Udział w wyborach – szansą na pokazanie się w telewizji?


Demokratyczni kandydaci wykorzystują kampanię agitacyjną jako jedyny sposób, aby chociaż raz na cztery lata zaistnieć w państwowej telewizji i radiu. I spróbować dotrzeć do obywateli z alternatywnymi poglądami na przyszłość kraju.

Sami wyborcy niezbyt wierzą, że 11 września opozycja ma szansę na zwycięstwo. Mieszkaniec mińskiej dzielnicy Sierabranka Aleksander Szumkiewicz uważnie śledzi wszystkie wystąpienia telewizyjne kandydatów. Mówi, że wszystkie one są bardzo różne. Ale nie ma wątpliwości – w tym roku do parlamentu, mimo wyrazistego wystąpienia Juryja Chaszczawackiego, dostaną się podobnie jak cztery lata temu tylko kandydaci władzy.

„Wystąpienie Chaszczawackiego było liryczne. Z humorem, z jakimiś elementami życia. Ale szans Juryj Chaszczawcki ma niewiele” – uważa Szumkiewicz.

Ale kampanię agitacyjną kandydaci Zjednoczonej Partii Demokratycznej (AHP) starają się wykorzystać jak się da: w czwartek przed wejściem do Mińskich Zakładów Samochodowych członkowie partii rozdawali świeży numer gazety „Narodnaja Wola” z wciąż aktualnym programem „Milion nowych miejsc pracy”. W przeciwieństwie do minionej kampanii, kandydaci nie zamierzają wycofać się przed samym głosowaniem.

„Jeżeli poparcie dla nas będzie wyrażać się w postaci tysięcy, dziesiątków tysięcy ludzi, którzy teraz nic nie robią, którzy są apolityczni i nie wierzą w nic, jeśli to poparcie stanie się faktem i ludzie zrozumieją, dokąd mają iść, że ich życie stanie się lepsze po realizacji tego programu, to władze będą musiały się z tym liczyć” – zapewnia Dzianis Cichanienka, kandydat z list AHP.

A czego od kandydatów na deputowanych do parlamentu chcą wyborcy?

„Sprawiedliwości. Chcę sprawiedliwości…” – uśmiecha się do naszej kamery chłopak. – Stabilności. Chciałoby się, żeby drogi były lepsze – dzieli się swoimi życzeniami przechodząca kobieta. – A myślicie, że będzie coś lepszego? Jak wszystko było, tak zostanie” – kolejny przechodzień nie wydaje się zbytnim optymistą.

Co zaś myślą kandydaci władzy i czy wiedzą oni, co co myślą wyborcy, czasem trudno się dowiedzieć. W Homlu miejscowi aktywiści próbowali dostać się na spotkanie przedwyborcze z kandydatem Andrejem Szyławem, ale nie zostali na nie wpuszczeni. Udało się im o dopiero za drugim razem.

O tym, że na Białorusi wkrótce odbędą się wybory parlamentarne mówią liczne plakaty i billboardy. Ale ani wyborcy, ani niezależni kandydaci nie sądzą, że ten plebiscyt stanie się w pełni tego słowa – demokratyczny i sprawiedliwy.

Wital Babin, Biełsat

Zobacz też
Komentarze