The Washington Post: Niezależne media na Białorusi są na granicy przetrwania


W publikacji zamieszczonej na łamach jednego z najbardziej renomowanych wydań w USA wiele uwagi poświęcono w tym kontekście również Biełsatowi oraz jego dziennikarzom.

– Białoruskie władze wywierają presję na dziennikarzy, którzy bez ich zgody informują o wydarzeniach: obecnie korespondentom jest wymierzanych więcej grzywien niż w całej historii niepodległej Białorusi. Media znajdują się na granicy przetrwania i są zagrożone – takie słowa Barysa Hareckiego, sekretarza Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy cytuje autorka materiału – Cheryl L. Reed.

Najwięcej grzywien, zatrzymań i aresztowań napotkało współpracowników Biełsatu – podkreśla The Washington Post. Szczególną uwagę zwraca na fakt, że w lipcu u dwóch związanych z Biełsatem dziennikarzy z Grodna odbyły się przeszukania, w których wyniku skonfiskowano im sprzęt.

– To bardzo trudny moment – mówi Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor Biełsatu. – Nie mamy żadnych innych opcji niż płacenie grzywien i kontynuowanie pracy. Sprawia to, że materiały są znacznie droższe. Grzywny wiążą się też z nasilonym zastraszaniem. Większość naszych reporterów to młodzi ludzie i KGB zastrasza ich rodziny. Ale staramy się dawać sobie radę.

Autorka artykułu przypomina, jak wielokrotnie zatrzymywano naszą dziennikarkę Kaciarynę Andrejewą, ostatnio – za internetowe relacje na żywo z protestów w Kuropatach przeciwko działalności restauracji „Pojediem, pojedim”. Grzywnami karano wiele razy freelancerkę Łarysę Szczyrakową z Homla. Jednak, jak mówią „biełsatowcy”, to nawet nie relacje na żywo są najniebezpieczniejsze dla reportera na Białorusi.

Inny dziennikarz Biełsatu – Ihar Iliasz – znaczną część swojej pracy poświęca śledztwom dziennikarskim. W ubiegłym roku opublikował wraz z Andrejewą wyniki dochodzenia na temat handlu pomiędzy białoruskimi przedsiębiorstwami a firmami kontrolowanymi przez separatystów z Donbasu. Kijów wprowadził potem sankcje przeciwko dwóch takich przedsiębiorstw – z Mińska i Mozyrza.

Za przeprowadzone przez siebie śledztwo dziennikarskie na temat korupcji w strukturach władzy inny reporter Biełsatu, Stanisłau Iwaszkiewicz, dostał wezwanie do sądu. To jego ostatnia sprawa. Jej rozpatrywanie trwało aż cztery miesiące. Sąd nie przychylił się do stanowiska strony skarżącej, która domagała się zadośćuczynienia za rzekomy uszczerbek na swojej reputacji, ale nakazał dziennikarzowi, aby publicznie przeprosił za użyte w swoim reportażu słowo „skorumpowany”.

– Podczas spraw sądowych przeciwko dziennikarzom są odtwarzane nasze rozmowy telefoniczne sprzed lat i demonstrowane wydruki naszych maili – powiedział Iwaszkiewicz autorce publikacji. – Wiele razy spotykaliśmy się z telefonicznymi propozycjami spotkania się w celu zdobycia tematu do materiału, a kiedy jechaliśmy na miejsce, czekała tam na nas milicja.

W artykule poruszono też problem uzyskiwania akredytacji przez dziennikarzy zagranicznych mediów. Jak wiadomo, nasi korespondenci nie dostają zezwolenia na pracę na Białorusi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie udzieliło również The Washington Post odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje.

– Wśród największych obaw białoruskich niezależnych dziennikarzy są te, które dotyczą śledzenia ich przez KGB. Jak stwierdził w rozmowie z amerykańską dziennikarką redaktor naczelny Euraradio Wital Zybluk, „każde medium na Białorusi ma swojego kuratora z KGB”.

Według jego słów, w ciągu roku funkcjonariusze służb specjalnych mogą wezwać dziennikarza na oficjalne przesłuchanie nie częściej niż w roku, dlatego KGB-iści najczęściej próbują umawiać się kluczowym osobistościom z kręgu mass-mediów „na kawę”.

Oprócz inwigilacji, białoruskie specłużby w walce z dziennikarzami nie brzydzą się też manipulacjami i prowokacjami.

– Napisałem dziesiątki artykułów na bardzo drażliwe i aktualne tematy polityczne – opowiedział w The Washington Post Dzmitryj Hałko. Niedawno skazano na 4 lata ograniczenia wolności za rzekomą bójkę z milicjantem.

W związku z wyrokiem Zmicier nie może opuszczać Białorusi, chociaż jego żona Julia oraz dwuletni syn Nestor mieszkają w Mariupolu na Ukrainie.

– Poszukiwanie sprawiedliwości w dyktaturze prowadzą tylko do kary więzienia i negatywnych skutków dla życia osobistego, społecznego i zawodowego, których nie da się naprawić – powiedziała w komentarzu dla amerykańskiego wydania żona skazanego dziennikarza.

KA, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze