Protesty handlowców w Żłobinie i w Grodnie

video

Trudne czasy, które nastały wraz z początkiem roku dla drobnych przedsiębiorców, stały się przyczyną kolejnych zgromadzeń. Podobnie jak wcześniej w szeregu większych miast, handlowcy postanowili przypomnieć o sobie również w niewielkim Żłobinie.

„Nie wiem, czy usłyszą czy nie. Ale chciałoby się bardzo powiedzieć naszemu rządowi, żeby nas usłyszał i wyszedł nam naprzeciw chociaż o jeden lub dwa kroki” – mówi Ludmiła, właścicielka jednego ze stoisk.

Bez pracy zostali nie tylko sami handlowcy, ale często całe rodziny. Bo przez długi czas osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą mogli najmować pracowników tylko spośród członków rodzin.

„Mam dwoje pracowników – moje dzieci. Tam stoi syn, tam stoi córka. Mąż jest budowlańcem, od listopada jest bez pracy” – opowiada inna z uczestniczek wiecu, Natalia.

Podczas zebrania handlowcy ze Żłobina postanowili nie pracować od 1 lutego oraz podpisali petycję zbiorową indywidualnych przedsiębiorców z Homelszczyzny, w której żądają skasowanie pierwszego punktu dekretu nr 222. Jednak zdaniem lidera przedsiębiorców z pobliskiego Swietłogorska – Anatola Zmitrowicza, który też pojawił się na zgromadzeniu – dążyć trzeba nie tylko do skasowania dekretu, ale do zapewnienia sobie normalnych warunków do prowadzenia działalności gospodarczej.

„Po pierwsze przedsiębiorcy muszą się zjednoczyć. Władza boi się tylko siły” – przekonuje Zmitrowicz.

Masowe zgromadzenie odbyło się też na Południowym – największym bazarze w Grodnie. A poprzedniego dnia skasowania dekretu nr 222 żądano w Baranowiczach. Na spotkaniu w siedzibie władz rejonu było ponad 300 przedsiębiorców i 20 urzędników. Dyskutować o skasowaniu prezydenckiego dekretu urzędnicy jednak nie chcieli, większość pytań handlowców pozostała więc bez odpowiedzi.

A coraz więcej pytań mają nie tylko oni, ale też ich klienci. Zdaniem większości uczestników naszego sondażu w Mińsku, podejście władz do handlowców jest niezrozumiałe. Oto opinie:

„Ludzi, którzy mają inicjatywę prywatną, należy wspierać, a nie zaszczuwać, jak to jest u nas.”

Wydaje mi się, że to szaleństwo, kiedy ludzi pozbawia się miejsc pracy, które sami sobie stworzyli.”

„Oczywiście, że to źle, że zamykają kioski. Ludzie muszą pracować, utrzymywać rodziny, coś zarabiać.”

W stolicy, podobnie jak w regionach, zawiesiło działalność wiele punktów handlowych. Jak twierdzi lider ruchu „Perspektywa” Anatol Szumczanka, coraz więcej drobnych przedsiębiorców mówi o konieczności wyjścia na ulice. Bo jak dotąd wszelkie pytania – przede wszystkim do przywódcy państwa – pozostają bez odpowiedzi.

„Przecież głosowaliśmy na niego! Dlaczego nie może nas usłyszeć?” – oburza się jedna z kobiet.

Wolha Żarnasiek, Biełsat

Zobacz też
Komentarze