Zestrzelenie malezyjskiego Boeinga zbada ONZ?


Przedstawiciele rządu Holandii mieli wysunąć taką propozycję swoim sojusznikom. Chodziłoby o stworzenie międzynarodowego trybunału przy ONZ, który zająłby się sprawą zeszłorocznej katastrofy samolotu „Boeing 777” nad wschodnią Ukrainą – informuje Reuters, cytowany przez TV Dożd.  

 

Gdzie przeprowadzić śledztwo?

Jak tłumaczą informatorzy wydania, w tej chwili istnieje wiele przeszkód politycznych i prawnych, które utrudniają pracę międzynarodowego śledztwa. Sprawę przekazano by w październiku utworzonemu w tym celu trybunałowi pod egidą Rady Bezpieczeństwa ONZ: zostaną wtedy opublikowane wyniki śledztwa, pojawią się też nazwiska podejrzanych. Holenderscy prokuratorzy uważają, że stworzenie takiego trybunału jest najlepszym wyjściem z obecnej sytuacji, mimo że i tak powątpiewają w szanse na sukces inicjatywy – wątpliwe jest, by Rosja zgodziła się na śledztwo nad którym nie będzie miała kontroli.

Z innymi rozwiązaniami byłby jednak jeszcze większy problem: gdyby Ukraina chciała przeprowadzić śledztwo, separatyści utrudnialiby jej dostęp do miejsca tragedii, a na proces z pewnością nie stawiliby się ich przedstawiciele. Rosjanie też by raczej odmówili współpracy.

Większość 298 ofiar pochodziła z Niderlandów. Jednak holenderskie prawo pozwala sądzić eksterytorialnie jedynie zbrodnie wojenne, a zestrzelenie samolotu cywilnego – i to najprawdopodobniej przypadkiem – w myśl regulacji nie pasowałoby do tej definicji. Z uwagi na odległość od miejsca katastrofy, proces w Malezji byłby jeszcze bardziej ekstrawaganckim pomysłem. Dlatego też wysoko postawiony informator w holenderskim rządzie powiedział agencji Reuters, że:

„Trybunał przy ONZ jest najlepszą opcją. Mamy nadzieję na to, że w ten sposób wiele krajów będzie mogło pomóc w śledztwie.”

Samolot raczej zestrzelony przez BUK-a

Na razie katastrofę bada tzw. Wspólny Zespół Śledczy, w skład którego wchodzą przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Ukrainy, Stanów Zjednoczonych, Malezji i Australii. Do tej pory z miejsca katastrofy udało im się zebrać ludzkie szczątki oraz wrak samolotu. Do Donbasu śledczy wrócili w połowie czerwca, by „zebrać kolejne dowody, mające udowodnić lub wyeliminować różne wersje zdarzeń.”

Nagrania wideo, zdjęcia satelitarne i urywki rozmów na falach radiowych wydają się potwierdzać, że samolot został trafiony przez rakietę typu BUK, wystrzeloną z terenów okupowanych przez separatystów. Miała ona zostać przywieziona na miejsce z Rosji niedługo przed tragedią. Rosja z kolei oskarża Ukrainę o spowodowanie katastrofy twierdząc, że BUK należał do jej armii.

Rosja jako główna przeszkoda w poznaniu prawdy

Jeśli obecne napięcia w relacjach Rosji z Zachodem są dla niej pretekstem do odmowy współpracy z krajami UE, to odpowiedź na śledztwo ONZ nie mogłaby być tak prosta. Inicjatywa zostałaby wniesiona pod obrady Rady Bezpieczeństwa, a Rosja musiałaby użyć weta, by nie dopuścić do powołania trybunału. To z kolei bardzo zaszkodziłoby jej pozycji międzynarodowej: w pewnym sensie Rosja stałaby się główną przeszkodą w poznaniu prawdy o śmierci wielu niewinnych cywilów.

Odmowa mogłaby mieć też głębsze konsekwencje: Holandia mogłaby przeforsować bardziej dotkliwe sankcje w stosunku do Rosji. Rotacyjne przewodnictwo w Radzie UE, które kraj będzie zajmował przez pierwszą połowę 2016 r., ułatwiłoby jej to zadanie.

Jest też inna sprawa związana z katastrofą, za którą Rosja być może będzie musiała zapłacić. Chodzi o pozew zbiorowy rodzin ofiar tragedii, które domagają się zadościuczynienia za śmierć ich bliskich: jak informuje The Telegraph, rodziny zamierzają bezpośrednio pozwać Władimira Putina na sumę kilku milionów euro.

Karol Łuczka, belsat.eu/pl/ Reuters, Dożd.

 
Zobacz też
Komentarze