Zneutralizować Biełsat! W tym tygodniu odbędzie się pięć sądów nad dziennikarzami naszej stacji

video

 

Nie jesteśmy wpuszczani na oficjalne wydarzenia, zatrzymują nas, a ostatnio – coraz częściej wzywają do sądu i wymierzają wysokie grzywny. Nie zważając na normy prawa międzynarodowego, władze używają tych metod do walki z niezależnymi dziennikarzami.

Dziennikarzy Biełsatu od początku tego roku karano finansowo częściej niż wszystkich innych. Ogólna suma grzywien wyniosła ponad 11 tys. dolarów. Jako jeden z ostatnich wezwanie do sądu dostał nasz reporter Aleś Silicz – za zdjęcia do materiału o akcji rowerzystów koło mińskiej opery.

– Pracowaliśmy. Byli dwaj uczestnicy akcji, dwaj dziennikarze i sześciu albo siedmiu „karków” po cywilnemu, którzy nagrywali wszystko na wideo. Nikt do nas nie podchodził, nie interesował się legitymacją prasową – niczym. Ale widocznie na podstawie tego wideo jest prowadzone jakieś dochodzenie, jest ustalana nasza tożsamość i wysyła się nam wezwania na milicję i do sądu – opowiada Aleś Silicz.

Oprócz niego w ostatnich dniach wezwania do sądu dostała też Masza Arcybaszawa oraz Siarżuk Kawalou. Już 24 sierpnia odbędzie się posiedzenie sądu w sprawie naszego korespondenta Stanisława Iwaszkiewicza, który przygotował reportaż o działającej pod Lidą fermie trzody chlewnej, która zanieczyszcza okolice. Stanisławowi grozi 1150 rubli (ok. 2300 zł) grzywny.

Następnego dnia zacznie się proces dziennikarki Biełsatu Kaciaryny Andrejewej – za internetowe relacje na żywo z demonstracji opozycji 3 lipca oraz z obchodów Dnia Wojsk Powietrznodesantowych w Mińsku.

– To jedyna forma wywierania presji – konfiskować sprzęt lub sporządzić protokół na samego dziennikarza. Nie mają innych metod nacisku na dziennikarzy Biełsatu – przekonuje Kacia.

Oficjalnym powodem, z którego sądzi się dziennikarzy jest „nielegalny wyrób i rozpowszechnianie produkcji medialnych”. Czyli praca bez akredytacji. Aleś Silicz, który często pracuje za granicą zauważa, że w państwach UE uzyskanie takiego dokumentu nie sprawia żadnego kłopotu. W przeciwieństwie do Białorusi.

– Jeżeli twoje medium nie łamie prawa i nie nawołuje do przemocy, to taką akredytację dostaje się w ciągu kilku dni. A u nas historia z akredytacją naszej telewizji to jakaś koszmarna bajka. Z niepojętych przyczyn nie dają nam tej akredytacji – mówi Aleś.

Coraz większa ilość grzywien, które ze wzmożoną aktywnością zaczęto wymierzać od początku wiosny, jest celowa – uważa przedstawiciel Biełsatu na Białorusi Alaksiej Minczonak:

– Uważam, że jest to związane z faktem, że władze przygotowują się do jesiennej kampanii protestów, które zapowiada opozycja. W ten sposób próbuje się zneutralizować dziennikarzy. Może myślą, że będą mieli mniejszą ochotę do pracy…

Rekordzistą pod względem kar za pracę bez akredytacji jest nasz kolega z Homla Kastuś Żukouski. Za niewypłacone grzywny grozi mu konfiskata mienia, które już dziś mieli zacząć opisywać komornicy sądowi. Trzy dni później dziennikarza oczekuje kolejny sąd – też za pracę bez akredytacji.

Julia Łabanawa, Biełsat

Zobacz też
Komentarze