Reporterka Biełsatu rano dowiedziała się o wyroku, po południu zabrano ją na posterunek


Журналістку «Белсату» Кацярыну Андрэеву затрымалі ў Курапатах побач з так званым комплексам «Бульбаш-хол», дзе ўчора адкрыўся рэстаран «Паедзем, паядзім».

Publiée par «Белсат» sur mercredi 6 juin 2018

Kaciarynę Andrejewą zatrzymano nieopodal leśnego uroczyska Kuropaty na skraju Mińska.

Nasza reporterka prowadziła tam bezpośrednią relację wideo, poświęconą otwarciu restauracji w pobliżu miejsca masowych zbrodni komunistycznych. Przerywając transmisję online zatrzymano ją obok centrum, które niegdyś próbowano otworzyć pod nazwą Bulbasz-Hall, a gdzie teraz zaczął działać lokal o nazwie „Pajedziem, pajedzim”. Funkcjonariusz milicji po cywilnemu oznajmił naszej koleżance, że jej działalność na terytorium Białorusi jest nielegalna, obezwładnił ją i wsadził do podstawionego auta.

Milicjanci poinformowali Kaciarynę, że została zatrzymana „do wyjaśniania”. Zawieziono ją na komisariat w Borowlanach pod Mińskiem, skąd po sporządzeniu protokołu o popełnieniu wykroczenia, po dwóch godzinach zwolniono.

– Na komisariacie powiedzieli mi: „posiadamy informacje, że ma pani przy sobie urządzenie rejestrujące”. Oświadczyłam, że to nieprawda, ale i tak kazali funkcjonariuszce mnie zrewidować. Musiałam rozebrać się do bielizny, funkcjonariuszka mnie zrewidowała i oczywiście żadnego urządzenia nie znalazła – opowiedziała nam o swoim zatrzymaniu.

Kilka godzin wcześniej Andrejewa dowiedziała się, że została skazana na wysoką grzywnę – również za swoją pracę. Wyrok wymierzył jej sąd mińskiej dzielnicy Sawiecki Rajon. Dziennikarka ma zapłacić 50 tzw. stawek bazowych. To 1 225 rubli, czyli ok. 2 240 złotych. Sędzia Wiera Hałaukowa uznała ją winną pracy bez akredytacji MSZ – ministerstwo z kolei nie chce takich akredytacji Biełsatowi udzielić.

Rozprawa odbyła się już 23 maja, ale dopiero dziś dziennikarka dowiedziała się o wyroku.

Czytajcie więcej:

II, cez/belsat.eu

 

 

Zobacz też
Komentarze