Alaksandr Fieduta Całkiem inna Białoruś: Czas optymistów


1 listopada w jednej z mińskich kawiarni świętowaliśmy piętnastolecie czasopisma literackiego „Dziejasłou” [czasownik – przyp. red.]. Dla gazety nie jest to poważny wiek. Ale jest to pierwsze czasopismo literackie, które zostało stworzone bez państwowych pieniędzy i bez państwowego wsparcia. Jedynie, bo inaczej byłoby zupełnie nieprzyzwoicie, włączono go na listę tytułów kolportowanych przez państwo, które dalej ma monopol na rozpowszechnianie prasy (co oznacza, że kontroluje ponad trzy czwarte rynku).

Piętnaście lat temu państwo nie pomagało czasopismu. I przetrwało. Zachowało bazę autorów. Zbierało podpisy w ważnych sprawach. Drukowało i pisarzy ludowych (póki byli przy życiu) i debiutantów. Stworzyło serię wydawniczą. Rozwijało się. Jak powiedział tego wieczoru jego niezmienny redaktor naczelny Barys Piatrowicz, powstała antologia współczesnej literatury białoruskiej w dziewięćdziesięciu tomach. I to jest godne podziwu.

I pomyślałem – wiecie o czym? Jak ważne jest szanowanie tego, czym się zajmujesz.

Hleb Łabadzienka prowadzi kursy języka białoruskiego. Państwo mu nie pomaga. Ale kursy trwają.

Uładzimir Makiej – nie minister, a dobry człowiek – produkuje i sprzedaje produkty z narodową symboliką. I mu to wychodzi.

Hanna Siewiaryniec w czasie wolnym od wykładania rosyjskiej literatury i języka bada twórczość białoruskich pisarzy lat dwudziestych. Napisała biografię Uładzimira Dubouki. Odnalazła i opublikowała pierwsze pełne tłumaczenie Eugeniusza Oniegina na języka białoruski, wykonany przez rozstrzelanego poetę Alesia Dudara.

Zajmują się tym dlatego, że uważają to za potrzebne, prawidłowe i pożądane – i dlatego, że im się to podoba. Oczywiście, nie są inżynierami-konstruktorami. Nie postawią nowej fabryki traktorów. Nie są agronomami i nie obsieją hektarów jakimś wyjątkowym żytem czy kukurydzą. Ale wydaje mi się, że gdyby poczuli w sobie takie powołanie, zaczęli by je spełniać w praktyce – i poradziliby sobie, nie czekając aż państwo im łaskawie pomoże.

I ono, państwo nasze, które dociera wszędzie i wszystko zatruwa swoim dążeniem kontrolowania, regulowania, ograniczania, psucia – nie przeszkadza im.

Tak jak mnie nie przeszkadza w pracy naukowej. A w pedagogicznej naprawdę by przeszkadzało, niestety. A mówią, że byłem niezłym nauczycielem.

I wiecie, co pomyślałem w urodziny „Dziejasłowa”? Nie uwierzycie.

Opowiedziano mi kiedyś o jednym amerykańskim farmerze – byłym agronomie jednego z kazachskich kołchozów czasów ZSRR. Zdążył popracować w Sojuzie, a potem wraz z rodziną (żoną i dwojgiem małych dzieci) trafił gdzieś, chyba do Iowa, o którym czytał w książce opowiadającej o podróży Chruszczowa po Ameryce. Zaczął tam mieszkać i pracować w swoim zawodzie. On naprawdę chciał uprawiać zborze.

I wiecie, wyszło mu. Mój przyjaciel, od którego usłyszałem tą historię, powiedział:

– Teraz ma farmę, dom. Przed domem placyk z masztem. Każdego ranka wychodzi na ten placyk, włącza hymn, a jego rodzina – synowie są już dorośli i starszy ma swoje dzieci – wychodzą razem z nim i śpiewają hymn USA, póki tata wciąga flagę. To forma podziękowania za to, że państwo nie przeszkadzało w robieniu tego, co zawsze chciał robić.

Wiem, że brzmi to patetycznie. Ale wydaje mi się, że pojawiło się nowe pokolenie Białorusinów, którym zwyczajnie nie przeszkadza ich państwo. To znaczy, lepiej by było, gdyby pomagało, ale na to nie ma żadnej nadziei.

Dlaczego przestali zwracać na nie uwagę i robią to, co uważają za słuszne i potrzebne

To są ludzie różnego wieku, różnego wykształcenia, różnych profesji. Jestem przekonany, że są tacy nauczyciele, lekarze, konstruktorzy, którym państwo nie przeszkadza w ich pracy. Na pewną są i tacy rolnicy, nie może być, by ich nie było. Oni nie błagają o łaskawe opodatkowanie, nie zarządzają swoimi interesami z korytarzy władz, nie uskarżają się i nie katują sąsiadów i przyjaciół bezustannym jękiem.

Oni nauczyli się żyć tu i teraz. Oni budują zupełnie inną Białoruś, która będzie żyć znacznie dłużej, niż Białoruś wybudowana przez dowolnego polityka.

I gdy myślę o nich, trochę im zazdroszczę. Dlatego, że im wszystko wychodzi. Nie może nie wyjść.

Alaksandr Fieduta

Zobacz także:

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Inne wpisy
Komentarze