Alaksandr Tamkowicz „Niestraszny Buchenwald temu, kto przeszedł Piecze”. O fali w białoruskim wojsku


35 lat temu, gdy sam odbywałem służbę wojskową, to nie bardzo etyczne powiedzonko znał cały Związek Radziecki. ZSRR nie ma od ponad ćwierćwiecza, ale na Białorusi o Pieczach nikt nie zapomniał.

I rzecz nie tylko w tym, że nasz kraj nie raz publicznie pretendował do zostania moralnym dziedzicem „systemu sowieckiego”. Największy problem w tym, że do współczesnej białoruskiej rzeczywistości „przeniesiono” to co najgorsze z systemu radzieckiego – korupcję, pokazówkę, nietykalność najwyższych władz.

Z tych najgorszych elementów stworzyli własny system. System „stabilności”, istota której polega na tym, by zauważać tylko białe i nie widzieć, że wkoło jest znacznie więcej czerni…

Zastępca przewodniczącego Stałej Komisji do spraw Bezpieczeństwa Narodowego Izby Reprezentantów Siarhiej Bobrykau to, według mnie, typowy przedstawiciel tego gatunku „stabilności”. Wliczając to, że grozi on wszystkim, którzy pisali o Pieczach to, czego sam tam nie widział. SPECJALNIE zwracam więc uwagę szanownego parlamentarzysty, że (jak i on) mam prawa wyrazić swoje osobiste zdanie.

Każdemu człowiekowi takie prawo gwarantują wszystkie warianty białoruskiej konstytucji. I tej, która była do 1994, i tej, która funkcjonuje obecnie. Choć niektórzy chcieliby inaczej…

Powinienem jeszcze zauważyć: skoro dowództwo nie widzi (albo nie chce widzieć) niczego, to wcale nie oznacza, że problemu nie ma…

Dodam też, że całkiem często zupełnie nie rozumiem opozycji.

Nie trzeba być Kasandrą, by „przewidzieć” najbliższe posunięcia większości dysydentów. Nie ma w tym niczego nowego: te same twarze i hasła, które co jakiś czas zaprzeczają wszystkiemu, co robiło się do tej pory. A gdy pojawia się coś nowego, to jest to tak „szałowe”, że sensu nie mogą zrozumieć nawet politolodzy, nie mówiąc o wyborcach z ciemnej wioski…

A tu proszę, prezent, gotowa ulotka. Wystarczy zrobić ją z cytatów byłego dowódcy 72. Połączonego Centrum Ćwiczebnego. Szczególnie z tych o „bajkach” o koszarach w Pieczach, zaprzeczających fali i pełnym zaufaniu do śledczych.

Tym ostatnim chciałbym zająć się osobno.

Ale nie mam takiego prawa, więc w odróżnieniu od innego deputowanego (niestety byłego) Andreja Klimawa, nie mogę stwierdzić, że Komitet Śledczy został stworzony po to, by zamykać sprawy karne. Jednak niektórych kwestii nie mogę przemilczeć.

Przede wszystkim interesuje mnie to, dlaczego dochodzenie wszczęto dopiero tydzień po znalezieniu ciała i dopiero po tym, jak o sprawie zaczęli pisać dziennikarze?

Chciałbym się też dowiedzieć, gdzie ten żołnierz znajdował się przez cztery dni od wypisania go z lazaretu. No i czy potencjalni samobójcy przed targnięciem się na własne życie często związują sobie nogi i zarzucają koszulkę na głowę?

Oprócz tego, bardzo ciekawie byłoby napisać o tym, jakie działania śledczy podejmą przeciwko tym, którzy wcześniej dowodzili w Pieczach, bo o fali mówi się tam od wielu lat… I jak deputowany Bobrykau ustosunkuje się do tego, gdy śledczy będą mieć pretensje bezpośrednio do niego?

Niewątpliwie, może kogoś uspokoić informacja o tym, że prezydent codziennie interesuje się sprawą zmarłego żołnierza, ale ja bym nie cieszył się tak wcześnie.

W najnowszej historii Białorusi były już wypadki, gdy ministrów obrony haniebnie zrzucano ze stanowisk, by potem zrobić ich przewodniczącymi Rady Bezpieczeństwa.

Na miejscu władzy, podszedłbym do tego wypadku BARDZO uważnie. Tak, jak nie robiono tego do tej pory, bo dalej uważam, że to może się on stać detonatorem masowego niezadowolenia. Zbyt wielu Białorusinów służyło w wojsku wcześniej, i służy teraz.

W odróżnieniu od tragicznego losu „zaginionych”, niepokoi to znacznie więcej osób.

Wielu z tych, którzy mówili o początkach wydarzeń na Ukrainie, podkreślało, że mogłoby nie dojść do Majdanu, gdyby władze nie zaczęły bić protestujących studentów…

Może potem znalazłby się inny detonator, ale wiadomo – by mina nie wybuchła, nie można na nią stawać… Bo po „stabilności” może pozostać jedynie stabilny lej.

Za zakończenie jeszcze raz wspomnę świetny film „Upadek imperium”, który kilka razy pokazywano w telewizji. Opowiem jeden fragment.

Dopiero co odbyła się pierwsza (lutowa) rewolucja. Scena rozgrywa się w 1917 roku. Wojskowy kontrwywiadowca (aktor A. Krasko), gdy podszedł do niego kolejny „syn rewolucji”, niewyróżniający się moralnością, zadał głośno ironiczne pytanie: Kto tak capi? Drugi (aktor A. Wałujew), zrozumiawszy aluzję odpowiedział: To zapach czasu.

Myślę, że współczesna Białoruś pachnie właśnie tak.

Alaksandr Tamkowicz

Inne wpisy
Komentarze