Ukraińskie kino „reprywatyzuje” Malewicza


Na ukraińskie ekrany wyjdzie „Czarny kwadrat”. W Kijowie kończą się prace nad dokumentalnym filmem o Kazimierzu Malewiczu. Dzieło o znanym na całym świecie artyście kręci białoruski reżyser.

„Reprywatyzować” Malewicza i przywrócić go do ukraińskiej przestrzeni kulturalnej. Tak misję dokumentalnego projektu widzi ukraiński państwowy przemysł filmowy. Bo chociaż artysta urodził się w Kijowie, dopiero kilka lat temu pojawiła się tu ulica jego imienia. Za to w Rosji Malewicza uważają za swojego i nazywają przedstawicielem „rosyjskiej awangardy”.

– My nie mówimy o tym, że ktoś ma prawo do Malewicza. Mówimy o tym, że Ukraina była jego ojczyzną, a on sam jest ukraińskim, europejskim fenomenem. Chcemy go tu przywrócić, do ukraińskiej przestrzeni kulturalnej – mówi Ołeh Szczerbyna, producent generalny wytwórni Fresh Production.

– Malewicz różnie się określał. W jednej ankiecie pisał, że jest Polakiem, w drugiej – że Rosjaninem, w trzeciej – Ukraińcem. Na pewno miał ku temu swoje powody. Ale nie możemy ignorować faktu, że Malewicz identyfikował się z kulturą ukraińską. Właśnie tę składową analizujemy – mówi scenarzysta Tetiana Fyłewśka.

Do zbadania ukraińskiej duszy Malewicza zaproszono mińskiego dokumentalistę Uładzimira Łuckiego.

– Biełarusfilm [białoruska państwowa wytwórnia filmowa] wypuszcza minimalną liczbę filmów – maksymalnie jeden, dwa rocznie. A zobaczcie, co się dzieje na Ukrainie? Tu jest renesans, powstaje ogromna ilość filmów. Tu jest praca dla ludzi twórczych, takich jak ja – mówi Łucki.

Ekipa filmowa nie odwiedziła Białorusi – chociaż ważną część swojego życia malarz spędził w Witebsku, twórcy filmu nie opowiedzą o tym widzom, nie uznano tego za konieczne dla fabuły. Filmowcy byli za to w Polsce i USA. Chociaż wyjazd do Stanów do końca stał pod znakiem zapytania.

– Gdy już wszystko było zaplanowane, a bilety kupione, w Kalifornii zapłonęły lasy. Na wszystkich kanałach pokazywali, jak ogień zbliża się go muzeum sztuki Getty Center. To było cztery dni przed zdjęciami w Los Angeles – opowiada Szczerbyna.

Największym problemem filmowców był brak dokumentów i fotografii z ukraińskiego okresu życia i twórczości wielkiego awangardzisty. Z pomocą przyszła stylistyka prac głównego bohatera.

– Sam nam podpowiedział wdzięczną formę, do której się teraz odwołujemy. Szcześcian i kwadrat. Gdy nie wiemy, jak wyglądał dom, obejmujemy pewną przestrzeń sześcianem i mówimy: „tu stał dom” – mówi producent Jewhen Zacharow.

Film pod roboczym tytułem „Czarny kwadrat” na ekranach pojawi się jesienią. Twórcy planują wyświetlać go nie tylko na Ukrainie, ale też na międzynarodowych festiwalach.

Ołena Sołodownykowa z Kijowa dla „Wot tak”, PJ/ belsat.eu

Zobacz także:

Zobacz też
Komentarze