Sąd nakazał poprawić błędy w akcje oskarżenia dziennikarza Biełsatu


Sędzia Dzmitryj Cykał z mińskiego sądu rejonowego dzielnicy Pierszamajska uznał, że protokół oskarżenia Alesia Barazienki jest niedopracowany. Milicjanci użyli np. pojęcia „znak handlowy” nieistniejącego w białoruskim prawie.

Dziennikarz jest oskarżony o nielegalne wykorzystanie znaku towarowego Biełsatu, do którego rości sobie prawa miński biznesmen Andrej Bieliakou. Grozi mu kara od 450 do 1150 rubli (w przeliczeniu od 900 do 2300 zł) oraz konfiskata sprzętu.

Współpracownik Biełsatu został zatrzymany 25 marca w czasie relacjonowania protestów społecznych. Milicja przekazała wtedy jego kamerę do depozytu. Jednak po pięciu dniach w obecności świadków Aleksandr Barazienka miał zostać wezwany ponownie i oficjalnie sporządzono protokół zatrzymania sprzętu. Współpracownik Biełsatu spędził wtedy 2 tygodnie w areszcie, skazany za przeklinanie w miejscu publicznym. Tymczasem na nagraniu pokazującym moment zatrzymania słychać było jedynie słowa „jestem dziennikarzem”.

Dowodem na przywłaszczenie sobie znaku towarowego miały być naklejki z logiem naszej stacji, jakie milicjanci rzekomo znaleźli na kamerze dziennikarza. Jednak zdaniem jego samego oraz świadków, na używanej przez niego kamerze nigdy nie umieszczono żadnych naklejek. Najprawdopodobniej zostały one umieszczone na sprzęcie przez milicjantów już po odebraniu go dziennikarzowi.

Podczas procesu wersję operatora potwierdziły zeznania dziennikarza portalu TUT.by Arciom Szrajbman oraz wynik badania na wykrywaczu kłamstw, który jednak nie został przez sąd dołączony do akt.

Zdaniem oficjalnego przedstawiciela Biełsatu w Mińsku Alaksieja Minczonka, proces ma na celu nie tyle ukaranie dziennikarza, czy obronę rzekomego właściciela praw do znaku towarowego, lecz dotkliwą dla współpracownika Biełsatu konfiskatę sprzętu.

Sam Barazienka uważa, że sprawa jest tak wątpliwa, że nawet sąd zdecydował przerzucić odpowiedzialność na milicjantów i skierował akta do dopracowania.

Pięć lat batalii o znak towarowy

Sprawa dotycząca znaku towarowego Biełsatu trwa od niemal pięciu lat. Pretensje zgłosił miński biznesmen Andrej Bielakou, właściciel mińskiej firmy BIEŁSATplus, który twierdził, że działalność naszej stacji narusza jego interesy. Biznesmen próbował wówczas zabronić wykorzystywania przez naszą telewizję znaku towarowego „BelsatTV”.

Pozew przedsiębiorcy rozpatrywał Sąd Najwyższy, który nie przychylił się do jego stanowiska. Sprawę rozpatrywano ponownie, z inicjatywy Prezydium Sądu Najwyższego. Inny skład orzekający doszedł do wniosku, że rację miał Bielakou i zakazał naszej telewizji używania znaku towarowego „BelsatTV” podczas transmisji satelitarnych na Białoruś oraz na stronie internetowej.

jb belsat.eu

Zobacz też
Komentarze