Ochroniarz Putina stracił nerwy, a to nie wróży nic dobrego dla rosyjskiej opozycji


Generał Wiktor Zołotow (z lewej) obiecał Aleksiejowi Nawalnemu, że zrobi z niego befsztyk. Źródło: gazeta.ru

Wiktor Zołotow pozostawał w cieniu, chronił swojego patrona, Władimira Putina i wykonywał dla niego zadania specjalne. Czy tym razem nowym zadaniem jest rozbicie opozycji?

Do wczoraj nazwisko Aleksieja Nawalnego było zakazane. Nie używały go kremlowskie media, politycy, publicyści. Wczoraj wszystko się zmieniło. Wiktor Zołotow, generał i dowódca Federalnej Służby Gwardii Narodowej (popularnie nazywanej Gwardią Rosyjską lub w skrócie Rosgwardią), opublikował wideo ze swoim wystąpieniem.

Brutalnie zaatakował w nim Aleksieja Nawalnego, lidera liberalno-demokratycznej opozycji. Przez dobrych kilka minut perorował, że jest oburzony oskarżeniami Nawalnego o korupcję w podległej mu instytucji. W końcu wyzwał opozycjonistę na pojedynek. Na tatami, macie, lub na ringu. Zołotow od dziecka uprawia sporty walki. Obiecał Nawalnemu, że zrobi z niego soczysty befsztyk.

Czytajcie więcej:

Chamski atak ważnego dowódcy resortu siłowego jest ważny i groźny, bo po raz pierwszy władza zmieniła podejście do opozycji. Nie udaje już, że jej nie ma. Niedzielne manifestacje opozycji przeciw reformie emerytalnej były brutalnie spacyfikowane, m.in. przez Rosyjską Gwardię Zołotowa. A sam generał personalnie, wyjątkowo brutalnie zaatakował opozycjonistę, którego do tej pory władza ignorowała.

Najwyraźniej Kreml uznał, że dosyć manifestacji i czas położyć kres popularności Nawalnego wśród młodzieży. Zołotow otworzył sezon polowania na opozycję. A jest to jeden z najbliższych ludzi Władimira Putina. W dodatku odpowiedzialny za największe tajemnice związane z bezpieczeństwem prezydenta. Wierny pretorianin, stojący na czele trzystutysięcznej armii.

Ochroniarz Putina

W sowieckich służbach specjalnych często było tak, że sprawdzeni w podległych KGB wojskach pogranicznych, wysportowani młodzi ludzie, trafiali potem do jednostek specnazu. Albo do tych pionów bezpieki, w których wyżej od mózgu ceniono sprawność fizyczną. Wiktor Zołotow po służbie w wojskach pogranicznych trafił do „dziewiątki”, czyli zarządu KGB zajmującego się ochroną najważniejszych osób w państwie.

W Rosji zarząd te przemieniono na FSO (Federalną Służbę Ochrony). Zołotow zapadł w pamięć nowym, rosyjskim demokratom. W czasie puczu sierpniowego w 1991 r. chronił Borysa Jelcyna. Potem znalazł się w ochronie Anatolija Sobczaka, demokratycznego mera Petersburga. To tam, według oficjalnej biografii, poznał Władimira Putina, ówczesnego urzędnika administracji Sobczaka. Razem trenowali dżudo. Zaledwie dwa lata młodszy Zołotow imponował Putinowi na tatami (macie do dżudo). I tak jak Putina, ciągnęło go do pieniędzy.

Zołotow był zawsze dyskretnym cieniem Władimira Putina. Źródło: besttoday.ru

We wczorajszym wideo wystąpieniu Zołotow na zarzuty Nawalnego, że ma pokaźny majątek, odparł: „Tak, rzeczywiście nie jestem biedny, ale całe życie na to pracowałem w armii, w fabryce i biznesem się zajmowałem”.

W latach 90. Ochroniarz Putina zajmował się bardzo specyficznym biznesem. Razem z Romanem Cepowem założył firmę ochroniarską „Bałtik Escort” i pracował dla najważniejszych petersburskich biznesmenów. Wówczas granice między biznesem, a światem zorganizowanej przestępczości były nieokreślone. Organizował ochronę ludzi, których zaliczano do tzw. mafii tambowskiej. Cepow pozostał w prywatnym biznesie ochroniarskim, ale w 2004 r. umarł w dziwnych okolicznościach. Dziennikarze radia Swoboda odkryli, że umierał w podobny sposób, jak otruty polonem w Londynie Aleksander Litwinienko.

Zołotow porzucił biznes, kiedy jego przyjaciel, Władimir Putin został prezydentem. Putin ściągnął dawnego druha do Moskwy i uczynił go szefem swojej osobistej ochrony, oraz awansował z pułkownika na generała.

– To jedna z bardziej spektakularnych karier ludzi z Petersburga, których Putin ściągnął do stolicy – mówi w rozmowie z Bielsatem Michaił Fiszman, publicysta telewizji Dożd i dodaje – Prezydent trzyma ludzi, którzy wiedzą wiele o historiach z lat 90. w kręgu najbliższego zaufania i w ten sposób pilnuje, by sprawy z przeszłości nie wyszły na jaw.

Na Kremlu Zołotow popadał w konflikty z innymi, ważnymi „siłowikami” z najbliższego kręgu zaufania Putina. Choć kiedyś przyjaźnił się np. z Igorem Sieczinem, obecnym prezesem koncernu naftowego Rosnieft, dziś konkurują ze sobą o wpływy na Kremlu. Zołotowa nie darzy sympatią Nikołaj Patruszew, szef Rady Bezpieczeństwa.

– Od lat mówiło się, że wywodzący się z wywiadu „intelektualiści” mieli Zołotowa za niezbyt rozgarniętego osiłka, a ten miał ambicje, by być kimś więcej niż szefem ochrony – mówi Michaił Fiszman.

Dlatego zapewne cztery lata temu Putin uczynił go szefem jeszcze większej ochrony. Najpierw dał mu dowództwo nad wojskami wewnętrznymi, a potem stworzył na ich bazie „armię w armii”, czyli Rosyjską Gwardię.

Pretorianie

Gwardia nie powstała wyłącznie na bazie wojsk wewnętrznych. W jedną, wielką strukturę zlano: wojska wewnętrzne, OMON (oddziały specjalne policji, służące m.in. do rozbijania demonstracji, ale i posiadające jednostki bojowe), SOBR (policyjni antyterroryści), podległe MSW firmy ochroniarskie i różne jednostki specjalne. Powstała armia licząca 340 tys. żołnierzy. Jest czymś pośrednim między lekką piechotą a siłami policyjnymi. Ma własne lotnictwo transportowe, transportery opancerzone i potężny park samochodowy.

Media okrzyknęły ich „pretorianami” Putina. Bo według ustawy mają pilnować porządku konstytucyjnego w kraju. Mówiąc wprost – nie dopuścić do przewrotu, albo rewolucji. W końcu Gwardia powstawała bezpośrednio po rewolucji na Ukrainie.

W strukturach Rosyjskiej Gwardii działają liczne jednostki o profilu wojsk specjalnych i sił antyterrorystycznych. Źródło: in-voskresensk.ru

Czytajcie więcej:

Zołotow wreszcie dostał odpowiednie stanowisko. Został wiceminstrem spraw wewnętrznych i szefem Rosyjskiej Gwardii. Teraz to on odpowiada za rozbijanie demonstracji opozycji. Do zadania zabrał się sumiennie. Tym bardziej, że ma osobistą urazę do Nawalnego. Lider opozycji już dwa lata temu opublikował listę nieruchomości i majątku rodziny generała. Okazało się, że Zołotowowie mają m.in. działkę w podmoskiewskiej dolinie bogaczy – Barwiszach i dom w równie prestiżowym kurorcie w Gelendżyku na Kaukazie. O wartości (wówczas) 6 mln. dolarów. Należą do nich cztery mieszkania o powierzchni ponad 1000 metrów, pięć domów (2500 m kw.).

Portal RBK podsumował wówczas, że rodzina generała ma majątek wart 630 mln. rubli (ok. 10 mln. USD). Tymczasem w deklaracji majątkowej Zołotowa znalazła się tylko część tych dóbr. To właśnie z tego w arogancki sposób tłumaczył się generał w swoim wideo-wystąpieniu, mówiąc, że dorobił się, a w ZSRR był komunistycznym przodownikiem pracy, więc dzisiaj go stać. Niedawno Nawalny zaatakował Zołotowa po raz drugi. Ujawnił aferę związaną z zakupami produktów dla Rosyjskiej Gwardii. M.in. taniego soku po zawyżonych cenach.

– Te oskarżenia zabolały, skoro Zołotow zdecydował się wyjść z cienia, zrobić show na youtube i wziąć na siebie osobistą odpowiedzialność z walkę z opluwającymi ojczyznę opozycjonistami – mówi Michaił Fiszman.

Generał porównał Nawalnego do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. Czyli wg. propagandy wroga numer jeden. I powiedział, że opozycja chce zrobić w Rosji majdan za amerykańskie pieniądze. A takie oskarżenia w ustach człowieka dowodzącego armią zaprawionych w bojach z buntownikami pretorian, to nie przelewki.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Manewry Wostok 2018 są jak rosyjski mundial. Mają sprawić, że światu opadnie szczęka z wrażenia

Zobacz też
Komentarze