Rosja zakazała wwozu „afrykańskich owoców” z Białorusi


Białoruscy przedsiębiorcy wpadli na nowy pomysł, jak importować do Rosji owoce i warzywa pochodzące z Unii Europejskiej. Tym razem, rzekomo sprowadza się je m.in. z objętych wojną krajów afrykańskich, co utrudnia rosyjskim urzędnikom potwierdzenie oryginalności dokumentów.

Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) zakazała wwozu z terenu Białorusi owoców i warzyw z 8 państw afrykańskich. Podejrzewa ona, że produkty te mają podrobione dokumenty przewozowe i w rzeczywistości pochodzą z krajów obłożonych od 2014 roku rosyjskim embargiem.

Ograniczenia dotyczą towarów z Wybrzeża Kości Słoniowej, Beninu, Nigerii, Gwinei Bissau, Gwinei, Burkina Faso, Republiki Środkowoafrykańskiej oraz Mali. Według przewodniczącego Rossielchoznadzoru Siergieja Dankwerta z samego tylko Beninu miało pochodzić 8,7 tys. ton gruszek, brzoskwiń, truskawek, kiwi, pomidorów, nektarynek i innych owoców. Problem w tym, że rolniczy Benin jest znaczącym producentem ryżu, manioku, orzeszków ziemnych i kokosów, a nie wyżej wymienionych owoców. Potwierdza to też ambasador Beninu w Rosji.

Skąd więc pochodzą te towary? Najprawdopodobniej z Ukrainy i państw Unii Europejskiej, które od 2014 roku zostały objęte embargiem wprowadzonym w odpowiedzi na sankcje gospodarcze nałożone na Rosję.

Belsat.eu już wielokrotnie informował o kreatywności białoruskich przedsiębiorców, którzy reeksportują do Rosji zabronione towary, np. opatrując je etykietami producentów białoruskich, lub pochodzących z krajów nieobłożonych embargiem. Głośnym incydentem był fakt sprzedaży do Rosji w 2015 roku 25 tysięcy ton „ekwadorskich” jabłek, chociaż Ekwador sam jest importerem tych owoców. Zdarzały się też przypadki przemycania jabłek jako bułgarskich lekarstw czy piwa.

W związku z embargiem Białoruś (państwo bez dostępu do morza, leżące w strefie klimatu umiarkowanego) stała się jednym z głównych europejskich eksporterów kiwi, bananów, ryb morskich oraz owoców morza. Klienci moskiewskich sklepów przecierali oczy widząc na półkach krewetki „made in Belarus”

Trwająca od wielu miesięcy sytuacja powoduje nieustanne napięcia między Rosyjską Federalną Służbą Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego a białoruskim Ministerstwem Rolnictwa. Z drugiej strony, pomysł Białorusi podchwycił Kazachstan, reeksportując na rynek rosyjski polskie jabłka.

Proceder ten i w Polsce jest tajemnicą poliszynela. Od sadowników w powiecie grójeckim możemy się dowiedzieć, że wysyłają oni na Białoruś jabłka już w kartonach z białoruskimi nadrukami.

Sytuacja ta będzie trwać dalej, gdyż zarówno rosyjscy przetwórcy i konsumenci, jak i unijni producenci są od siebie uzależnieni. Rosyjska gospodarka rolna nie jest w stanie w tak szybkim czasie załatać swoją produkcją dziury, wytworzonej przez nałożone embargo. Możemy więc czekać na kolejne odsłony tego przedstawienia.

PJ, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze