Śmiertelnie pijany patriotyzm: kiedy kompan od kieliszka staje się „amerykańskim szpiegiem”


Giną sąsiedzi, znajomi i członkowie rodzin. Konflikt Rosji z Ukrainą i konfrontacja Moskwy z Zachodem pochłania coraz więcej śmiertelnych ofiar zakrapianych „politycznych dyskusji”. I to nie tylko w tych krajach.

Wypił kieliszek i zadźgał szpiega Obamy

76-letni emeryt spod Kaługi pokłócił się ze swoim 47-letnim kolegą – doniosły pod koniec ub. tygodnia rosyjskie media. Oczywiście nie to było w tej notatce najważniejsze, że panowie pili. I nawet nie to że starszy zadźgał nożem młodszego. Niezwykły był powód zbrodni.

„Poszkodowany postanowił wyjść, ale przedtem oznajmił: „A wiesz, jestem amerykańskim agentem i pracuję dla Obamy! Przekazuję mu wszystko, co tu robicie”. Wtedy podejrzany wykrzyknął: „Ach, ty szpiegu amerykański!” Wypił kieliszek wódki, chwycił nóż, dogonił i zadźgał swojego znajomego” – poinformował Komitet Śledczy.

Ofiara zmarła, zatrzymany wytrzeźwiał i przyznał się do winy. Taka to „szpiegowska” historia. Ale czy rzeczywiście taka niezwykła? Niemal identyczna wydarzyła się latem w jednej ze wsi w obwodzie jarosławskim, gdzie na działce należącej do 45-letniego inżyniera wodociągów spędzał wolny czas gospodarz i jego młodszy o sześć lat gość.

Wolny czas spędzali w tradycyjny sposób, a pomiędzy toastami gość zabawiał gospodarza opowieściami na temat swoich licznych podróży zagranicznych. Wzbudziło to podejrzenia gospodarza, że biesiaduje on z amerykańskim szpiegiem. Alkohol jak wiadomo trzeźwemu myśleniu nie sprzyja: inżynier rzucił się na przyjaciela z pięściami i bił go tak długo, aż zaatakowany przestał się ruszać i oddychać.

Napastnik sam zadzwonił na policję. Jednak wcale nie po to, aby przyznać się do zbrodni, lecz… zgłosić funkcjonariuszom fakt zatrzymania amerykańskiego szpiega. Mundurowi zatrzymali rzecz jasna jego, bo w przypadku „szpiega” można było jedynie stwierdzić zgon.

Propaganda: brutalna, efektywna i nieustanna

Dlaczego pijani Rosjanie mają w stanie delirium tremens zwidy nie w postaci białych myszek, lecz amerykańskich szpiegów wyjaśnia pośrednio wywiad, którego Lew Gudkow, dyrektor ośrodka analitycznego Lewada Centr udzielił w październiku rosyjskiej sekcji Radia Swoboda.

„Już prawie od dwóch lat trwa potężna i agresywna propaganda antyukraińska i antyzachodnia. Jej sens to nie tylko uzasadnienie negatywnego stosunku do samej Ukrainy, lecz dyskredytacja kursu Kijowa na budowanie demokratycznego państwa prawa i jego chęci do integracji ze wspólnotą cywilizowanych, nowoczesnych państw – uważa politolog. – Strach Kremla przed możliwością powtórzenia się takich wydarzeń w Rosji doprowadził do gwałtownego wzmocnienia polityki represji wewnątrz kraju i do prób dyskredytacji całego ukraińskiego ruchu narodowo-demokratycznego. To bardzo brutalne, bardzo efektywne i nieustanne „bombardowanie” przyniosło skutki podejściu do Ukrainy.”

Bo chociaż rzekomi szpiedzy byli amerykańscy, to największym wrogiem jest Ukraina. I to w toczonej z nią zakrapianych „wojnach” przy zastawionym stole padają kolejne ofiary. Wśród swoich.

Ostre zagadnienia polityczne

Znowu Kaługa, 8 marca. Podczas korporacyjnej imprezy kierowca zabija swojego szefa.

„Zgodnie z wersją śledztwa wieczorem w pomieszczeniu stołówki banku odbywała się impreza korporacyjna poświęcona Międzynarodowemu Dniu Kobiet. Podczas święta między poszkodowanym – kierownikiem jednego z oddziałów, a 42-letnim kierowcą doszło do konfliktu, w trakcie którego kierowca pobił poszkodowanego” – to znów komunikat Komitetu Śledczego.

Pobił tak, że ofiara zmarła. Agencja Interfax dodała, że tematem ich ostatniej rozmowy była sytuacja na Ukrainie. Kto wyrażał jakie poglądy – nie uściślono.

Czasem nie uściśla się nawet o jakim kraju z zaiste śmiertelnym zacietrzewieniem dyskutują oponenci. Jak w Sarowie w obwodzie niżegorodzkim, gdzie 58-latek zadał śmiertelny cios nożem w szyję swojemu o rok starszemu koledze z dzieciństwa.

„Podczas przesłuchania podejrzany przyznał się do winy i oznajmił śledczym, że powodem kłótni była dyskusja na tematy polityczne: nie porozumieli się z ofiarą w kwestii polityki państwowej w jednym z państw tzw. bliskiej zagranicy” – poinformowały oględnie miejscowe media powołując się na materiały sprawy.

Wkrótce prawda i tak prawda wyszła na jaw. Był maj, panowie pili na działce. Jeden przekonywał drugiego, że Rosja powinna użyć ostrzejszych środków wobec Ukrainy, której władze jego zdaniem zabijają cywili w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej. Gdy drugi zaoponował, że Rosja nie powinna wtrącać się w sprawy sąsiedniego państwa, zapoznał się z argumentem w postaci ostrza kuchennego noża.

Z kosą na „Moskala”

Podobnie tragiczne w skutkach polityczne dyskusje mają rzecz jasna miejsce również na Ukrainie, gdzie życiem można przypłacić przeciwne poglądy – wychwalając działania agresora. Tam również polityka i alkohol zbiera krwawe żniwo.

W sierpniu ub. roku w jednej ze wsi pod Kijowem o aktualnej sytuacji w kraju dyskutowało dwóch sezonowych pracowników rolnych. 44-letni mieszkaniec Zakarpacia demonstrował poglądy prorosyjskie i opowiadał się za integracją Ukrainy z Rosją. Jego rówieśnik z obwodu czernichowskiego „będąc gorącym zwolennikiem Majdanu, nie wytrzymał presji moralnej” – poinformowała milicja. Po fakcie, gdyż zwolennik zbliżenia z Rosją nie przeżył bliskiego kontaktu z kosą, którą zaatakował go „demokrata”.

I ofiara i napastnik byli pijani. Kiedy zabójca nieco wytrzeźwiał, sam poprosił sąsiadów o wezwanie milicji. Teraz na polityczne rozważania będzie miał bardzo wiele czasu.

Trudny białoruski wybór?

Ale rozgrzani „paroma głębszymi” domorośli komentatorzy sceny politycznej i teatru działań wojennych giną nie tylko w zwaśnionych krajach. Również na Białorusi, gdzie dyskusje „kto jest za Rosją, a kto za Ukrainą” są szczególnie aktualne ze względu na położenie kraju – geograficzne i geopolityczne.

Dwa tygodnie temu z ręki współbiesiadnika zginął emerytowany wojskowy z Marinej Gorki pod Mińskiem – miejscowości znanej głównie ze znajdującej się tam dużej jednostki wojskowej. Zabił go 39-letni kompan, zadając mu ok. 12 ciosów, w których wyniku starszy mężczyzna zmarł na miejscu. Prokuratura nie ukrywa, że tłem tragedii była niespodziewana kłótnia na temat sytuacji na Ukrainie.

A pod koniec ub. roku kłótnia o Ukrainę stała się przyczyną śmierci zamieszkałego w USA 25-letniego białoruskiego tenisisty Aleha Tałamaja.

Aleh Tałamaj. Zdj. doktora.by

„Tego wieczoru Aleh ze swoim przyjacielem (też Białorusinem) poszedł do baru, gdzie poznał się z Ukraińcem. Najpierw się bratali, miło bawili, a potem wybuchła dyskusja polityczna. Bójki jako takiej nie było, po prostu Aleha uderzył w głowę amerykański przyjaciel tego Ukraińca. Cios był zadany z taką siłą, że Aleh upadł na wznak na asfalt, rozbił głowę, zapadł w śpiączkę i zmarł” – relacjonowała incydent lokalna gazeta „Sławianskoje Sacramento”.

Gorąca bałtycka krew i zabójczy bliskowschodni temperament

Barowa awantura z polityką w tle skończyła się też tragedią w Wilnie. W Wigilię ub. roku wskutek bójki zginął tam litewski kompozytor Tomas Dobrovolskis. Został ciężko pobity przez grupę młodych ludzi, gdy ich zdaniem niewłaściwie odpowiedział na pytanie „Komu tu podoba się Putin?”

W kwietniu po dwóch stronach konfliktu pomiędzy Rosją a Ukrainą stanęli dwaj rosyjskojęzyczni mieszkańcy stolicy Łotwy. Sąsiedzi z ulicy Ciesu w Rydze – Igor i Aleksander wspomagali się w dyskusji napojami wyskokowymi, a Igor sięgnął w końcu po nóż. Aleksander nie miał szans przeżycia po zadaniu mu 17 ciosów.

A jesienią ubiegłego roku w Helsinkach aresztowano przywódcę młodzieżówki fińskiej Narodowej Partii Koalicyjnej Jukkę Romppainena. 28-letni nacjonalista zamordował swoją starszą o 30 lat sąsiadkę. Fatalnym zrządzeniem losu była pochodzącą z Krymu Rosjanką, a nawet partyjni towarzysze Romppainena przyznali, że nienawidził on Rosji, zaś aneksja Krymu doprowadzała go do szału.

Zginąć można też za to, że broni się sojusznika Putina. I to zginąć z ręki własnego męża… Tak jak mieszkająca w syryjskim mieście Aleppo Rosjanka, która miała nieostrożność stanąć w obronie prezydenta Asada podczas sprzeczki z małżonkiem – Arabem. Ten w ferworze kłótni zastrzelił ją z pistoletu. Czasem chore emocje nie muszą być wspomagane alkoholem.

Rozwiedzeni, ale żywi

Na szczęście wojna może dzielić również w bardziej cywilizowany sposób.

„Od rozpoczęcia się kryzysu na Ukrainie wielu mieszkańców kraju wcześniej nie zwracających uwagi na politykę, zaczęło wyznawać radykalne poglądy. Konflikt nie tylko podzielił regiony, lecz rozbił rodziny, skłócił bliskie sobie osoby” – pisał na początku września popularny amerykański dziennik USA Today.

Jako przykład przytaczał rozwód w modelowej rodzinie Anny i Władysława, gdzie żona była „ukraińską nacjonalistką” a mąż „sympatyzował pospolitemu ruszeniu Donbasu”.

Rozpadają się też pary mieszane. Najgłośniejsze takie rozstanie miało miejsce w aktorskiej rodzinie Jekateriny Kuzniecowej i Jewgienija Pronina.

Jekaterina Kuzniecowa i Jewgienij Pronin. Zdj. 1tv.ru

„Jak wiadomo Jekaterina Kuzniecowa posiada ukraińskie obywatelstwo. Nie zmieniła go nawet wtedy, gdy wyszła za mąż za Rosjanina Pronina – dziwił się portal 7info.ru. – Ten sceptycznie odnosił się do wspierania przez Kuzniecową wydarzeń na Ukrainie, jednak w końcu nie wytrzymał.”

Jak donosił również portal „wiadomość o rozstaniu pary, która była uważana za jedną z wzorcowych, szokowała nie tylko jej otoczenie, lecz również publiczność, która wierzyła w uczucia demonstrowane przez aktorów”.

I to chyba rozwód w pewien sposób symbolizujący samo rozstanie się Ukrainy z Rosją – nad którym we wszystkich zakątkach tzw. „russkiego mira” wciąż przelewane są łzy, wódka i krew. Również przed telewizorem i przy kuchennym stole.

cez, belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze