Pijany jak… szop pracz. Czworonogi z ukraińskiego cyrku włamały się do sklepu i urządziły tam pijacką libację


Zdj. 15min.org

– Nie wiem jak to możliwe, nie piłem tej nocy z nimi… – mówi o incydencie administrator cyrku.

Działający pod egidą Ministerstwa Kultury Ukrainy państwowy cyrk objazdowy „Orbita” może pochwalić się prawdziwym zwierzyńcem. Występują w nim małpy, krokodyle, żmije, niedźwiedzie, lisy i szopy pracze. I właśnie ostatni występ dwóch szopów zwrócił na siebie uwagę mieszkańców miasteczka Storożyneć na Bukowinie.

Co prawda występ był dość nietypowy, bo odbył się poza areną. Para sprytnych zwierzaków dała bowiem nogę z pracy i w tajemnicy udała się do znajdującego się w pobliżu sklepu spożywczego. Jak podejrzewają dziennikarze portalu kp.ua, prawdopodobnie po to, aby nieco zrelaksować się pomiędzy kolejnymi punktami trasy koncertowej.

Zabawa musiała być przednia, ponieważ dwa pijane w sztok szopy dopiero następnego dnia zastała właścicielka sklepu. Siedziały przy ladzie – w otoczeniu porozbijanych butelek z alkoholem i rozerwanych opakowań z jedzeniem. Miały więc co wypić i co zakąsić.

Nieproszeni goście nie zamierzali przy tym wcale opuszczać lokalu, a jeden z nich podrapał właścicielkę sklepu, która zamierzała wyprosić nietrzeźwych chuliganów. Kobieta, słusznie podejrzewając, że podochocone szopy mogą mieć coś wspólnego ze stacjonującym nieopodal cyrkiem, zaalarmowała jego personel.

– Byłem na miejscu, widziałem potłuczone butelki wódki, koniaku i piwa. Wszystko to było wychłeptane. Szopy były nietrzeźwe, czuć było od nich zapaszek – przyznaje administrator cyrku Wasyl Kołos.

Zwierzaki zabrano do domu i zajęto się przywracaniem ich do „stanu używalności”. Trafiły pod opiekę weterynarzy, którzy zaaplikowali im prawdziwy detoks, ponieważ skutki pijackiej imprezy były tak poważne, że jej uczestnicy przez kilka dni nie byli w stanie wyjść na arenę. Musiały ich zastąpić inne szopy.

– Nie wiem, jak coś takiego mogło się stać, nie piłem z nimi tej nocy – komentuje wstydliwy incydent Wasil Kołos. – Chociaż w swoim życiu widziałem wiele: i pijanych akrobatów i pijaną małpę, która w nocy dzwoniła do mera i nie dawała spać. Z nami też bywało, ale nasze szopy nie przejawiały skłonności do trunków. No cóż – zwierzęta żyją razem z nami, więc przejmują złe nawyki od niektórych ludzi. Mamy np. palącego kota, który łapą prosi o papierosa.

Nie wiadomo, czy to prawda, czy jedynie żart cyrkowca. Absolutnie serio do sprawy podeszła za to do sprawy właścicielka sklepu rozgromionego przez pijane jenoty. Wyceniła ona poniesione przez siebie straty na 46 tys. hrywien (ponad 6,3 tys. złotych).

Zobacz także:

cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze