Rakiety z Iskanderów zagrażają całej Europie, choć Rosja twierdzi, że nie istnieją

Foto

Rosyjska armia ma prawdopodobnie sto kilkadziesiąt systemów Iskander-M. Źródło: defpost.com

Sojusz Północnoatlantycki po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny tak zdecydowanie reaguje na rosyjskie zbrojenia rakietowe. Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO wzywa Rosję do wytłumaczenia się z łamania traktatu INF zakazującego posiadania rakiet średniego zasięgu.

Dziś i jutro w Brukseli ministrowie obrony państw NATO będą rozmawiać o reakcji na wprowadzanie przez Rosję do uzbrojenia systemów rakietowych o zasięgu 2 tys. km. Wczoraj Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, skrytykował Moskwę.

– Mamy obawy co do nierespektowania przez Rosję jej międzynarodowych zobowiązań, w tym układu o całkowitej likwidacji pocisków pośredniego i średniego zasięgu (INF) – powiedział Stoltenberg.

W przekładzie z języka dyplomatycznego znaczy to mniej więcej tyle: „Wiemy, że macie te rakiety i łamiecie prawo. Teraz czas na naszą odpowiedź”.

Jeszcze ostrzej wypowiedziała się Kay Bailey Hutchison, amerykańska ambasador przy NATO. Przyznała, że USA zbuduje środki zdolne zneutralizować rosyjskie rakiety, ale najpierw należy zrobić wszystko, by nie dopuścić do łamania traktatów rozbrojeniowych. Amerykańska ambasador wprost wezwała Rosję do zaprzestania rozwoju nowych systemów uzbrojenia i do rozmów z NATO.

Kłopot w tym, że Moskwa zaprzecza, by je posiadała. Jednak w ostatnim czasie amerykańskie służby wywiadowcze podzieliły się z natowskimi sojusznikami informacjami o nowych, rosyjskich programach zbrojeniowych. W tym potwierdziły informacje, które pojawiały się od kilku lat w gronie eksperckim, że Rosja ma bazujące na ruchomych, lądowych wyrzutniach pociski o zasięgu 2 tys. km. Czyli takie, jakich zabrania układ INF. I takie, które zagrażają bezpieczeństwu w Europie, gdyż zasięg średni stwarza zagrożenie właśnie dla Europy.

Relikt zimnej wojny?

Układ INF (Treaty of Intermediate-range Nuclear Forces) był szczytowym osiągnięciem dyplomacji amerykańskiej i sowieckiej. Podpisany w 1987 r. przez Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa zakazywał posiadania pocisków balistycznych i manewrujących średniego i pośredniego zasięgu od 500 do 5000 km bazujących na lądzie. Co ważne, dotyczył zarówno tych uzbrojonych w głowice nuklearne, jak i konwencjonalne.

Bezpośrednią przyczyną rozbrojenia był rozpoczęty w latach 70. wyścig zbrojeń na rakiety średniego zasięgu. W połowie lat 70. ZSRR rozmieścił w swojej europejskiej części i krajach Układu Warszawskiego nowe rakiety SS-20 Pionier. Były wycelowane w zachodnioeuropejskie miasta i natowskie bazy. W odpowiedzi Amerykanie rozmieścili w Europie wymierzone w państwa Układu Warszawskiego i zachodnią część ZSRR pociski MGM 31B Pershing i manewrujące BGM-109 Cruise. W pewnym momencie zagrożone nuklearnym atakiem było każde większe europejskie miasto. Po 1987 r. USA i ZSRR zlikwidowały swoje arsenały rakiet średniego zasięgu.

Podpisany w grudniu 1987r. traktat o zakazie rakiet średniego zasięgu INF jest fundamentem bezpieczeństwa w Europie. Źródło: cfr.org

Traktat przetrwał koniec zimnej wojny, ale mniej więcej dekadę temu zaczął mocno irytować rosyjskich wojskowych. W 2007 r. Władimir Putin przyznał, że INF szkodzi interesom Rosji. Od tego czasu Putin i rosyjski sztab generalny wielokrotnie straszyli wypowiedzeniem traktatu. Gróźb używali głównie do szantażu USA i NATO. Moskwa zapewniała, że wypowie INF, gdy Amerykanie zbudują elementy tarczy antyrakietowej i bazy w Polsce i innych krajach Europy Środkowej.

Iskandery się śmieją

Jednak na groźbach się nie skończyło. Rosja bardzo intensywnie pracowała nad nowymi systemami uzbrojenia. Siedem lat temu zakończyła próby systemu rakietowego Iskander, którego budowę planowano jeszcze pod koniec lat 80. Rosjanie od lat prowadzą wokół Iskanderów potężną kampanię dezinformacji. Nawet w fachowej prasie trudno znaleźć wiarygodne informacje o faktycznych parametrach i możliwościach tego systemu. Rosjanie raz gorąco zaprzeczają, by miał zasięg ponad 500 km., innym razem testując rakiety morskiego systemu Kalibr – lecące do 2 tys. km – puszczają oko i wypuszczają informację, że mogą być zamontowane na Iskanderach.

„Sankcje? Nie rozśmieszajcie Iskanderów” – koszulki z takim napisem stały się w Rosji modne. Promował je m.in. oligarcha Oleg Deripaska i piosenkarka Anna Siemienowicz (na zdjęciu). Źródło: gazeta.com.ua

Wprowadzana do rosyjskiej armii wersja Iskander-M ma oficjalnie rakiety typu 9M723 o zasięgu do 500 km. Zdaniem Rosjan takie systemy są właśnie rozlokowywane w Czerniachowsku w obwodzie kaliningradzkim w 152 Brygadzie Rakietowej, gdzie zastąpią taktyczne rakiety Toczka-U. Swoim zasięgiem obejmują znaczną część Polski. Ale niepokój NATO i USA wywołują systemy Iskander-K. To wersja, która zdaniem Pentagonu może być wyposażona w pochodzące z morskiego systemu rakiety 9M729 o zasięgu 2 tys. km. A to już zasięg, który daje rosyjskie armii możliwość uderzenia na dowolne miasto i bazę w Europie, wystrzeliwując pociski z wyrzutni w obwodzie kaliningradzkim, czy zachodniej części Rosji.

Z Krymu, za pomocą takich rakiet, Rosjanie zagrażają nie tylko Ukrainie, ale też Turcji i czarnomorskim członkom Sojuszu. Cele w Polsce można razić nawet zza Moskwy. Wprowadzenie takich rakiet do służby jest jawnym pogwałceniem układu INF. Władimir Putin w swoim przedwyborczym, marcowym orędziu wprost przechwalał się nowymi rodzajami uzbrojenia. A na zachodnie apele o powstrzymanie się od zbrojeń rosyjska propagandowa telewizja Cargrad odpowiada: nie rozśmieszajcie znowu Iskanderów. To nawiązanie do T-shirtu oligarchy Olega Deripaski, który po wprowadzeniu na Rosję zachodnich sankcji w 2014 r. założył koszulkę z napisem: Nie rozśmieszajcie moich Iskanderów.

Moskwa podbija stawkę

Widać wyraźnie, że obok rakiet strategicznych i ich arsenału jądrowego, rozbudowa środków zastraszających Europę i przeznaczonych np. do ograniczonego uderzenia na kontynencie jest priorytetem dla rosyjskiej armii. W ostatnim czasie Rosja mocno inwestuje w tego typu uzbrojenie. Są to pociski morskiego systemu Kalibr. Ostatnio wystrzeliwane na cele w Syrii z lekkich okrętów klasy korwety.

Są to również testowane niedawno pociski Ch-47M2 Kindżał o zasięgu 2 tys. km, montowane na myśliwcach Mig-31. Rosjanie w ostatnim czasie ćwiczą swoje jednostki rakietowe wyposażone w Iskandery. Dwa tygodnie temu przerzucali te systemy do Kirgistanu. Wczoraj i dziś strzelali z Iskanderów na poligonie w Osetii Południowej. System był testowany w czasie niedawnych manewrów Wostok-2018.

Zagrożeniem są nie tylko Iskandery, ale i np. nie zakazane traktatem, przenoszone przez Migi-31BM pociski Ch-47M2 Kindżał. Źródło: topwar.ru

Pokazy mają charakter demonstracyjny również wobec narastającej irytacji w NATO. Rosjanie nie przekraczają zasięgu 500km. Co może świadczyć, że obiorą taktykę zaprzeczania, jakoby posiadali rakiety o większym zasięgu. Ta taktyka najwyraźniej nie będzie skutkować. W NATO narasta pewność, że oprócz nacisków dyplomatycznych, trzeba działać. Zdeterminowani są zwłaszcza Amerykanie. Dobrze wiedzą, że Iskandery zagrażają ich bazom w Niemczech, ale i w Polsce. Trudno oczekiwać, by państwa zachodnie grały na zerwanie traktatu INF i rozpoczęcie zbrojeń.

Wprowadzanie pocisków średniego zasięgu do arsenału NATO w odpowiedzi na działania Rosji jest obecnie trudne do wyobrażenia. Nie będzie miało wsparcia politycznego. Zwłaszcza w Europie. Ale już inwestowanie w systemy przeciwrakietowe i rozwijanie ofensywnego uzbrojenia lotniczego i morskiego jest jak najbardziej realne. Władimir Putin, dobrze pamiętający lekcję zimnej wojny, wie, że w grze w otwarte karty nie ma szans. Dlatego należy się spodziewać, że Rosja w sprawie Iskanderów będzie kluczyć i pozorować chęć odejścia od traktatu INF. A jednocześnie zapewniać, że nie ma groźnych rakiet, podczas gdy rosyjska propaganda będzie straszyć nimi europejskie społeczeństwa.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze