Współpracowniczka Biełsatu otrzymała naraz dwa wezwania do sądu


Kaciaryna Andrejewa jest oskarżona o nielegalne prowadzenie transmisji internetowych podczas Dnia Niepodległości oraz Dnia Desantowca w Mińsku. Powodem oskarżenia jest praca bez akredytacji MSZ.

Milicjanci z komisariatu mińskiej dzielnicy Centralna pomylili się zresztą w protokole, wpisując, że Andrejewa przygotowywała materiał dla programu Nowiny. Tymczasem Biełsat nie ma w swojej ramówce programu o takiej nazwie. Co więcej, dziennikarka nie przygotowywała materiału informacyjnego, a jedynie prowadziła transmisję on-line przy pomocy telefonu komórkowego.

– W odpowiedzi na te protokoły oskarżające mnie o współpracę z zagranicznym medium bez akredytacji, chcę się zapytać, dlaczego dziennikarka Biełsatu musi pracować w ten sposób? Może dlatego, że choć akredytacje wydaje MSZ, w rzeczywistości każda kandydatura przechodzi weryfikację „na zaufanie” w zupełnie innych strukturach. W takim razie cieszę się, że tej akredytacji nie mam – podkreśla dziennikarka.

Kaciarynie Andrejewej grozi kara dwa razy po 1150 rubli (łącznie 4,6 tys. zł) za każdy zarejestrowany fakt pracy bez akredytacji.

Dziennikarka po raz pierwszy zasiadła na ławie oskarżonych 13 marca w Orszy, gdzie została zatrzymana za relacjonowanie protestów przeciwko podatkowi dla bezrobotnych. Otrzymała wtedy karę 690 rubli (1380 zł) za pracę bez akredytacji i ignorowanie poleceń milicji.

4 maja w Mińsku została skazana za pracę bez akredytacji na sumę 1035 rubli (2070 zł) za relacjonowanie protestu w Brześciu.

jb belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze