Tysiące dolarów grzywien dla dziennikarzy. Czym Biełsat najbardziej irytuje władze?


Równowartość ponad 13 tys. dolarów „zarobiło” w tym roku państwo na dziennikarzach Biełsatu. Kolejne sądy, grzywny, oraz inne formy zastraszania i prześladowania spodziewane są jesienią, na którą opozycja zapowiada serię protestów.

Zatrzymania i grzywny

Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) odnotowało w tym roku157 przypadków prześladowania niezależnych mediów. 82 z nich dotyczyło dziennikarzy i operatorów Biełsatu. Fala zmasowanych zatrzymań i grzywien ruszyła w połowie marca, kiedy w całym kraju przybrały na sile akcje uliczne przeciwko „dekretowi o darmozjadach”, opodatkowującym osoby nieposiadające zatrudnienia. Dziennikarzom utrudniano dotarcie na miejsce wydarzeń, zatrzymywano rzekomo w celu ustalenia tożsamości, przetrzymywano na komendach, m.in. w Orszy, Witebsku, Rohaczowie, Homlu i Borysowie.

 

Presja wywierana na media osłabła wraz z zakończeniem się protestów społecznych. Ale nie dla dziennikarzy Biełsatu. Fala represji stopniowo dotarła z prowincji do Mińska. Z szuflady wyciągnięto skargę przedsiębiorcy Andreja Bielakowa, który wszczął spór o prawa do znaku towarowego Biełsat. W ubiegłym tygodniu odbyło się od razu pięć rozpraw w sprawach naszych współpracowników, oskarżanych o pracę bez akredytacji. W ciągu jednego dnia ukarano ich grzywnami o równowartości 2 tys. dolarów.

– Nic dla nas się nie zmieniło. Władze przygotowują się do jesiennych protestów, bo rozumieją, że Biełsat będzie o nich informować. Chcą nam przeszkodzić robić to tak jak chcemy. Pokazują, że dziennikarze są obserwowani. To zastraszanie jest wymierzone nie tyle przeciwko samemu Biełsatowi, ale konkretnie przeciwko dziennikarzom – mówi przedstawiciel Biełsatu na Białorusi Alaksiej Minczonak.

Rewizje i konfiskaty

Operator Biełsatu Alaksandr Barazienka po wyjściu z aresztu.

Biełsat jest jedynym niezależnym środkiem masowego przekazu na Białorusi, który ma możliwość prowadzenia na żywo transmisji przez satelitę. Można by je oglądać nawet wtedy, kiedy na całej Białorusi zostanie wyłączony Internet. Możliwości techniczne Biełsatu to problem dla tych, którym nie podobają się programy bez montażu i cenzury. Podjęto więc próbę prostego rozwiązania tego problemu – poprzez konfiskatę.

Rewizje w mińskich biurach Biełsatu odbyły się 31 marca. Ludzie po cywilnemu wynieśli cały sprzęt i załadowali go do samochodu bez numerów rejestracyjnych. Sprzętu dotąd nie zwrócono.

– W ten sposób zadano cios naszej bazie technicznej – mówi Alaksiej Minczonak.

Sprzęt skonfiskowano też operatorowi Biełsatu Alaksndrowi Barazience. Zatrzymano go 25 marca, aresztowano na 15 dni i zabrano kamerę. Potem pokazano mu wykonane chałupniczą metodą naklejki z logotypem Biełsatu na kamerze i plecaku i oskarżono o bezprawne wykorzystanie znaku towarowego. Z powodu nieścisłości w milicyjnym protokole, sąd wciąż rozpatruje sprawę, ale sprzęt wciąż pozostaje na komendzie i nie wiadomo, kiedy zostanie zwrócony dziennikarzowi.

Powstrzymać streaming!

Na co reagują władze? Przede wszystkim na relacje na żywo. Niezależnie od wydarzenia i tematu, nie zawsze muszą być one związane z polityką lub protestami społecznymi. Kaciaryna Andrejewa została skazana za to, że prowadziła taką relację z obchodów Dnia Wojsk Powietrznodesantowych w Mińsku.

Często chodzi jednak o tematy, które zdaniem lokalnych władz godzą w ich autorytet i wizerunek:

– Władze reagują na to, co jest dla nich niewygodne. Kiedy nasi dziennikarze informują o jakichś problemach, co nie podoba się miejscowym władzom, to milicja dostaje rozkaz sporządzenia protokołu i ukarania dziennikarza grzywną – wyjaśnia ten prosty schemat Minczonak.

Dziennikarza z Homla Kastusia Żukouskiego w ciągu ostatnich trzech lat karano grzywnami 17 razy. Co więcej – bito podczas zatrzymania. W sierpniu sądzono go za materiał o niskich zarobkach w Lidzie oraz za reportaż o wsi, której mieszkańcy cierpią z powodu fetoru z pobliskiej fermy trzody chlewnej.

Karają nas, bo nas widać

Telewizyjna relacja na żywo z protestów ulicznych

– Władze znalazły niszę, że właśnie dziennikarzy Biełsatu można karać za pracę bez akredytacji. Ktoś tam gdzieś też pracuje bez akredytacji, ale spróbuj takiego znaleźć w Internecie. A dziennikarzy Biełsatu widać: wchodzi się na stronę internetową i proszę bardzo – mówi Barys Harecki, rzecznik Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

BAŻ przygotowało list do administracji prezydenta Łukaszenki w związku z masowymi represjami wymierzonymi w media. Pismo zawiera listę nazwisk dziennikarzy ukaranych grzywnami za „nielegalny wyrób produkcji medialnych”. Ogólna suma grzywien wymierzonych w tym roku wyniosła 27 738 rubli, czyli prawie 60 tys. złotych.

– Uważamy, że to grosze dla budżetu kraju. I że jeśli chodzi o Biełsat, to sens tych kar polega nie na tym, aby uzupełnić budżet, lecz żeby zmusić dziennikarzy do rezygnacji ze współpracy z telewizją. Biełsat jest środkiem masowego przekazu wolnym od cenzury. Nie można wysłać mu ostrzeżenia lub odebrać mu zezwolenia na nadawanie. To dla władz jest bardzo niewygodne. Widocznie chcą, aby ludzie sami rezygnowali ze współpracy z Biełsatem – sugeruje Harecki.

BAŻ przygotował też pismo do sprawozdawcy ds. obrony prawa do wolności słowa i poglądów ONZ. Białoruscy dziennikarze przypominają w nim, że większość grzywien i innych form represji jest wymierzonych właśnie przeciwko Biełsatowi.

– Zawsze apelujemy do białoruskich władz, aby nie przeszkadzały dziennikarzom w wykonywaniu ich obowiązków zawodowych. To zawsze owocuje dwoma złymi nawykami. Po pierwsze, dziennikarze pokazują społeczeństwu, gdzie są problemy. Kiedy dziennikarzy nie będzie, to problemy mogą zostać niezauważone.

Po drugie, istnieją zobowiązania międzynarodowe Białorusi i ogólne pojęcie praw człowieka i praw dziennikarza. Dziennikarze mają prawo pracować bez przeszkód – nawet zgodnie z białoruskim ustawodawstwem. Mają prawo przebywać w miejscach masowych zgromadzeń, punktach zapalnych i wykonywać tam swoją pracę. I kiedy dziennikarze są prześladowani, to na szczeblu międzynarodowym pogarsza się wizerunek Białorusi. A to odbija się na innych sferach – np. gospodarce, w którą nikt nie chce inwestować – przekonuje rzecznik prasowy BAŻ.

Weranika Uładzimirawa, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze