Państwowym mediom wydano rozkaz ataku? Protesty w obiektywie rządowej telewizji WIDEO, NAPISY PL


Masowe zatrzymania dziennikarzy Biełsatu, którzy pracowali podczas akcji protestu trwających na całej Białorusi, zbiegły się w czasie z gwałtownym zaostrzeniem retoryki rządowych mediów. Czyżby relacje online naszych reporterów z ulic i placów białoruskich miast zaczęły zaburzać obraz kreowany przez oficjalną propagandę?

Jak wygląda jej przekaz – w materiale Jana Babickiego:

Brutalne zatrzymania protestujących i coraz ostrzejsze inwektywy ze strony szefa państwa trzeba jakoś usprawiedliwić. I nie po raz pierwszy pomaga w tym potężna machina propagandowa. Państwowe media wyemitowały materiał, wg którego u zatrzymanych 15 marca anarchistów znaleziono noże i kastety. A od czasu do czasu przez granicę o mało co nie przebijają się uzbrojeni bojówkarze.

Wideo brutalnego zatrzymania młodych ludzi w mińskim trolejbusie po marszu protestu błyskawicznie obiegło cały kraj i wywołało reakcje za granicą. Wg świadków milicjanci w cywilu bili, ciągnęli za włosy, rozpylali gaz łzawiący. Ofiarami przemocy byli nie tylko uczestnicy akcji, ale też zwykli pasażerowie. Teraz działania swoich podkomendnych komentują ich zwierzchnicy.

„Działali w ten sposób, żeby znajdujące się w trolejbusie osoby łamiące prawo nie mogły i nie miały fizycznej możliwości wyrządzenia szkody zwykłym obywatelom” – zapewniał Iwan Kubrakou z komendy stołecznej milicji.

Słowa wiceszefa mińskiej milicji, które zabrzmiały na antenie TV ONT wywołują co najmniej zdziwienie świadków brutalnej łapanki. Jednak jeszcze bardziej nieoczekiwany był materiał, który poprzedził rozmowę w studiu.

„Oto te właśnie maski, za którymi młodzi ludzie skrywali twarze. Oto pojemniki z toksycznym gazem, oto kastet. A oto i noże”.

Teraz milicja twierdzi, że u zatrzymanych znaleziono zakazane przedmioty. Charakterystyczne, że o „znaleziskach” poinformowano dopiero kilka dni po zatrzymaniu. Nie wymienia się nazwisk ludzi, nie wszczęto postępowania karnego.

„Te noże i kastety pochodzą zapewne wprost z kolekcji szefa państwowej telewizji lub milicjantów. Słabość polega na tym, że w ten sposób można kłamać wszystkim tylko przez pewien czas” – komentuje te kadry politolog Uładzimir Mackiewicz.

Słabość polega też na czymś innym: sam materiał państwowej telewizji budzi poważne wątpliwości.

„To ewidentnie nie są zdjęcia operacyjne, bo tam jest jeden punkt i bieżący time code. A tu jest wrażenie, że ludzie mieli jakieś pojęcie jak robi się materiał filmowy: jest ogólny, średni, bliski plan…” – podkreśla dokumentalista filmowy Leanid Mindlin.

Państwowe media aktywnie rozpowszechniają też materiały, gdzie poszkodowanymi są milicjanci. Pokazano np. funkcjonariusza, którego podobno pobili uczestnicy akcji protestu w Mińsku. Trudno mówić tu o przypadku.

„Potrzebny jest teraz targ z Europą. Europie trzeba wyjaśnić, dlaczego rozpędza się rzekomo pokojowe demonstracje. No i się pokazuje. Po pierwsze – „popatrzcie, przecież oni byli uzbrojeni” – mówi Uładzimir Mackiewicz.

Jak przypominają komentatorzy, podobne posunięcia są na Białorusi znane od dawna. 11 lat temu, po wyborach prezydenckich, odbyły się wielotysięczne akcje przeciwko fałszerstwom. Po likwidacji miasteczka namiotowego w Mińsku, państwowa TV wyemitowała materiał, który miał skompromitować uczestników protestów.

„…Jednocześnie była tu toaleta dla bezdomnych i melina handlarzy narkotyków” – relacjonował telewizyjny dziennikarz.

A to już Plac Niepodległości 4 lata później. Propagandowa machina znów zadziałała z pełną mocą. Państwowe media straszyły ludzi zbrojnym przewrotem:

„Wg planu, wtedy szturmowcom powinna być przywieziona broń, aby utrzymali się chociaż przez pewien czas” – opowiadał głos zza kadru.

Podobnie jak teraz, na ekranie pojawiły się kastety, noże, broń i „gazrurki”. Informowano o zatrzymaniu partii niebezpiecznych przedmiotów na granicy. W jednym z mińskich garaży specsłużby znalazły podobno broń.

„Absolutnie identycznie wszystko się zaczyna: od zamysłu scenariusza – i kończy: na sposobie wykonania. Dla fabuły zawsze charakterystyczny jest też brak konkretnego faktu” – mówi Leanid Mindlin.

W napiętej sytuacji politycznej i gospodarczej państwowe media mówią o nowych wydarzeniach. Ludzie mogą odebrać je jako zagrożenie i prowokację. W poniedziałek opublikowano wideo próby przedarcia się na Białoruś tajemniczego samochodu. Wg pograniczników zatrzymano trzy osoby. Skonfiskowano przedmioty przypominające broń i materiały wybuchowe. Strona ukraińska nie potwierdziła, że nieznane auto wjechało z jej terytorium na Białoruś.

Jan Babicki, Biełsat

cez, belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze