Na Litwie uruchomiono satyryczne show, gdzie przedmiotem żartów jest Rosja i Białoruś

video

Program nosi nazwę „Dierżities’ tam” i jest poświęcony obszarowi postradzieckiemu. Przede wszystkim Rosji, ale dostaje się też Białorusi. Biełsat odwiedził jego autorów w ich wileńskim studiu.

Niezbyt poważnie o bardzo poważnym. Właśnie tak można efektywnie sprzeciwiać się informacyjnej agresji ze strony Moskwy. Twórcy nowego satyrycznego show z nadbałtyckim akcentem są o tym przekonani. Litewski program jest rosyjskojęzyczną wersją show, ukazującego się po litewsku.

Program nazywa się „Dierżities” tam”, a jego tytuł nawiązuje do słynnej kwestii rosyjskiego premiera Dmitrija Miedwiediewa, który wyznał swego czasu, że rząd nie ma pieniędzy dla emerytów, ale życzył im za to dobrego zdrowia i kazał się trzymać.

Żartownisie z Wilna nie ograniczają się w swojej tematyce tylko do Rosji.

„Dzień dobry, drodzy przyjaciele i uczestnicy regionalnych mistrzostw w wyłapywaniu manifestantów! W ostatni weekend marca rywalizowały w nich dwie reprezentacje: rosyjskiego i białoruskiego OMON-u. Pod względem ilości zatrzymanych zwyciężyła Moskwa. Rosja! Rosja!!! Ale poczekajcie, jeżeli liczyć procentowo, to wówczas oczywiście zwycięstwo należy do Mińska. Białoruś! Białoruś!!!” – ironizuje prowadzący program, Andrius Tapinas.

Właśnie od tego żartu zaczyna się trzecie wydanie „Dierżities’ tam”, które można już było obejrzeć w Internecie i w jednej z telewizji kablowych. W zespole programu, oprócz Litwinów i Rosjan są też Białorusini. Dlatego przymykać oczu na wydarzenia w naszym kraju nikt nie ma tu zamiaru.

„Nam – i jako dziennikarze i jako ludzie, którzy wierzą w wartości demokratyczne – trudno jest patrzeć na to, co dzieje się na ulicach Mińska, np. 25 marca. Nie tak wyobrażamy sobie Dzień Wolności” – wyjaśnia Andrius Tapinas.

Mimo młodego wieku program, który rozpoczynał się z budżetem wynoszącym „zero”, działa dziś wyłącznie dzięki wkładowi własnemu i aktywności widzów. Ostatnie jego dwa wydania tylko w serwisie Youtube obejrzano 150 tys. razy.

I to mimo że strona rosyjska zazwyczaj nerwowo reaguje na wszelkie objawy krytyki ze strony Zachodu. Ale autorzy „Dierżities’ tam”, których niektórzy komentatorzy już nazwali „złośliwymi klaunami”, tylko wzruszają ramionami. Mówią, że nikogo nie zamierzali obrazić…

Walery Rusielik, Biełsat

Zobacz też
Komentarze