Romaszewska-Guzy w Espreso.TV: Kreml wprowadza tezę o absolutnym chaosie na Ukrainie

Wywiad

Wiadomość o współpracy dziennikarza Arkadija Babczenki ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy nabrała na Zachodzie większego rozgłosu niż fakt, że Rosja zleciła jego zabójstwo. Dlaczego to Kijów, a nie Moskwa stał się celem krytyki, tłumaczy dyrektor Biełsatu.

Agnieszka Romaszewska-Guzy była w niedzielę gościem “Studia Zachid” – programu poświęconego postrzeganiu Ukrainy na świecie. Emitująca go Espreso.TV jest ukraińską prywatną telewizją internetową działającą od 2013 roku. Dyrektor Biełsatu rozmawiała z prowadzącym Antonem Borkowśkym o tym, jak udaremniona przez SBU próba zamordowania dziennikarza stała się narzędziem rosyjskiej dezinformacji i propagandy.

– Sprawa Arkadija Babczenki wywołała niespodziewany rezonans. Z drugiej strony obserwujemy, że Federacji Rosyjskiej udała się trudna rzecz – włączenie próby zabójstwa Arkadija do sporów pomiędzy Ukraińcami.

Wychodząc z polskiego doświadczenia czułam, że będą pewne problemy. A dlaczego z doświadczenia polskiego? Dokładnie pamiętam antykorupcyjną operację w Polsce, która miała miejsce wiele lat temu, i która naprawdę była prowadzona czysto, ładnie i bardzo przejrzyście.

Niestety, gdy w określonym momencie została przedstawiona opinii publicznej, udało się wypaczyć znaczenie całej sprawy. Cały sens udało się przesunąć w kierunku polityki, zamiast skoncentrować się na istocie problemu i tym, na czym polegała sama sprawa. Przypomina mi to historię Babczenki.

– Z drugiej strony odczuliśmy na Ukrainie, jak działa kremlowska maszyna propagandowa. W ten czy inny sposób próbuje ona zawoalować główny problem, jakim są listy ludzi, których zabójstwo zlecił Kreml. Inną sprawą jest tak zwana “lista 47 Ukraińców” – fałszywy dokument umieszczony na portalu Strana.ue.

– Wszystkie operacje służb specjalnych są związane z dezinformacją. Trzeba zwracać uwagę na to, że wszystkie fałszywe wiadomości są podawane przez media. W związku z tym, gdy przyjmujesz jedną dawkę dezinformacji, otwierasz się na wszystkie inne. I co będą robić Rosjanie? Podadzą niezliczoną ilość fałszywych informacji. Co będą robić poplecznicy oskarżonego? Podawać przez niego całą masę dezinformacji. Już pojawiły się wiadomości, że jest on agentem jakiegoś kontrwywiadu, już opowiadał podobne dziwne rzeczy. Cały ten zestaw będzie służył kompleksowemu zagmatwaniu – po to, by nikt niczego nie wiedział. A jednocześnie ponad tym wszystkim słychać głosy dziennikarzy: “Dajcie nam fakty! Jak to, miało być 30, a jest 47? Dlaczego nie wiemy o wszystkim?” I tak dalej.

Sam Arkadij Babczenko bardzo słusznie zauważył na swoim Facebooku: “Przepraszam, ale ta operacja jeszcze na pewno trwa. Dlatego nie można rozpowiadać Saszy i Maszy o tym wszystkim, co było”.

Powiem jeszcze ważną uwagę dla swoich kolegów dziennikarzy. Jestem przeciwna współpracy dziennikarzy ze służbami specjalnymi, ale w zwyczajnych sytuacjach. Jestem przeciwna temu, gdy dziennikarz zbiera informacje dla siebie, a jednocześnie zbiera je dla służb. Podobne sytuacje nie mogą mieć miejsca, nalegam na tym. Jednak inną sytuacją jest to, gdy dowiadujesz się, że twojemu życiu coś zagraża. Przepraszam bardzo, to nie Gestapo. To służba specjalna niepodległego państwa, jakakolwiek by ona była i jakkolwiek państwo byłoby źle rządzone. To fundamentalna różnica.

– Z drugiej strony wiemy, że na Zachodzie krytyka ukraińskich służb specjalnych i Ukrainy przez pryzmat sprawy Babczenki jest głośniejsza, niż głosy potępienia dla Federacji Rosyjskiej, dla Kremla za prześladowanie dziennikarzy i otwartą wojnę na wschodzie Ukrainy.

– Mam wrażenie, że kilka organizacji dziennikarskich ma pod tym względem wiele na sumieniu. Pamiętam, jak próbowaliśmy zainteresować te organizacje losami dziennikarzy już na początku, podczas aneksji Krymu i wybuchu wojny w Donbasie. Były wtedy liczne przypadki porwań dziennikarzy i operatorów przez separatystów. Dzwoniłam wtedy do nich i pisałam, próbowałam wpłynąć. I początkowo nie rozumiałam tych ludzi, myślałam, że moje maile gubią się i dlatego nie odpowiadają. Bardzo dziwna sytuacja. Stosunek tych ludzi [do agresji Rosji na Ukrainę] jest bardzo wątpliwy. I nie zawsze pamiętają o tym ukraińscy dziennikarze, którzy oglądają się na Zachód. Myślą: jak tam jest dobrze, jeśli tak mówią, to muszą mieć rację.

Trzeba pamiętać jeszcze o jednym – z punktu widzenia rosyjskiej propagandy, czy kremlowskiej dezinformacji jest jeszcze jedna ważna sprawa. Jak przekonać kogoś do sympatyzowania z Putinem. Bycie za Putinem nie jest eleganckie, ale przecież można być przeciwko Ukrainie, nieprawdaż? Człowiekiem antyukraińskim można być zawsze. I zawsze trzeba krytycznie patrzeć na to, co mówią.

Podam polski przykład. Gdy mówią o Polsce, że to druga Białoruś i że panuje tu Putin, to nie należy wierzyć podobnemu dziennikarstwu. Na Zachodzie mówią, że Putin rządzi Polską – przecież to idiotyzm. I tak trzeba na to patrzeć.

– Niektóre zachodnie media porównują Ukrainę, no może jeszcze nie z Somalią, ale z Południowym Sudanem. Z kolei Polska jest postrzegana jak weimarskie Niemcy w 1932 roku. My wiemy, że to nieprawda, ale przedstawiciele zachodniej społeczności medialnej i tak eksploatują ten temat.

– Bardzo ważnym elementem każdej takiej sytuacji jest moda. Jeśli uda się uczynić coś mondym, to jakaś liczba osób będzie o tym mówić. Nieważne, czy to prawda czy nie, ale to modne, więc mówmy o tym.

W takich sytuacjach rosyjskim służbom specjalnym jest bardzo łatwo działać. Wystarczy dorzucić coś do dyskursu, a to zaczyna żyć własnym życiem. Bo przecież nie jest tak, że każdy jest agentem Kremla. To byłaby oczywista głupota. Nie ma tylu agentów Kremla. Są jednak warunki, w jakich różnego rodzaju agentom jest łatwiej działać.

Myślę, że są oni aktywni i mogą działać pod przykrywką różnych zachodnich tzw. fundacji. Ale musimy wiedzieć, że istnieją schematy tworzenia mody, która dyktuje pewne ogólne wrażenie, którego bardzo trudno się potem pozbyć.

Weźmy polski przykład podejścia do sprawy Babczenki. Początkowo zadziałał mechanizm oburzenia, bo to było okropne. A potem zaczęto mówić o tym, że to nie było czyste, że to operacja SBU. Ludzie zaczęli się nad tym wszystkim zastanawiać. Napisałam tekst, żeby ich ocucić.

Ludzie, obudźcie się na chwilę! Co wy robicie? Koncepcja mówienia o tym, że na Ukrainie zapanował chaos jest jedną z koncepcji propagandy Kremla. I nie można się dziwić, bo ta broń jest efektywna i czasem efektywniejsza od armat.

Oczywiście i sama Ukraina się dyskredytuje, bo każde państwo popełnia różne poważne błędy.

„Zmartwychwstały” Arkadij Babczenko i szef SBU Wasyl Hrycak podczas konferencji 30.05.2018 roku w Kijowie

Wiadomość o zamordowaniu Arkadija Babczenki w jego kijowskim mieszkaniu pojawiła się w nocy 29 maja. Następnego dnia wyrazy współczucia i oburzenia wyraziły europejskie organizacje polityczne i dziennikarskie. Ukraińska policja poinformowała, że zabójstwa dokonał zawodowy morderca, a Służba Bezpieczeństwa Ukrainy podała, że zamach został zlecony przez rosyjskie służby – dziennikarz był znanym rosyjskim korespondentem wojennym krytykującym ekspandywną i brutalną politykę Putina.

Podczas konferencji prasowej SBU, w czasie której poinformowano o zatrzymaniu pośrednika, który najął mordercę, na sali pojawił się sam Babczenko. Okazało się, że zamach i towarzysząca mu kampania dezinformacyjna były operacją specjalną SBU, której celem było zlikwidowanie siatki rosyjskich zamachowców. Współpraca dziennikarza ze służbami wywołała oburzenie zachodnich organizacji dziennikarskich – została uznana za nieetyczną.

Czytajcie również:

pj/belsat.eu wg espreso.tv

Zobacz też
Komentarze