„Wzięty i wysłany, umarł nie wiadomo gdzie” – losy ofiary operacji polskiej NKWD


Biełsat prześledził tragiczną historię  jednej z pierwszych ofiar operacji polskiej NKWD. Prawdę o losie aresztowanego w 1937 r. na terytorium Białoruskiej SRR  Jana Babickiego, jego rodzina poznała dopiero rok temu.

W nocy 16 sierpnia 1937 r., pod dom Jana Babickiego w Jesionowie pod Borysowem przyjechała więźniarka, tak zwany „czarny woron”. Było to jedynie pięć dni od podpisania przez Komisarza Spraw Wewnętrznych Nikołaja Jeżowa rozkazu rozpoczynającego represje wymierzone w mniejszość polską w ZSRR. 71-latek został zabrany z domu, do którego nigdy już nie wrócił. O jego ostatecznym losie rodzina dowiedziała się dopiero rok temu z archiwów opublikowanych przez Radio Svaboda.

„10 lat Poprawczego Obozu Pracy bez prawa korespondencji”

Wywodząca się z zaściankowej szlachty rodzina mieszkała w Jesionowie – wsi znajdująca się na wschód od Mińska. Po ustaleniu granicy po Pokoju Ryskim Babiccy pozostali w Związku Sowieckim. Udało im się przetrwać rewolucję i pierwsze lata bolszewickiego terroru prawdopodobnie tylko dlatego, że w czasach carskich nie byli posiadaczami ziemskimi, a jedynie dzierżawili ją od rosyjskiego arystokraty. Naturalnie trafili przymusowo do kołchozu, lecz nie było podstaw, by oskarżyć ich o kułactwo. Jednak w trzecim roku wielkiej czystki Stalin postanowił wziąć się za Polaków i kilka innych mniejszości etnicznych zamieszkujących Związek Sowiecki. 11 sierpnia 1937 r. szef NKWD Nikołaj Jeżow podpisał rozkaz numer 00485, który zakładał masową obecność „antysowieckiego elementu”, szpiegów i członków Polskiej Organizacji Wojskowej wśród mniejszości polskiej zamieszkującej głownie tereny Białoruskiej i Ukraińskiej SRR.

Jan Babicki mógł narazić się władzom, gdyż był człowiekiem, który nie ukrywał swojego przywiązania do katolickiej religii i pełnił nawet funkcję kościelnego.

– Po zniszczeniu kościołów i wymordowaniu księży ojciec mój pełnił posługę religijną dla okolicznej ludności polskiej i katolickiej, za co został skrytobójczo stracony w nieznanych okolicznościach – pisała po latach jego córka Jadwiga.

Jego syn Paweł na cmentarzu w Borysowie wiele lat później postawił nawet symboliczny pomnik.

Symboliczny nagrobek Jana Babickiego z napisem „Wzięty i wysłany, umarł nie wiadomo gdzie”

Jak pisał białoruski historyk Ihar Kuzniacou, wydany w 1939 r. rozkaz nakazywał na pytania rodzin dotyczących losu represjonowanego odpowiadać, że zostali skazani na „10 lat Poprawczego Obozu Pracy bez prawa korespondencji”. Dopiero w 1945 r. zaczęto informować, że skazani umarli w więzieniu. Również w czasach odwilży po śmierci Stalina, organy dokonujące rehabilitacji straconych informowały jedynie zdawkowo o śmierci skazanego. Pierwsze informacje o masowych egzekucjach pojawiły się dopiero po 1989 r. Tak stało się w przypadku rodziny Jana Babickiego. W 1961 r. gdy Wojenny Trybunał BSRR poinformował jedynie o dacie wydania wyroku, bez podawania jego treści i pośmiertnej rehabilitacji. Nadal nie było wiadomo, czy został skazany na najwyższy wymiar kary. Jego krewni wiedzieli jedynie, że umarł w więzieniu.

Zawiadomienie o pośmiertnej rehabilitacji zmarłego Jana Babickiego z 1961 r.

Nowe informacje o losie Jana Babickiego pojawiły się rok temu na portalu Radia Swaboda, który od 2013 r. publikował informacje o 60 tys. obywatelach Białoruskiej SRR represjonowanych podczas „wielkiego terroru”. Pochodziły one z archiwów KGB Białorusi, które na początku lat 90 przez krótki czas były otwarte dla dziennikarzy. Dostęp do archiwów KGB, w których znajduje się prawdopodobnie pełna dokumentacja przesłuchań i procesów został jednak ograniczony po dojściu do władzy Alaksandra Łukaszenki, który prowadzi politykę wybielania Związku Sowieckiego i przemilczania czarnych kart jego historii.

„Skazany jako członek POW, za a/s agitację na Najwyższy Wymiar Kary”

Prawnuczka Jana Babickiego – pochodząca z Mińska historyk sztuki Inna Reut w opublikowanym spisie na stronie radia Svaboda znalazła lakoniczną informację na temat swojego przodka:

Babicki Iwan Ippolitowicz, ur. 1866 r. w Jesionowo, borysowskiego rejonu, obwodu mińskiego. Polak z chłopów, niepiśmienny, kołchoźnik kołchozu imienia Kirowa we wsi Jesionowo. Aresztowany 37.08.16, skazany 37.11.05 postanowieniem NKWD ZSRR i Prokuratora ZSRR jako członek „POW” [Polska Organizacja Wojskowa], za a/s [antysowiecką] agitację na podstawie art. 68, 71 KK BSRR na NWK [Najwyższy Wymiar Kary]. Rozstrzelany w borysowskim więzieniu 37.12.09.; 61.09.06 sprawę przekazano WT BOW [Trybunałowi Wojskowemu Białoruskiego Okręgu Wojskowego]. KGB RB 17199-s.

To była pierwsza informacja o losach przodka od lat. Inna Reut wskazuje jednak pewne niejasności w charakterystyce skazanego. Jej pradziadek umiał czytać i pisać. Świadczy o tym choćby jedyna książka jaką dziedziczyła po nim. Prawdopodobnie enkawudziści z automatu przypisywali chłopom niepiśmienność, lub jej pradziadek odmawiał podpisania protokołów przesłuchań. Pojawia się też często wykorzystywany zarzut przynależności do Polskiej Organizacji Wojskowej, która rzekomo dążyła do przyłączenia sowieckiej Białorusi do Polski.

Czy pani pradziadek był jedyną osobą w rodzinie represjonowaną w czasach ZSRR?

– [Inna Reut] Nie, represje wymierzone w moich przodków zaczęły się na długo przed rozpoczęciem „operacji polskiej”. W rodzinie wspominano o przypadku z końca lat 20. lub początku 30. XX wieku. Do domu, który zamieszkiwali synowie pradziadka Piotr i mój dziadek Paweł Babiccy zapukało NKWD. Szukali Pawła – otworzył Piotr. Gdy się przedstawił, powiedzieli, że nie szkodzi i sam został aresztowany. Trafił do więzienia w Penzie na południu Rosji. Dołączyła do niego również jego siostra Michalina – która po powrocie umarła na ciężkie zapalenie płuc. Piotra również wtedy wypuszczono. Co ciekawe, po aresztowaniu Piotra, NKWD przestało interesować się moim dziadkiem Pawłem. Ofiarą represji był też brat babci od strony matki Robert Kurniewicz. Według opowieści rodzinnych, pojechał do Kijowa na studia i w 1932 r. wysłał stamtąd pocztówkę napisaną do Polsku. Potem dosłownie zaginął po nim ślad. Rodzina utrzymuje, że to właśnie przez tę polską pocztówkę. Na zesłanie trafiła zresztą prawie cała rodzina Kurniewiczów.

Feralna kartka z Kijowa wysłana przez Roberta Kurniewicza

Pani dziadka Pawła po pierwszej próbie aresztowania pozostawiono w spokoju – czy jednak był represjonowany w czasie operacji polskiej?

– Na swoje „szczęście” w międzyczasie uległ ciężkiemu wypadkowi przy wyburzeniu domu i stracił słuch. Pracował jako leśniczy i prawdopodobnie ta głuchota wybawiała go od aresztowania.

Paweł i Adela Babiccy fot. arch. Inny Reut

Czy w czasach sowieckich rozmawiano o tym w rodzinie?

– W zasadzie tak, choć te informacje trzeba było wyciągać od starszych. Niespodziewanie  dowiedziałam się na przykład o Robercie, który zaginął w Kijowie. Dopiero w 1974 roku, gdy miałam kilkanaście lat powiedziano mi, że wspominana w artykule babcia Jadwiga wyjechała do Polski. Podobnie było w przypadku kuzyna Jana Kurniewicza, który został zesłany do Archangielska i trafił do Polski z Armią Berlinga. Dorośli nie mówili o tym dzieciom, bo obawiali się widać, że „pochwalimy się” o tym swoim kolegom.

Jak wygląda dostęp do informacji o represjonowanych we współczesnej Białorusi?

– Źle – przede wszystkim KGB powinno otworzyć swoje archiwa. Chciałabym znaleźć akta sprawy pradziadka, w których są szczegóły śledztwa. I dowiedzieć się na przykład, gdzie został pochowany. Ponadto po 2006 r. Białoruś ograniczyła dostęp do swoich cywilnych archiwów. Kiedyś można było osobiście porozmawiać z archiwistami, zapytać się ich o radę. Teraz wejścia do budynku archiwum strzeże milicjant – można jedynie składać prośby o dostarczenie archiwów i przeglądać je w czytelni. Jednak często nie wiadomo jak szukać informacji.

Osoby szukające swoich przodków represjonowanych przez NKWD na terenie ZSRR mogą wykorzystać wyszukiwarkę na stronie na stronie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia   obejmującą polskie ofiary represji w latach 1934-1938. Jeżeli jednak nazwisko krewnego tam nie występuje, można skorzystać wyszukiwarki  Białoruskiego Centrum Dokumentacyjnego, która udostępnia informację z kilkudziesięciu dostępnych kartotek. Jednak w tym celu należy znać imię i nazwisko i najlepiej nazwisko patronimiczne (otczestwo) represjonowanego w rosyjskim zapisie. Należy pamiętać, że często enkawudziści rusyfikowali też imiona, na przykład przerabiając Jana na Iwana, Macieja na Matfieja itp.

Jakub Biernat belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze