Swiatłana Aleksijewicz: Dyktatorzy przemijają – życie trwa, my maluczcy zostajemy


Pisze pani o trudnych, bolących tematach. Czy jednak to wydarzenie – nagroda Nobla dla literatury białoruskiej i dla pani, nie zjednoczyło Białorusinów? Czy nasza siła nie tkwi też w pozytywnych wydarzeniach?

– Takie symbole są nam potrzebne. Pamiętam, gdy (na Olimpiadzie)  wygrała Domraczawa, nasza wspaniała biatlonistka – ludzie o tym rozmawiali z radością. Jeden taksówkarz opowiadał mi „Byłem w Polsce, w Niemczech i wszyscy znają Domraczową, i to że ona jest z Białorusi”.

Co świat dowie się o Białorusi z pani książek?

Mam nadzieję, że moje książki – to czym się zajmowałam 40 lat – moja encyklopedia czerwonej utopii, opowie światu kim jesteśmy, dlaczego tak żyjemy, dlaczego zamiast wolności wybieramy niewolę, że korzenie tej choroby są bardzo głębokie. Pamiętam jak na spotkaniach w Europie pytali mnie: „co u was tam za ludzie żyją?”. To po ostatniej książce ludzie z łzami w oczach mówili – „rozumiemy jak trudną mięliście historię, przez co musieliście przejść, by zacząć nowe życie”.

Dyktatorzy odchodzą my zostajemy

Na Białorusi  wszyscy chyba słyszeli o Swiatłanie Aleksijewicz, jednak pani książki przeczytało niewielu. Czy nadszedł czas, by trafiły one do szkolnych programów?

Był taki czas, gdy „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” i „Cynkowi chłopcy” znajdowały się w szkolnym programie. Teraz nie wiem. Podobno nawet nauczyciele walczą o to, i wielu z nich daje dzieciom do czytania moje książki. Pewna studentka napisała mi, że jej nauczycielka dawała im moje książki, kiedy już tego nie było wolno robić. I gdy podczas egzaminów wstępnych wspomniała moje nazwisko i zaczęła opowiadać o moich książkach, egzaminator powiedział, że nie powinna przywoływać „faszyzujących” pisarzy. Jednak mimo to postawił jej dobrą ocenę, bo była to zdolna dziewczyna.

Wiele zależy od konkretnego człowieka w naszym społeczeństwie. Nie można mówić, że wszystko powinna robić opozycja. Ona nie może za nas  wykonać całej pracy związanej z naszym wyzwoleniem. Każdy powinien robić to w swoim zakresie.  Po pierwsze sam ze sobą, po drugie w tym miejscu, które mu przynależy. Wspomniana nauczycielka mogła nie dawać swoim uczniom do przeczytania moich książek, ale jednak to zrobiła. A u tego wykładowcy było zupełnie na odwrót.

A co do tego, że nie czytają…Kiedyś czytałam, że w czasie, gdy żył Puszkin jego utwory w czasopismach czytała mikroskopijna ilość ludzi . I akurat wtedy to ten sam Putin stworzył naród rosyjski. Oj nie Putin, a Puszkin – tu taki freudowski błąd.

Nie ma co oczekiwać, że każdy mnie przeczyta – to nierealne. Jednak i tak myślę, że wielu ludzi czyta moje książki. Kwestia nie w autorze ale w tym, że trzeba przemyśleć swoją przeszłość. My ją przeskoczyliśmy i pobiegliśmy dalej. A okazuje się, że to nie tak. Nad tym wszystkim trzeba się zastanowić.

Nazywają panią „Sołżenicynem w spódnicy”

Sołżenicyn tyle przesiedział w  wiezieniu, tyle się nacierpiał…Nie zamierzam porównywać się z nim.

Zanim jeszcze otrzymała pan nagrodę Nobla na jednym ze spotkań z dziennikarzami opowiadała pani o tym, że zawsze chciała być najlepszą. Czy teraz ma pani poczucie że osiągnęła już wszystko?

Nie, nie „najlepszą”. Zawsze powtarzałam, że moją dewiza w młodości były słowa Lwa Tołstoja „Trzymajcie kurs wyżej niż miejsce, do którego zmierzanie inaczej was zniesie. Nie byłam samolubną, byłam człowiekiem, który robi wszystko na granicy swoich sił, na granicy swoich możliwości.

Czy dzięki Noblowi może pani powiedzieć „wszystko już osiągnęłam”?

Nie, życie płynie dalej,  na moim stole powstaje nowa książka. Przede mną nowa praca. Żadna nagroda tego nie zmieni.

Na zakończenie, jakie przesłanie chciałaby pani przekazać naszym widzom?

Czasy są bardzo trudne i skomplikowane. Nie każdy ma męstwo, by sprzeciwić się okolicznościom. W każdym systemie autorytarnym sprzeciwiać  się otaczającej rzeczywistości  jest bardzo trudno, bo ludzie są podzieleni. Jednak nie trzeba wpadać w rozpacz, ale spokojnie i w godny sposób robić swoje. Rosną dzieci więc trzeba cieszyć się życiem.

Młodzież musi otrzymywać dobrą edukację. Oczywiście dobre jest wychodzenie na ulice i walka – jednak nie chciałbym, żeby mi  szyli ubrania lub leczyli zęby wieczni rewolucjoniści, którzy całe życie zajmują się buntowaniem. Chcę mieć do czynienia z dobrymi krawcowymi i dentystami. Żadna autorytarna idea nie jest wieczna. Gdzie teraz znajduje się Stalin Kaddafi i dziesiątki innych dyktatorów. Ich już  nie ma. Życie trwa, my maluczcy zostajemy.

Czytaj część I wywiadu>>> „Dlaczego powinnam wyjeżdżać? Niech oni wyjeżdżają!” Rozmowa Biełsatu ze Swiatłaną Aleksijewicz

W Sztokholmie rozmawiała Alina Kouszyk

Jb/ www.belsat.eu/pl/

Zobacz też
Komentarze