Miało go nie być, a jest: Rosjanie uwierzyli w kryzys


Osiedlowe ogródki warzywne, czy domowe bimbrownie? Rządowe i ludowe metody na przetrwanie w trudnych czasach.

On jest!

 „Gospodarka Rosji jest pogrążona w „prawdziwym kryzysie”, a tempo kurczenia się gospodarki będzie rosnąć – ostrzegł w tym tygodniu na posiedzeniu Rady Federacji Aleksiej Kudrin, były minister finansów, a obecnie przewodniczący Komitetu Inicjatyw Obywatelskich. – Ale myślę, że spadek będzie większy – ok. 4 proc.”

Jako przyczyny tego stanu rzeczy otwarcie wymienił: spadek cen cen ropy na rynkach światowych, konflikt na Ukrainie oraz wprowadzenie przez UE, USA i inne państwa sankcji gospodarczych przeciwko Rosji.

„Myślę, że ten konflikt i sankcje zabierają z naszego wzrostu do 1,5 proc. PKB” – dzielił się ocenami Kudrin.

A przecież pół roku temu żadnego kryzysu jeszcze nie było. Oficjalnie. Na podobnej zasadzie, jak nie było rosyjskich wojsk na Krymie i w Donbasie. – Kryzys zapewne jest, ale zabraniamy wymawiania tego słowa – słynna fraza gubernatora z Kaługi chyba najlepiej opisuje ten schemat.

Sytuacja zmieniła się, gdy tabu przełamał prezydent Putin. Pod koniec stycznia użył złowieszczego słowa dwukrotnie podczas jednej narady. Chociaż winę za to, że termin ten powrócił do oficjalnego leksykonu, zwalił na innych:

– Przechodziliśmy to w latach 2008 i 2009. Wówczas kryzys również przyszedł do Rosji z zewnątrz. Zaczął się on od tego, że w USA nastąpił krach systemu hipotecznego. Ale obecnie przyczyną kryzysu w Rosji jest sytuacja na rynku światowym. Przede wszystkim surowcowym – uświadamiał ministrów.

2015 jak 1915?

A kiedy istnienie kryzysu uznano, coraz śmielej o negatywne tendencje w gospodarce zaczęli pytać socjolodzy. I już wiosną wyjaśnili, że skutki kryzysu zdążyło odczuć aż 70 proc. obywateli. Jak? 34 proc. respondentów przyznało, że zwiększył się koszt wydatków w domowym budżecie, zaś 15 proc., że ktoś z członków ich rodziny zarabia teraz mniej lub w ogóle stracił pracę. I właśnie tak – czyli jako inflację, bezrobocie i redukcję zatrudnienia oraz obniżenie się stopy życiowej – widzą kryzys Rosjanie.

Również ci, którzy na co dzień pracują z pieniędzmi. Z przejawami kryzysu zetknęło 80% rosyjskich przedsiębiorców. Nie zauważyło go – 16 proc. z nich. To wyniki majowego sondażu opinii publicznej, przeprowadzonego przez Fundację „Obszczestwiennoje Mnienije”.

„Sto lat temu, kiedy zaczynała się I wojna światowa. Rosja miała te same odczucia. Pierwszego roku był masowy zachwyt, że car-batiuszka wyzwolił bratni naród serbski, pokazał kaiserowi jego miejsce itd. Po dwóch latach, pod koniec 1916, kiedy był gwałtowny skok inflacji, ze sklepów znika cukier. Nie chleb, lecz cukier – ulubiony artykuł, bo do tego wszystkiego wprowadzono jeszcze prohibicję – przypominał politolog Dmitrij Orieszkin. – I już w 1916, nie mówiąc o 1917, popularność gwałtownie spada. Toczą się rozmowy o zdradzie itd., itp.”

Patriotyczne wychowanie i tanie pogrzeby

I dzisiejsze władze najwidoczniej to zrozumiały. Na zlecenie Kremla za 2 mld rubli jest już wdrażany program wychowania patriotycznego młodzieży. Wśród jego konkretnych zadań wymieniono m.in. „zaszczepienie obywatelom poczucia dumy oraz głębokiego szacunku do najwyższych instytucji państwowych, a przede wszystkim – do prezydenta”.

Ale o gospodarce również nie zapomniano. We wszystkich regionach rząd powołał specjalne komisje, które zobowiązano do sporządzenia specjalnych planów. Też antykryzysowych.

Autorom niektórych pomysłów oszczędnościowych trudno odmówić kreatywności. W Czuwaszii postawiono na antykryzysową pomoc psychologiczną, w Tuwie – ubogim rodzinom planuje się rozdawać sadzeniaki ziemniaka, a w Buriacji obiecano nie dopuścić do „bezpodstawnego wzrostu cen na usługi pogrzebowe”.

Przyblokowe działki zamiast zakupów w Polsce

Mieszkańcy miast w obwodzie kaliningradzkim mieliby zaś uprawiać działki na zaoranych dla nich polach. Sadzić tam i uprawiać, co dusza zapragnie. Z ideą „ogródków społecznych” – oprócz planów subsydiowania lokalnych producentów – wystąpił sam gubernator. Wskutek rosyjskiego embarga import polskich warzyw i owoców oraz zakupy w nadgranicznych sklepach przeszły do historii, a miejscowe przedsiębiorstwa rolne same rodaków nie wyżywią.

„Z powodu warunków klimatycznych obwód kaliningradzki, podobnie jak większość podmiotów Federacji Rosyjskiej, nie może zapewnić mieszkańcom pełnego asortymentu owoców i warzyw” – przyznaje lokalne ministerstwo rolnictwa.

Produkcja własna zabezpiecza konsumentów w 100 proc. tylko ziemniakami.

Samogonowy plan oszczędnościowy

Jeżeli tak jak w 1916 nie zabraknie cukru, to chociaż samogon będzie z czego pędzić. I to wcale nie ironia. Ostatnim i równie przekonującym dowodem na kryzys niż statystyki ekonomistów, jest reakcja szerokich mas ludowych na sytuację w kraju. Jak na trudne i niepewne czasy przystało, Rosjanie znów na potęgę pędzą bimber.

Gazeta „Izwiestia” sprawdziła to w czelabińskiej fabryce AGD, produkującej m.in. „samogonne aparaty” do domowego użytku. I jak się wyjaśniło, w ciągu ostatniego roku popyt na nie zwiekszył się aż o 300 procent! Okres prosperity przeżywają też sklepy handlujące destylatorami. Sprzedaż „aparatury” wzrosła w ostatnich miesiącach nawet o połowę.

„Kryzys – mówią krótko eksperci. – Klienci chcą zaoszczędzić na zakupach wódki, która nie tylko podrożała lecz pogorszyła się też jej jakość.”

A jak zrobić tanio i dobrze, Rosjan nie trzeba uczyć:

„Potrzebujemy 2-3 kg cukru. To 150 – 200 rubli. Wychodzą trzy litry. A w sklepie pół litra porządnej wódki kosztuje około 350 rubli, trzy litry wyniosą więc 2100 rubli” – policzył szybko Władimir spod Moskwy.

A dla tych, co chcą, ale nie potrafią, też wymyślono rozwiązanie. W kilku rosyjskich miastach – np. w Nowosybirsku – otwarto już specjalistyczne kursy pędzenia samogonu najwyższej jakości.

Cezary Goliński,belsat.eu/pl (na podst. lenta.ru, izvestia.ru, tvrain.ru, openrussia.org, klops.ru)

Zobacz też
Komentarze