Zdobycie Góry Dzierżyńskiej czy rejs drakkarem po Muchawcu? Subiektywny przegląd białoruskich atrakcji turystycznych


Grodzieńska Kołoża (cerkiew pw. św. Borysa i Gleba)

Przygotowali go sami dziennikarze Biełsatu, których zapytaliśmy, co pokazaliby swoim gościom z Polski, zapraszając ich w swoje strony.

Zbaczając z utartych szlaków

W mijającym tygodniu władze w Mińsku zrobiły kolejny gest w stronę zagranicznych turystów: przedłużyły do 30 dni okres bezwizowego pobytu podróżnym przylatującym na stołeczne lotnisko. Brak ograniczeń (za wyjątkiem formalności meldunkowych) w poruszaniu się po kraju to naprawdę dużo. Dzięki niemu ciekawi świata i Białorusi wreszcie będą mogli zboczyć z utartych szlaków lub zacząć poznawać ją w bardziej oryginalny sposób niż poprzez Grodno, Mińsk, pałac w Nieświeżu, zamek w Mirze i okolice „mickiewiczowskiego” Nowogródka.

Zamek w Mirze. Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

To chyba pierwsze skojarzenia, które przychodzą na myśl, kiedy rozważamy o turystycznych walorach Białorusi. I również zdaniem dziennikarzy Biełsatu, części punktów z tego programu rzeczywiście nie da się – lub przynajmniej nie powinno się – ominąć.

Zielnik Elizy Orzeszkowej

Jak Grodna, które bezapelacyjnie zwyciężyło w nieformalnym rankingu opartym o opinie naszych kolegów. Nic dziwnego – na jego korzyść przemawia nie tylko piękna i związana z Polską historia, ale również względy praktyczne – w tym niewielka odległość od granicy. Do królewskiego miasta jest od niej zaledwie 20 km.

Z tego względu nawet fakt, że Grodno i okolice nie zostały na razie objęte aż 30-dniowym okresem pobytu, nie przeszkodzi w jego dogłębnej penetracji. Może być ona klasyczna i taką opcję proponuje polskim turystom współpracujący z naszą telewizją grodzieński dziennikarz i literat Siarhiej Astraucou. Zastrzegając się przy tym od razu, że wcale nie będzie oryginalny:

– Dom Elizy Orzeszkowej, w którym odrestaurowano „salon pod baranami” oraz granitowe popiersie pisarki. Tuż obok znajduje się malownicza Dolina Szwajcarska, a po jej drugiej stronie dom, w którym mieszkała Zofia Nałkowska – z poświęconą jej izbą pamiątkową.

Dom-Muzeum Elizy Orzeszkowej przy ulicy jej imienia w Grodnie. Zdj. belsat.eu

Z pierwszą z pisarek związane jest inne popularne wśród turystów miejsce – była apteka jezuicka przy Rynku Głównym, gdzie mieści się pełne ciekawych eksponatów Muzeum Farmacji.

– Jest tam też zielnik, zebrany przez Orzeszkową – zdradza Astraucou.

Kawa na Sowieckiej

Ale Grodno to przecież także miasto królewskie z dwoma królewskimi zamkami. O jednym z nich – Starym – jest ostatnio głośno z powodu kontrowersyjnych starań władz, aby uczynić z niego prawdziwą atrakcję dla turystów. Kosztem autentyczności zabytku – alarmują krytycy realizowanego projektu.

Stary Zamek w Grodnie. Zdj. Wasil Małczanau/belsat.eu

– Zamki ujmują nie tyle obecnym wyglądem, co historią i wydarzeniami – zapewnia jednak nasz ekspert.

I właśnie z kimś takim, kto doskonale zna miasto, radzi zwiedzać je Źmicier Jahorau – redaktor działu internetowego Biełsatu. Z miejscowym przewodnikiem łatwiej będzie znaleźć „miejsca nietknięte jeszcze przez pseudorestauratorów, miejsca tchnące historią”, posłuchać historii o nadal znajdowanych skarbach i tajnych, niezbadanych tunelach pod miastem.

– Kiedy przyjeżdżam do Grodna, idę od razu na ul. Wileńską (obecnie Sowiecką) i zamawiam mocną kawę… Stary bruk, grodnianki i grodnianie, uliczni grajkowie. Najlepszy grodzieński zen – dzieli się pomysłem na popołudnie w rodzinnym mieście Źmicier. – A jeszcze taksówka praktycznie w każdy koniec miasta kosztuje raptem 3 – 4 ruble, czyli nie więcej niż 7 zł.

Klasztor pomiędzy dwoma państwami

Ale kto postanowi ruszyć dalej od Grodna, choć niekoniecznie dalej od Polski, nie powinien ominąć drugiego dużego miasta leżącego nieopodal granicy – dosłownie tuż obok. Chodzi oczywiście o Brześć, który obecnie znany jest przede wszystkim ze słynnej twierdzy, którą za czasów sowieckich wykreowano na symbol heroicznej obrony przed hitlerowską agresją.

Jednak nasz redakcyjny kolega Hleb Chamutou radzi wyjrzeć poza mury twierdzy. Zobaczymy tam… malownicze ruiny kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP i klasztoru Bernardynek.

– Ten opuszczony klasztor mieści się bezpośrednio za murami twierdzy, w stronę granicy i Terespola. Na terenie twierdzy panuje idealny porządek, a zaraz za nim jest inny świat: zaniedbany, piękny klasztor z labiryntami i podziemnymi kondygnacjami. Pomiędzy dwoma państwami… – opowiada o nim Hleb. – To moje ulubione miejsce w rodzinnym mieście.

Zdj. radzima.org, wizualizacja A. Niewiar.

Drakkarem po Muchawcu

Nad przepływającą w pobliżu Twierdzy Brzeskiej rzeką Muchawiec leży także niewielkie, poleskie miasto Kobryń. A pod Kobryniem – gospodarstwo agroturystyczne, które poleca redaktor i autor programów publicystycznych oraz filmów dokumentalnych Biełsatu Siarhiej Pielasa wraz z żoną Taccianą.

To właśnie białoruskie „lobby agroturystyczne” i sanatoryjne uporczywie apelowało do władz w Mińsku o przedłużenie okresu bezwizowego dla zagranicznych turystów. Wcześniej, gdy wynosił on 5 lub 10 dni, cudzoziemcy nie mieli po prostu szans, aby „zaliczyć” cały turnus w sanatorium lub nawet zapuścić się w głąb kraju.

Teraz cała ta branża z wytęsknieniem czeka na gości. Również agroturystyka polecana przez Taccianę i pochodzącego z tamtych stron Siarhieja. Banalna propozycja? Chyba jednak nie…

– Jej właściciele własnoręcznie zbudowali drakkar Wikingów i pływają nim „bursztynowym szlakiem”. Prowadzą warsztaty z dawnej kuchni i rekonstrukcji historycznej. Organizują święta pogańskie i wiele innych ciekawych imprez – zachwalają nasi koledzy.

Zdj. kumora.by

A w pobliżu znajdują się miejsca związane z Tadeuszem Kościuszką, Romualdem Trauguttem, grób brata Adama Mickiewicza oraz mogiły polskich żołnierzy…

Trasa dla każdego

Poruszając kwestię turystyki historycznej Tacciana i Siarhiej przypominają o jej bardzo ciekawej opcji. To wycieczki krajoznawcze, które białoruski historyk i rekonstruktor Ihar Mielnikau – nb. stały komentator i ekspert Biełsatu – organizuje wzdłuż byłej granicy polsko-sowieckiej.

Można razem z nim odszukać fragmenty linii granicznej przebiegającej przed 1939 r. 30 km na zachód od Mińska, ale również zobaczyć oryginalne eksponaty z epoki, pieczołowicie zbierane przez Ihara. A nawet natknąć się na sowieckich pograniczników i żołnierzy polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza, w których pod komendą młodego historyka wcielają się miejscowi miłośnicy historii.

Na byłej granicy polsko-sowieckiej. Zdj. Ihar Mielnikau.

I takich tras tematycznych wycieczek po Białorusi może być znacznie więcej. Nawet układanych prywatnie – wspólnie z białoruskimi przyjaciółmi. Niezwykłych miejsc wystarczy dla każdego…

– Można opracować różne trasy tematyczne: dla polskich miłośników Kresów, dla ekologów i hipsterów – pół żartem, pół serio sugeruje Wolha Szwed, kierowniczka naszego działu internetowego.

Sfera hipstera

Czemu nie? Wystarczy tylko chcieć. Tym ostatnim mogłoby na przykład spodobać się w Mińsku. Chociaż to miasto słynące raczej ze stalinowskiej, monumentalnej architektury i sterylnej czystości panującej na ulicach (przynajmniej w centrum), to można znaleźć tam miejsca, w których szanujący się hipster poczułby się jak w raju.

Ulica Zybickaja – jedno z centrów nocnego życia w Mińsku. Zdj. uxmuander, LiveJournal.

I to nie tylko kultowa ul. Zybickaja oraz okolice Kastrycznickiej.

– Jest też ulica Kulman. Dziwna mieszanka barów, kebabów i klubów muzycznych. Nieco posępnie, ale w klimacie lat 90. – tak oldschoolowo widzi ją Źmicier Jahorau.

Ale rozrywek i atrakcji w naprawdę niepowtarzalnym białoruskim stylu może być przecież znacznie więcej. Nawet takich, że sami Białorusini nie byliby w stanie zgadnąć, że mogą one zafascynować ich polskich przyjaciół.

Dla każdego coś… dziwnego

Np. naszego kolegę z redakcji polskiej działu internetowego Biełsatu Piotra Jaworskiego, który już od dawna dokładnie wie, co chciałby na Białorusi zobaczyć i co tam robić.

Po pierwsze – zamierza on wspiąć się na najwyższy szczyt tego kraju, czyli Górę Dzierżyńską – niegdyś Świętą Górę. Plan prezentuje się dumnie i ambitnie, ale w rzeczywistości to wyczyn, którego przy odrobinie dobrych chęci i czasu może dokonać każdy turysta. Jak wiadomo Białoruś jest płaska jak stół, a jej najwyższe wzniesienie – czyli właśnie wspomniana góra nazwana tak ku czci pochodzącego z tych stron „Żelaznego Feliksa” – liczy raptem 346 m.p.m.

Drugie marzenie Piotra to przejażdżka białoruską ciężarówką. Tu jednak adrenaliny powinno być nieco więcej, bowiem chodzi nie o byle jaką ciężarówkę, ale wielotonową wywrotkę marki BiełAZ.

Romantyczna przejażdżka BiełAZ-em? Czemu nie… Zdj. belsat.eu

I niewykluczone, że również ten zamiar może okazać się wykonalny – zakłady z podmińskiego Żodzina już od jakiegoś czasu zapraszają gości na dni otwarte. Zorganizowały tam nawet Walentynki, gdzie jako prezent dla ukochanej osoby oferowano przejażdżkę taką właśnie wywrotką.

I jak tu nie kochać Białorusi?

cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze