Wiceszef administracji Łukaszenki: Bez reform nie ma szans na kredyty

video

Białoruska gospodarka przekroczyła Rubikon. Rządowi nie pozostaje nic innego, jak przysłuchać się do rad niezależnych ekonomistów. Mają być reformy. A wraz z nimi – więcej niezależności dla przedsiębiorstw i wzrost dochodów. Plan pełen optymizmu. Ale jaka jest rzeczywistość?

Białoruś wkracza w nową pięciolatkę z najwyższym poziomem zadłużenia w swojej historii. Dlatego wielkiej nadziei na kredyty zagraniczne nie ma, trzeba przeprowadzić reformy strukturalne. Takim wystąpieniem wiceszef administracji Łukaszenki Mikałaj Snapkou otworzył w Mińsku konferencję po nazwą „Gospodarka Białorusi – znów przed wyborem”.

Jak wyjaśnił Biełsatowi Mikałaj Snapkou, zaplanowane reformy strukturalne składają się z dwóch części. Pierwsza to rezygnacja z dyktowania przedsiębiorstwom wskaźników dochodów, a podawać tylko indykacyjne – nieobowiązkowe do wykonania.

„Realizacja planowania w ramach państwa jest trudna. Planować należy w ramach jednostek biznesowych. W ramach holdingów i przedsiębiorstw, które zresztą są zdolne stworzyć plan” – mówi Snapkou.

Wynikiem ma się stać większa swoboda ruchów dla państwowych managerów w terenie, co pozwoli zarządzać im bardziej efektywnie, orientując się na najbardziej dochodowe strategie dla ich przedsiębiorstw. Jednak zdaniem ekonomisty Siarhieja Czałego, akceptację takiej reformy tłumaczy nie tyle logika ekonomiczna, co biurokratyczna.

„Oto jaka stoi przed nimi kwestia: w przyszłym roku przy tych parametrach gospodarki światowej, trzeba by planować spadek PKB. W warunkach planowania dyrektywnego spadek jest dysonansem poznawczym dla wszystkich, którzy te plany mają wykonać. Dlatego i tylko na następny rok te plany będą nieobowiązkowe” – wyjaśnia Czały.

Jednak Mikałaj Snapkou wierzy w te środki, a aby nie poległy one w zderzeniu z „prawem telefonicznym”, kiedy wysocy urzędnicy nieformalnie żądają wykonania prognozowanych wskaźników, dyrekcje mają być uwolnione z podporządkowania przedstawicieli administracji państwowej, którzy zajmują się prognozami makroekonomicznymi i regulowaniem. I to druga część zmian strukturalnych.

„Podział państwa na właściciela i regulator. To nie prywatyzacja. To podział funkcji, odpowiedzialności i kierunków działalności” – przekonuje Snapkou.

Ale niezależni eksperci obawiają się, że osiągnięcie rzeczywistego podziału kompetencji w sytuacji, kiedy cała władza w kraju należy do jednego człowieka, jest nierealne. Siarhiej Czały wyjaśnia te zmiany również podejściem biurokratycznym.

„Wyjaśniło się w ostatnich latach, że wyniki pracy przedsiębiorstw, któtymi kieruje Ministerstwo Gospodarki, są gorsze niż u pozostałych. Dlatego, aby nie odpowiadać za te kwestie, postanowiono uwolnić te przedsiębiorstwa spod swojego kierownictwa i nazwać to takim ładnym słowem” – twierdzi Czały.

Co prawda, nawet takie wstępne reformy prawdopodobnie imponują Bankowi Światowemu, który myśli, że lepsze to niż nic i spodziewa się, że te kroki będą sprzyjać początkowi głębszych zmian na Białorusi w przyszłości. Dlatego władze próbują włączyć tę instytucję jako sojusznika w negocjacjach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym na temat nowego wielomiliardowego kredytu stabilizacyjnego.

„Trzy elementy: rząd, MFW i Bank Światowy powinny siąść przy jednym stole i przygotować program, który pozwoli nie tylko osiągnąć indykatory formowane przez MFW, lecz sformować obsar gospodarczy, który pozwoli zniwelować konsekwencje społeczne tych indykatorów, których będą od nas wymagać” – przekonuje Snapkou.

Czy zgodzi się MFW dać Białorusi nową pożyczkę przy tak ograniczonych reformach? Możliwe, że wyjaśni się to podczas kolejnej misji MFW, oczekiwanej już w tym miesiącu. Jednak niezależni eksperci obawiają się, że przedstawiony plan reform to w rzeczywistości świadoma imitacja. Bo prawdopodobnie władze wiedzą, że głębokie przemiany gospodarcze są niemożliwe bez z góry nie do przyjęcia przez nie zmian w systemie politycznego zarządzania krajem.

Stanisłau Iwaszkiewicz, Biełsat

Zobacz też
Komentarze