Rosyjska baza lotnicza na Białorusi coraz bliżej?


Rosyjski rząd rozpatruje kwestię poszerzenia obecności swoich wojsk na Białorusi, a ściślej – utworzenia pierwszej bazy lotniczej i dyslokacji tam dwudziestu uzbrojonych w bomby i rakiety myśliwców, mogących atakować cele odległe o półtora tysiąca kilometrów.

Zdaniem Kremla posunięcie to będzie sprzyjać bezpieczeństwu obszaru powietrznego Białorusi oraz całego tzw. Państwa Związkowego. Jednak eksperci są zdania, że chodzi nie tyle o obronę obszaru powietrznego przed agresorem, lecz o zastraszanie.

„Te samoloty są obliczone na działania na dużych odległościach. Zasięg to 1500 km, a więc wykracza poza granice Białorusi. Dlatego jest zrozumiałe, że strefą zainteresowań jest tu Polska, państwa bałtyckie, możliwe, że Ukraina” – zauważa komentator wojskowy Aleksander Alesin.

Na Białorusi są już dwa rosyjskie obiekty wojskowe. To stacja radiolokacyjna „Wołga” niedaleko od Hancewicz oraz 43. węzeł łączności rosyjskiej floty wojennej, który mieści się w pobliżu Wilejki. Zajmuje się on m.in. wywiadem radiotechnicznym.

Ośrodki te dyplomatycznie nazwano po prostu „obiektami” – nie bazami. Teraz jednak pojawienie się jednostki bojowej obcego państwa na terytorium Białorusi wygląda jak naruszenie zasady neutralności Białorusi, zawartej w konstytucji.

Mimo wieloletniej propagandy państwowej na temat przyjaźni z Rosją, Białorusini dość sceptycznie odnoszą się do obecności rosyjskich wojsk.

„Żadna pomoc ze strony Rosji lub innych krajów nie jest potrzebna, bo jesteśmy przecież niepodległym krajem” – mówił przed naszą kamerą mieszkaniec Mohylewa. „Myślę, że jest niepotrzebna. Wystarcza nam naszych sił zbrojnych” – dodawał inny.

Ale wraz z poszerzeniem rosyjskiej obecności wojskowej Białoruś straci nie tylko część suwerenności – uważają eksperci.

„Myślę, że dla Białorusi nie będzie to zbyt opłacalne, bo na naszym terytorium dojdzie jeszcze jeden cel. Każdy taki obiekt ściągnie na siebie w razie wojny wiele bomb” – kontynuuje Aleksander Alesin.

Ale zdaniem niezależnych opinii białoruska gospodarka jest zależna od rosyjskich dotacji, że Łukaszenka raczej nie zdoła przeciwstawić się pojawieniu się na białoruskiej ziemi coraz to nowych rosyjskich jednostek wojskowych.

Za ich rozmieszczenie na swoim terytorium Białoruś otrzymuje preferencje. Na przykład kredyty pod niski procent lub ulgowe ceny na nośniki energii. Ale czy warto grać w te gry z Kremlem, kiedy stawką może być niepodległość?

Juryj Sałodki, «Biełsat»

Zobacz też
Komentarze