Przeszarżowali… Rosyjski wywiad wojskowy zalicza spektakularne wpadki

Foto

Oficerowie rosyjskiego wywiadu wojskowego dali się sfilmować w Wielkiej Brytanii, jakby byli na wycieczce. Źródło: bbc.com

Tak jak ZSRR w czasach „zimnej wojny”, również dziś Rosja prowadzi liczne i duże operacje specjalne na Zachodzie. Wojskowe tajne służby Moskwy działają z dużym rozmachem, ale często schematycznie i wręcz amatorsko.

Brytyjska premier Theresa May już otwarcie oskarżyła Moskwę o otrucie Siergieja Skripala i jego córki w Salisbury. Zdaniem Londynu operację przeprowadził wywiad wojskowy, czyli Zarząd Główny Sztabu Generalnego (GU GSZ) rosyjskiego ministerstwa obrony. Brytyjczycy wskazali jako wykonawców Aleksandra Pietrowa i Rusłana Boszyrowa. To oni mieli posmarować substancją zawierającą trujący gaz bojowy „nowiczok” drzwi domu Skripalów.

Rosyjscy agenci byli jednak mało profesjonalni. Wiedząc, że brytyjskie miasta są naszpikowane kamerami, dali się sfilmować co najmniej w kilku miejscach. Kilka dni temu odpowiedzialny za śledztwo ws. Skripalów brytyjski wiceminister spraw wewnętrznych Ben Wallace przyznał, że decyzję o operacji na terenie Wielkiej Brytanii musiał zaaprobować Władimir Putin. Wallace dodał przy tym, że agentom rosyjskiego wywiadu wojskowego tylko się wydaje, że są dobrzy. W rzeczywistości jednak działają po amatorsku.

Kozacy i intelektualiści

W ZSRR i przez dwie dekady po upadku komunizmu sowiecki, a potem rosyjski wywiad wojskowy GRU miał swoją siedzibę w rejonie Pola Chodyńskiego, popularnie zwanego „Chodynką”. Był to dość nietypowy, jak na ówczesną Moskwę, szklany biurowiec, popularnie zwany „stiekliaszką”. Wiktor Suworow, w swojej bestselerowej książce pt. „Akwarium” spopularyzował tytułową nazwę dla siedziby GRU GSZ (Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego).

Akwarium zawsze rywalizowało z Jasieniewem. Tak z kolei, od położenia siedziby w podmoskiewskiej miejscowości o tej nazwie, nazywano rosyjski wywiad – czyli Pierwszy Zarząd Główny KGB w ZSRR, a już w Rosji, – SWR. „Cywilni” i „wojskowi” nie przepadają za sobą do dziś, ale choć Władimir Putin wywodzi się z wywiadu KGB, to GRU przeżywa w ostatnich latach rozkwit.

Liczący ponad 70 tys.m kw. kompleks budynków wywiadu wojskowego w Moskwie. Źródło: wikimapia.ru

Putin pokochał wojskowych prawdopodobnie dlatego, że przynosili mu na biurko plany operacji z rozmachem. Nie tylko zbieranie informacji, ale i stosowanie „środków aktywnych”, czyli informacyjną ofensywę przeciw Zachodowi. Dwanaście lat temu GRU dostało nową siedzibę przy ul. Grizodubowej w Moskwie. To potężny kompleks supernowoczesnych budynków z systemem wewnętrznych bunkrów, serwerowniami, basenami i salami treningowymi, oraz centrami dowodzenia. Osiem lat temu zmieniono nazwę organizacji z GRU na GU GSZ.

Ale czas triumfu wojskowych nadszedł dopiero na Ukrainie, w 2014 r. Choć zarówno operacja wzniecenia separatystycznego buntu na Donbasie, jak i aneksji Krymu była prowadzona przez wszystkie rosyjskie służby specjalne, to rola GU była kluczowa. W czasie operacji ukraińskiej rola wywiadu wojskowego wykroczyła daleko poza klasyczne działania wywiadowcze związane z rozpoznaniem potencjału wojskowego przeciwnika, czy werbowaniem szpiegów w armii wroga.

– Wywiad wojskowy podjął się działań ofensywnych na szeroką skalę i, w odróżnieniu od pracującego mozolnie nad budową siatek agenturalnych wywiadu SWR, przyspieszył operacje ofensywne – mówi Biełsatowi Andriej Sołdatow, rosyjski ekspert od służb specjalnych, redaktor portalu agentura.ru. – Wojskowi chełpią się, że w odróżnieniu od intelektualnego rozmemłania wywiadu, oni są zdecydowani, odważni. Po prostu są kozakami.

W Moskwie, przy Komsomolskim Prospekcie 22 działa do dziś jednostka wojskowa nr. 26165. Podlega GU GSZ. Pracują w niej jednak bardzo nietypowi wojskowi: młodzi matematycy, informatycy, spece od internetu i sieci społecznościowych. Już w 2014 r. z tej jednostki koordynowane były antyukraińskie działania w Sieci. To tam i w innych, podobnych jednostkach produkowano zalewające ukraińskie i rosyjskie portale społecznościowe tysiące fikcyjnych profili i miliony dezinformujących komentarzy. Tam również działali hakerzy.

Wszystko zgodnie z tzw. doktryną generała Walerija Gierasimowa, opublikowaną w 2013 r . Nie była ona oczywiście czymś nowym. Rosyjski sztab generalny od wielu lat opracowywał strategie wojny informacyjnej, dostosowując do współczesnych realiów. Wśród rosyjskich ekspertów z tzw. akademickiego zaplecza służb specjalnych od dawna mówiło się o potrzebie szerokiego zastosowania dezinformacji i propagandy, jako środka wojskowego.

Zresztą z powodzeniem stosowały takie metody już radzieckie służby. Ich spadkobiercy jedynie w latach 90., z uwagi na ogólny kryzys państwa, byli mniej ofensywni. Pod rządami Putina powrócili do starych praktyk i zyskali nowe instrumenty: internet i możliwość wpływania na zachodnie społeczeństwa.

Po raz kolejny GU GSZ użyło broni informacyjnej na dużą skalę w czasie wyborów w USA w 2016 r. Zdaniem amerykańskich śledczych z FBI i prokuratury, to głównie rosyjski wywiad wojskowy zajmował się wpływaniem na kampanię wyborczą i hakerskimi atakami. Wskazano nawet konkretne jednostki, np. jednostkę wojskową nr. 74455 z podmoskiewskich Chimek. Od jej wysokiego budynku nazwano ją „wieżą”. Spośród dwunastu wydalonych z USA w lipcu agentów GU, trzech było związanych z tą jednostką. Koordynowali włamania do skrzynek mailowych demokratów.

Jawnobójcy

Rok temu na ulicy w centrum Kijowa pewien człowiek zastrzelił Denisa Woronienkowa. Zabity był kiedyś deputowanym rosyjskiego parlamentu, ale załamany rosyjską, agresywną polityką wyjechał z Moskwy na Ukrainę. Przyjął ukraińskie obywatelstwo i zaczął krytykować z Kijowa Kreml.

Kiedy zaczęła się wojna na Donbasie, na ulicach ukraińskich miast toczyła się inna, cicha wojna skrytobójców. Rok temu zastrzelono żonę znanego, czeczeńskiego bojownika Adama Osmajewa. Na niego samego przeprowadzono dwa nieudane zamachy. Walczył po stronie ukraińskiej w Donbasie, był przywódcą czeczeńskiego batalionu im. Dżochara Dudajewa. A wcześniej, w 2012 r. był zatrzymany i oskarżany o planowanie zamachu na Putina. W rosyjskich mediach Osmajew i jego czeczeńscy towarzysze są przedstawiani jako groźni terroryści. Na Ukrainie często zdarzają się zamachy na ukraińskich oficerów zasłużonych w wojnie na Donbasie. We wszystkich zamachach wykrywane są ślady działań GU GSZ.

– Rosyjski wywiad wojskowy ma nadal rozbudowaną agenturę na Ukrainie, ale najczęściej nie działają samodzielnie, lecz wynajmują miejscowych kilerów lub Czeczenów – tłumaczy Biełsatowi Jurij Butusow, ukraiński ekspert ds. bezpieczeństwa związany z portalem censor.net. – Na tym polega ich słabość, że chcą pokazowo zabijać tych, których uznali za zdrajców. Robią wiele coraz gorzej przygotowanych akcji, a to wizerunkowo godzi w Moskwę.

Najsłynniejszą taką akcją była niedawna, nieudana próba zabicia Siergieja Skripala i jego córki w Anglii. Skripal, były oficer GRU, przeszedł na stronę brytyjską i bezpiecznie żył w Wielkiej Brytanii pod opieką brytyjskich służb. Jednak Moskwa działa w myśl zasady „śmierć zdrajcom”. I traktuje krwawą zemstę na oficerach, którzy przeszli na drugą stronę, jako środek zapobiegawczy i dyscyplinujący. By planujący zdradę dobrze się zastanowili i wiedzieli, że ryzykują życie.

Skutkiem tej nieudanej operacji stał się jednak największy kryzys dyplomatyczny na linii Moskwa – Londyn od czasów zimnej wojny. Kryzys w dodatku eskalował, bo za Brytyjczykami wstawił się solidarnie cały Zachód. Z ambasad w Europie i USA wydalono dziesiątki rosyjskich dyplomatów. Moskwa konsekwentnie nie przyznaje się do zamachu i uważa, że to brytyjska prowokacja.

– Operacja była przeprowadzona nieudolnie, sprawcy dali się wielokrotnie nagrać, zostawili oczywisty ślad w postaci produkowanego w Rosji „nowiczoka”, musieli się również spodziewać, że Skripalowie są pod całodobową obserwacją Brytyjczyków – mówi Andriej Sołdatow. – Chyba, że chodziło o bezczelną prowokację, w co trudno uwierzyć, bo tak zawalona akcja jest jednak plamą na honorze GU GSZ.

Sam Władimir Putin powiedział, wyśmiewając oskarżenia Brytyjczyków, że gdyby akcję rzeczywiście przeprowadzili Rosjanie, to Skripal by nie przeżył. Ale Putin i rosyjska propaganda w sprawie Skripalów cały czas puszcza oko. Niby Rosja się nie przyznaje, ale w jej mediach dominuje satysfakcja, że zdrajca Skripal został otruty. Poszukiwani przez brytyjskie służby sprawcy Aleksander Pietrow i Rusłan Boszyrow zapewne za jakiś czas wypłyną w Rosji jako narodowi bohaterowie. Być może nawet zostaną deputowanymi. Tak, jak Andriej Ługowoj, oficer nadzorujący operację zamachu na Aleksandra Litwinienkę w 2007 r.

Wpadki szpiegowskiej siatki

Głośna sprawa Skripali to nie jedyna duża wpadka wywiadu wojskowego. Dwa dni temu estoński kontrwywiad KaPo aresztował Piotra Wolina i jego syna, majora estońskich sił zbrojnych, Denisa Mecewasa. GU GSZ zwerbował Mecewasa przy pomocy ojca. Piotr Wolin służył w wojskach pogranicznych KGB w czasach radzieckich.

Wymiana pojmanych wzajemnie szpiegów między estońskimi a rosyjskimi służbami na moście granicznym na rzece Piusa w lutym. Źródło: thetimes.co.uk

Agenci wywiadu wojskowego z Rosji roztaczali przed estońskim majorem romantyczną wizję pracy wywiadowczej i podkreślali, że ojciec był świetnym kagiebistą. Ojciec pomagał w werbunku. Major współpracował z GU od pięciu lat.

– Estończycy mają duże sukcesy w wychwytywaniu rosyjskich siatek, to oni zneutralizowali taką rok temu – ocenia Sołdatow. – Ich służby drobiazgowo analizują życiorysy i szczegóły rodzinne potencjalnych podejrzanych, bo dobrze wiedzą, że w krajach nadbałtyckich rosyjskie służby często używają argumentu „starej ojczyzny” przy werbunku.

W rosyjskim wywiadzie wojskowym ton nadają oficerowie średniego pokolenia, trzydziesto- i czterdziestolatkowie. Są głodni sukcesu i mają lekceważący, a nawet pogardliwy stosunek wobec zachodnich służb. Uważają, że przeciwnik jest słaby, bo brakuje mu odwagi, śmiałości i rozmachu. Tylko, że taka arogancja zaczyna się mścić.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze