Ukraina: Jak żyją „sieroty po ZSRR”? Podpułkownik lotnictwa jest dziś kierowcą taksówki


Dzieciństwo Sasza spędził na Białorusi. W ukraińskim Czernihowie uczył się pilotażu myśliwców bojowych, tam również został po rozpadzie ZSRR. Mimo, że Białoruś nazywa swoim domem, Sasza dobrze rozumie, dlaczego Ukraińcy wyszli na Majdan i dlaczego bronią swojego kraju przed rosyjską agresją.

Pilot z przypadku

Uprawiałem kolarstwo. Kończąc szkołę byłem już mistrzem sportowym, a moi nauczyciele wyznaczyli mi życiową ścieżkę.
W wypadku podczas wyścigu na trasie Homel – Żłobin, wiele osób z naszej drużyny zostało rannych, a ja złamałem obojczyk. Musiałem zrezygnować ze studiów w Mińskim Uniwersytecie Informatyki i Radioelektroniki i zakończyć karierę sportową. Jeden z moich przyjaciół postanowił wstąpić do Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Czernihowie, a ja się do niego przyłączyłem. I tym, którzy tak bardzo chcieli się dostać – nie powiodło się, za to nam się udało. Było to w 1982 roku.

 

Najpierw zbesztano, potem nagrodzono

Czernihowska Wyższa Oficerska Szkoła Lotnicza przygotowywała pilotów myśliwców. Już wtedy wiedziałem, że po zakończeniu szkoły będę służyć w Taszkencie.

Na miesiąc przed egzaminami państwowymi, w czasie nocnych lotów z instruktorem, nie wysunęło się nam lewe podwozie. Nie chcieliśmy się katapultować i wylądowaliśmy na betonowym pasie startowym.

Najpierw nas zbesztano, a potem nagrodzono. Przyznano nam prawo wyboru miejsca służby. Zastępca dowódcy szkoły zaproponował nam stanowiska pilotów – instruktotrów w pułku w Humaniu.Potem zaczęto zmniejszać liczbę samolotów. Pozbywano się MiGów-21, ciężko było na to patrzeć. Część samolotów przewozili w inne miejsca. Piloci – przedstawiciele różnych narodowości – zaczęli się rozjeżdżać do Rosji czy na Białoruś.

Zarejestrowaliśmy działalność

Wróciłem na Białoruś do Prużan, potem do Berezy, tam chciałem kontynuować służbę. W tym czasie miałem już dwóch synów, rodzinę… Ale nie było tam gdzie mieszkać, piloci nie latali. Wróciłem. Kontynuowałem służbę do 2002 roku, dopóki nie zlikwidowali szkoły.

Zwolniłem się ze stanowiska dowódcy eskadry w randze podpułkownika, pojechałem do domu na Białoruś, chciałem tam mieszkać, ale po roku znów wróciłem na Ukrainę. Starszy syn uczył się w szkole, młodszy dopiero szedł do pierwszej klasy. Moja żona pochodzi z Czernihowa, mieliśmy tam mieszkanie, a na Białorusi trzeba było na nie czekać.

Zarejestrowaliśmy z żoną działalność i zaczęliśmy handlować na rynku – tak jest do tej pory.

 

Białoruś, Ukraina – gdzie lepiej, a gdzie gorzej

Mama, bracia i przyjaciele mieszkają na Białorusi. Jeżdżę tam regularnie, cały czas utrzymujemy kontakt. Gdzie jest teraz lepiej, a gdzie gorzej? Zależy, z której strony na to patrzeć.

Na Białorusi jest spokój i stabilność. Na Ukrainie tego nie ma. Jeśli nie chcesz siedzieć na kanapie, a coś zrobić, to nie ma znaczenia gdzie mieszkasz, wszędzie są możliwości. Inna jest specyfika prowadzenia własnej działalności, na Białorusi jest nawet trudniejsza.

Wiem, że Białorusini jeżdżą teraz po towar do nas, tak jak my jeździliśmy w latach 90-tych do Polski. Chociaż, kiedy jestem na Białorusi i porównuję ceny, zauważam, że są na takim samym poziomie. Skąd oni biorą tani towar? Może z hurtowni.

Tutaj również jest „specyficzny” biznes. Podczas kontroli mówią prosto w oczy – mamy święta, potrzebne są nam prezenty. I nie jest tak, jak to było wcześniej – kupimy po cenie hurtowej, a przynieś to i to. Majdan to konsekwencja takich działań, kiedy naród usiłują rzucić na kolana.

Majdan – nie na próżno

Wierzę, że Majdan nie był na próżno i coś zmieni się na lepsze. Jestem optymistą. Z żoną jeździliśmy i na pierwszy „pomarańczowy”, i na drugi Majdan, woziliśmy żywność, wspieraliśmy.

Prawdą jest, że dużo starych urzędników, którzy pracowali podczas „pomarańczowej władzy” pozostało przy „niebieskiej”. „Barwy” się zmieniają, a oni zostają. Wszyscy, którzy brali łapówki, zostali i pracują do dziś. Przystosowali się.
Bolące i krzywdzące jest, kiedy ci sami skorumpowani ludzie z drogówki – teraz z pagonami oficerów – siedzą w twojej taksówce i dzielą na trzech łapówkę. Niedawno takich wysadziłem. Nawet nie pomyśleli, kim jestem, kim mogłem być w poprzednim życiu i jaki mam stosunek do tego, że oni bez wstydu dzielili pieniądze w samochodzie.

Mówili: „My też chcemy Putina”

Jedziemy po terenie byłej Czernihowskiej Wyższej Szkoły Lotnictwa Wojskowego, po alei z choinkami, które sadzili kosmonauci – absolwenci szkoły. Podjechaliśmy do muzeum – na ekspozycji zostały stare samoloty: МіG-21, МіG-23, МіG-15, МіG-17, L-29, L-39.

Sasza powiedział, że były jeszcze samoloty z czasów wojny, skonstruowane przez Jakowlewa, ale zniknęły. Pozostałe też mogły stać się łupem złodziei, więc byli piloci wychodzili na nocne dyżury i pilnowali, żeby nie rozkradli reszty sprzętu.

 

Mieszkam na Ukrainie – opowiada były pilot – moje dzieci tu wyrosły. Jestem zwolennikiem niepodzielnego państwa i nie wspieram Donieckiej czy Ługańskiej Republiki Ludowej. Chociaż mam przyjaciela – absolwenta mińskiej szkoły im. Suworowa, byłego pilota, który pojechał walczyć po drugiej stronie.

Dzwoniłem tam. Miałem tylko jedno pytanie: Jak mogłeś zdradzić własny naród? Jesteś byłym wojskowym, powinieneś rozumieć takie rzeczy.

Czeczenia chciała się oddzielić w 1995 roku, ale Moskwa na to nie pozwoliła. Dlaczego więc Ukraina miałaby dać taką możliwość DRL i ŁRL. Osobiście nie widzę możliwości istnienia DRL i ŁRL poza Ukrainą. Jak oni będą żyć? Komu są potrzebni? Rosji na pewno nie.

Są tutaj tacy, z którymi służyłem, którzy uważają, że wypłacają im mniejszą emeryturę niż w Rosji i dlatego też chcą Putina. Uważam, że 50 lat, to nie wiek. Masz ręce, masz głowę – idź i zarób, nie czekaj na emeryturę od państwa.

Siedzą ci w randze pułkownika i podpułkownika całymi dniami w garażach, piją wódkę i płaczą krokodylimi łzami. Z jakiegoś powodu ja, podpułkownik, jeżdżę taksówką, zarabiam i tam i siam i nie narzekam na takie życie, a oni siedzą i płaczą, że nie mają pieniędzy.

Krym: była opcja, żeby w ogóle go nie oddawać

Krym? Rozmawiałem z wieloma ludźmi, z byłymi współpracownikami, z ludźmi z Teodozji i Sewastopola… Julij Mamczur – mój były kursant, z flagą i hymnem Ukrainy stawił czoła „zielonym ludzikom”. Wszyscy tak mówią, to nie tylko moje przypuszczenia, że była możliwość, żeby w ogóle nie oddawać Krymu. Żołnierzy i broni było wystarczająco, wszystkiemu można było zapobiec. Nie miał kto wydać rozkazu? Istnieją siły specjalne, płaci się im pieniądze, one mogły to wszystko rozgromić. Dlaczego tego nie zrobiły?

Dzwonię do Mamczura: „Julij, jak się masz?” – „Siedzimy i czekamy”. – „Dlaczego nie dzwonisz?” – „Nie ma pieniędzy na rachunku”. Przesłałem im pieniądze, żeby przynajmniej mieli na telefon. Wydano im rozkaz: „Siedźcie i czekajcie!” Sami oddali Krym i do tej pory nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

Pozwolenia nie trzeba, siadamy i lecimy

Sasza dużo pali: „Bez papierosów nie wyjeżdżam, dwie paczki w samochodzie muszą być” – tłumaczy. „Za to nie piję już ponad 15 lat. Ani kropli alkoholu.”

 

Niektórzy mnie pytają: „Jak się uspokajasz? Przecież nie pijesz”. Wsiadam do samochodu i jadę w kierunku Białorusi – obok jest moja ojczyzna, Polesie. Siedzę dwie, trzy godziny, pokrzyczę sobie, pośpiewam piosenki – takim sposobem rozładowuję napięcie.

Jedziemy na terytorium byłego miasteczka lotniczego. Sasza kontynuuje: Z „moich” już nikt nie służy. Byli i ci, którzy latali w grupach akrobatycznych, ale też się zwolnili. Powiem szczerze, gdyby nie rozpad ZSRR, służyłbym nadal – zdrowie mi pozwala.

Mam przyjaciela, który około 5 lat temu kupił lotnię. Mieszkają tu sami piloci i ich żony.Trochę sobie latamy, za rzeką Dzisną są wielkie łąki. Pozwoleń nie potrzeba żadnych, siadamy i lecimy. Każdemu, kto poświęcił się lataniu, zostaje to na zawsze.

Anton Paliotau, belsat.eu

 
Zobacz też
Komentarze