Setki uchodźców koczują na granicy z Polską. Dziś część z nich próbowała ją przekroczyć wynajętym busem


zdj. tut.by

– Albo niech nas Polacy wpuszczą, albo niech zamykają granicę! – domagają się najodważniejsi. 

 „Prosimy o jedno. Albo niech nas Polacy wpuszczą, albo niech zamykają granicę” – emocjonalnie wyjaśnia stanowisko czeczeńskich uchodźców Abdullah.

Rozmawiamy z nim przed strefą oczekiwania przejścia granicznego Brześć na granicy białorusko-polskiej. Dookoła nas – ok. 200 jego rodaków, którzy po kilka miesięcy bezskutecznie starali się uzyskać w polskim Terespolu status uchodźcy. Nieopodal stoi autobus pograniczników, przed nim samochód OMON-u, a po drugiej stronie trasy – ok. 10 żołnierzy – „w celach profilaktycznych”.

Wokół nas i Abdullaha szybko zbiera się tłum. Przekrzykując się nawzajem, ludzie usiłują opowiedzieć o sytuacji, w jakiej się znaleźli. Wszyscy mają tę samą historię: przyjechali do Brześcia, wsiedli do pociągu do Terespola, poprosili o status uchodźcy i wsiedli do powrotnego pociągu do Brześcia.

Różni się tylko ilość prób. Średnio każdy podjął ich ponad 20. Zebrani pokazują kopie dokumentów, które każą im podpisywać polscy pogranicznicy. Wskazano w nich oficjalną przyczynę odmowy: „brak wizy”. – „Ale jak uchodźca może dostać wizę? Czeczenom wiz nie dają – oburza się Abdullah.

„Mieszkałem w Polsce od 2007 roku – tłumaczy Achmed. – Wyjechaliśmy jako uchodźcy, umieszczono nas pod Warszawą. Tam mieszka moja żona i młodsza córka. W ośrodku nauczyłem się polskiego i zawodu. Nigdzie nie zamierzałem z Polski wyjeżdżać. Mieszkałem jako karny obywatel. Moje córki uczyły się w polskiej szkole. Ponieważ jesteśmy uchodźcami, nie wolno nam było wyjeżdżać do Rosji. Moja starsza córka wyszła za mąż. Mąż ją wywiózł do Rosji. Potem się z nią rozwiódł, a teraz nie wpuszczają jej do Polski. Ja mogę wjechać, a ona nie. Nie przepuszczają jej. A jak ja pojadę bez córki? Dorastała w Polsce, zdobyła wykształcenie.”

Czeczeni przekonują: starają się dostać do Polski nie ze względów ekonomicznych.

„Tam (w Czeczenii – od red.) nie da się żyć. Dzisiaj masz przyjaciela, a jutro mogą go porwać”.

Podczas rozmowy jeden z Czeczenów wyciąga swój paszport. Ma twarz zasłoniętą chustką. Mężczyzna demonstracyjnie kartkuje dokument. Na każdej stronie jest wbita jedna – dwie polskie pieczątki, chociaż na jednej może zmieścić się do ośmiu.

„Specjalnie tak robią, żeby paszport się skończył i trzeba było odjechać”.

Zdaniem uchodźców, po polskiej stronie odnoszą się do nich negatywnie.

„Nazywają nas terrorystami. Jacy z nas terroryści? – skarży się jeden z Czeczenów. – Oni nawet nie słuchają wyjaśnień. My im opowiadamy, dlaczego wyjeżdżamy (z Rosji), a oni nie słuchają”.

Czeczeni przypominają też o obywatelu Armenii, który chciał uzyskać status uchodźcy w Polsce. Mówią, że zdesperowany mężczyzna próbował podciąć sobie żyły na przejściu granicznym w Terespolu. Jego kolegę, który razem z nim próbował wjechać do Unii Europejskiej, polscy pogranicznicy obezwładnili wprost na peronie dworca. Jeden ze świadków nagrał incydent na wideo.

Mimo napiętej sytuacji szturmu granicy Czeczeni nie planują. Dziś próbowali przekroczyć granicę na przejściu drogowym, wynajętym busem. Żeby nie było incydentów, kilku przedstawicieli diaspory wybrało się do polskiego Konsulatu Generalnego w Brześciu. Jednak jak mówią zebrani, nikt tam z nimi nie zdołał się spotkać.

„Teraz czekamy. Z tamtej strony (polskiej – od red.) powinni do nas przyjść przedstawiciele organizacji międzynarodowych oraz członkowie naszej diaspory z Polski i innych krajów. Może tak ludzie dowiedzą się, co tu się dzieje” – poinformował Abdullah.

cez, belsat.eu/pl wg tut.by

Zobacz też
Komentarze