasie prawdziwym szlacheckim gniazdem niewielkich folwarków i zaścianków. Na pagórkach stały szlacheckie dworki, a w dolinach mieszkali dzierżawcy i parobcy dworscy.

Rodzina Jasiewiczów, jak i Bohuszewiczów, brała czynny udział w powstaniu styczniowym, któremu na Białorusi nadano nazwę powstania Kalinowskiego. Za udział w walkach pułkownikowi Wincentemu Jasiewiczowi, pradziadowi Jadwigi Kaczyńskiej, odebrano za karę ziemie w Kuszlanach, a jego samego zesłano na Syberię. Dalsze jego dzieje są nieznane – nie wiadomo nawet kiedy zmarł, podają autorzy książki „Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949 – 2005”.

Szlachta z Kuszlan niekiedy przyjeżdżała na niedzielną mszę do Żupran. Fot. Wiktar Szukiełowicz

Oszmiańska szlachta i „prosta mowa”

Jest bardzo prawdopodobne, że Jasiewiczowie z Kuszlan rozmawiali między sobą po białorusku, jak było to przyjęte u ich sąsiadów Bohuszewiczów. Szlachta litewska w XIX, a nawet na początku XX wieku, mocno trzymała się tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego, a mówienie „po prostemu”, czyli po białorusku, było wtedy normalnością. Po białorusku rozmawiali między sobą i inni dziedzice w Kuszlanach: Kasperowiczowie, Klujszowie, Markowscy i tak dalej, o czym pisał badacz Uładzimir Sodal w swoich książkach poświęconych rodzinnym stronom Franciszka Bohuszewicza.

O białoruskości, która była na Oszmiańszczyźnie powszechna, gdy ziemie te w dwudziestoleciu międzywojennym należały do Polski, pisał w swoich wspomnieniach Józf Hrynczuk z Zarzecza koło Żupran. Zaznaczał, że urodził się w okresie międzywojennym pod Stołpcami, ale w rodzinie jego dziadków, z którymi mieszkali rodzice, rozmawiało się po polsku. Ojciec Józefa, jako zięć musiał się podporządkować woli teściów, u których mieszkał. Dopiero gdy Józef przyjechał do babki ze strony ojca, do Kuszlan, spotkał się z językiem białoruskim.

Stanisław, Zosia czy Sidora z rodu Jasiewiczów

Wiadomo, że w 1854 roku dzieci kuszlańskiej szlachty uczyły się czytać i pisać po polsku i rosyjsku w domu Stanisława Jasiewicza. Nauczyciel był najprawdopodobniej spokrewniony z matką Kaczyńskich.

Ilustracja wzięta z książki Czesława Jankowskiego „Powiat oszmiański – materjały do dziejów ziemi i ludzi”.

Z tego samego rodu pochodziła kuszlańska malarka Zofia Jasiewicz, która malowała pejzaże rodzinnych stron w drugiej połowie XIX wieku. Malarz Nikozy Podbierezski, który przyjeżdżał do Zosi z Wilna, pozostawił obraz dworku Jasiewiczów otulonego wielkimi klonami i lipami. Na ścieżce przed domem widać kobiecą postać w długiej sukni i z koszykiem w lewej ręce. Możliwe, że to Zofia Jasiewicz,  jak uważa Uładzimir Sodal w książce „Błogosławione Kuszlany”.

Franciszek Bohuszewicz w stroju powstańca


Jeszcze jeden Jasiewicz – Sidora – był świadkiem tego, jak w czasie I wojny światowej niemieccy żołnierze uszkodzili dynamitem kamień, przy którym lubił odpoczywać Franciszek Bohuszewicz. Możliwe, że Niemcy szukali jakiegoś skarbu, ale udało im się odnaleźć pod kamieniem jakieś dokumenty. Nie rozumiejąc, co jest tam napisane, żołnierze wyrzucili papiery. Unosił je wiatr, moczył deszcze, deptały żołnierskie kamasze. Gdy Sidora podniósł kilka arkuszy, zobaczył, że są to rękopisy, wśród których nie było żadnej drukowanej strony. Nie dało się ich uratować.

Powstaniec Anton Jasiewicz

Znany w Kuszlanach był też Antoni Jasiewicz, który jako dziewiętnastolatek uczestniczył w powstaniu Kalinowskiego. W maju 1863 roku młody żołnierz został schwytany przez carskich Kozaków w potyczce pod Władykami w powiecie wileńskim. Według praw wprowadzonych przez generał-gubernatora Murawjowa, młodego powstańca czekała najsurowsza kara: szubienica lub rozstrzelanie. Nie stało się tak jednak. Zesłano go na służbę do batalionu karnego w kolonizowanej wtedy przez Rosję Azji Środkowej.

Co złagodziło wyrok powstańca? Uładzisłau i Stefania Kłujszowie z Kuszlan tak opowiadali Uładzimirowi Sodalowi:

„O tym, że Anton Jasiewicz był powstańcem, wiedzieli u nas wszyscy. I on sam nam nieraz opowiadał o tym, i od rodziców swoich słyszeliśmy. Opowiadali, jak gnali ich gołych, wycieńczonych, głodnych, zmordowanych. Nie dawano im jeść, nagich gnali. Ludzie rzucali im, kto co miał, ubrania rzucali – ten koszulę, tamten pościel. Na Antoniego Jasiewicza, którego chcieli rozstrzelać, jedna szlachcianka, panienka jeszcze, Kastusią ją nazywali, narzuciła chustkę. Tak go pożałowała, że dorwała jakiegoś wielkiego naczelnika… Czy może i samego gubernatora? O czym ona tam mówiła, nie wiemy, ale wychodziła go, uratowała od śmierci, poręczyła za niego. Rozstrzelanie zamienili mu na zsyłkę…”

Po powrocie z wygnania, Antoni pobrał się ze swoją wybawicielką i przeżył z nią wiele lat.

Kuszlanie pamiętali powstańca Antoniego Jasiewicza już jako siwiuteńkiego starca, co też zapisał Uładzimir Sodal w książce „Śladami Macieja Buraczka”:

„Po chacie ledwo chodził, ledwie nogi przesuwał.” 

Wspominano, że „za polskich czasów” bywało, że zakładał swój powstańczy ciemnogranatowy mundur, powstańczą czapkę i dumnie, z laską w dłoni, wychodził na ulicę. Dzieci ciągle za nim biegały.

„Powstańców u nas tu jak uważano, jak szanowano” – wspominali Kłujszowie – „Jemu honory oddawali, salutowali. Bywało, że gdy zjawił się któryś w Smorgoniach czy Oszmianie na kiermaszu, to szedł przed nim policjant krzycząc: „Z drogi! Z drogi! Powstaniec idzie!”

Pamiętali Kłujszowie i pogrzeb Antoniego Jasiewicza. On też był z honorami:

„Grała orkiestra. Aż dwunastu muzyków z Wilna przyjechało. No z godzinę w chacie grali. A potem przewieziono go z Kuszlan do Żupran… Na trumnie, pamiętam, leżała powstańcza czapka. A gdy go opuszczano, to strzelali, trzy razy na wiwat strzelali.”

Cmentarz w Żurpanach, fot. Wiktar Szukiełowicz

Pochowano Antoniego Jasiewicza, jak i jego krewnych, na parafialnym cmentarzu w Żupranach, tam gdzie wieczny spoczynek znalazł i Franciszek Bohuszewicz. Tu też zapewne, są groby kuszlańskich przodków Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Tam też pochowani są moi dziadowie i pradziadowie.

Wiktar Szukiełowicz, belsat.eu

 

Inne wpisy
Komentarze