Na łeb, na szyję: waluty Rosji i Białorusi gwałtownie tracą na wartości

video

Największy jednodniowy spadek kursu białoruskiego rubla od czasu noworocznej dewaluacji sprzed roku. W czwartek dolar podrożał o ponad 1100 rubli.

„Doprowadzili kraj do takiego stanu, że nic nie może się uspokoić” – podkreśla poproszony przez nas o komentarz mieszkaniec Mińska.

A komentator polityczny Wiktar Maliszeuski przypomina w swoim blogu, że tylko w ciągu 102 dni, które upłynęły od ubiegłorocznych wyborów prezydenckich, białoruska waluta straciła jedną czwartą swojej wartości. A w ciągu ostatnich 13 miesięcy osłabła o 50 proc..

„Wydaje mi się, że trzeba przeprowadzić jakieś reformy gospodarcze, a nie trwonić zapasy walutowe na powstrzymanie kryzysu” – uważa Maliszeuski.

Z podobnymi problemami zetknęły się też inne autokratyczne reżimy na obszarze postsowieckim. Przede wszystkim te, których gospodarka jest całkowicie oparta na cenach ropy naftowej. W Kazachstanie, gdzie waluta w ciągu roku też straciła połowę wartości, odbywają się akcje protestu z żądaniem przed dewaluacją ludzi, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych. Od kilku tygodni nie cichną wywołane krachem manata i wzrostem cen protesty społeczne w Azerbejdżanie.

Na rosyjskiej giełdzie walutowej kurs dolara przekroczył w czwartek 84 ruble. W przededniu w Moskwie odbyły się od razu dwa protesty kredytowiczów. W związku z dewaluacją miesięczne raty kredytów walutowych przewyższają już ich miesięczne zarobki.

Jednak tłumaczenie załamania kursu białoruskiej waluty tylko krachem rosyjskiej oraz spadkiem ceny ropy naftowej jest nie na miejscu. Białoruski rubel osłabł o 2 proc. jeszcze przed załamaniem się kursu rosyjskiego.

Ekonomista Leu Marholin wiąże to m.in. z tym, że pod koniec ub. roku Bank Narodowy znowu zaczął drukować pieniądze, aby pomóc niewydajnym przedsiębiorstwom państwowym. W grudniu masa pieniężna zwiększyła się o prawie 1,5 proc., dlatego analitycy widzą potencjał dla dalszej dewaluacji.

Przeciwko takiemu wsparciu opowiada się też część mieszkańców Mińska, których zapytaliśmy o to w ulicznym sondażu.

„Uważam, że finansowanie stratnych przedsiębiorstw jest niesłuszne. Oznacza to, że płacimy podatki na finansowanie z założenia stratnych przedsiębiorstw” – podkreśla jedna z kobiet.

Dzień wcześniej Bank Narodowy oraz Rada Ministrów ogłosiły plan działań mających przezwyciężyć obecny kryzys. Były przewodniczący Banku Narodowego Stanisłau Bahdankiewicz uważa jednak, że jest on kosmetyczny i skierowany na imitację reform – na potrzeby zagranicznych kredytorów, a nie na zwiększenie konkurencyjności krajowej gospodarki.

Stanisłau Iwaszkiewicz, Biełsat

Zobacz też
Komentarze