Luksusowe życie Kurmanbeka Bakijewa na Białorusi

video

Obalony prezydent Kirgistanu opowiedział jak mu się żyje w gościnie u Alaksandra Łukaszenki.

Doszedł do władzy na fali Rewolucji Tulipanów, utracił ją po pięciu latach, podczas Rewolucji Dyń. Obalony prezydent Kirgistanu, którego gościnnie przyjął białoruski przywódca, w pierwszych miesiącach pobytu na Białorusi pojawiał się regularnie. W ostatnich latach też było do niego wiele pytań, ale wtedy zamilkł. I dopiero teraz przerwał milczenie udzielając wywiadu Radiu Svaboda.

„Należę do tej kategorii, która mniej mówi, a więcej robi” – skromnie wyjaśnił Bakijew.

A właśnie to co robi, gdzie mieszka i jak spędza czas na Białorusi były prezydent Kirgistanu, ciekawi opinię publiczną w obu krajach.

„Praca jest taka: jako konsultanta wykorzystują mnie moi byli partnerzy. Taka to praca. Nie jestem zbyt przeciążony pracą, bardziej zajmuję się dziećmi i wnukami” – opowiada były prezydent. – Dali nam działkę – 1,5 tys. metrów kwadratowych. Już od pięciu lat budujemy tam dom. Mamy nadzieję, że wiosną skończymy remont i się wprowadzimy”.

Działka w najbardziej prestiżowym punkcie stolicy, oryginalny budynek z charakterystycznymi zdobieniami, dodatkowe zabudowania na działce… Agenci nieruchomości szacują taką inwestycję na dwa miliony dolarów.

Co to może być – prezent od białoruskich władz, czy rodzinne gniazdko zbudowany z oszczędności Bakijewa przeznaczonych na „czarną godzinę”?

„Myślę, że Białoruś wzbogaciła się o wcale nie biednego mieszkańca. Ale główny kapitał należy teraz do Maksima – syna Kurmanbeka Bakijewa. Jednak należy rozumieć, że wzbogacił się on wyłącznie dzięki temu, że jego ojciec był w Kirgistanie prezydentem” – tłumaczy nasz ekspert, Ihar Winiauski.

Maksim Bakijew mieszka w Londynie, w domu wartym 3,5 mln funtów. Jego ojciec wraz z drugą żoną i dwojgiem dzieci nie afiszował się z takimi pieniędzmi, a przez wszystkie 7 lat życia na Białorusi znajdował się pod opiekuńczym skrzydłem Alaksandra Łukaszenki.

„Teraz mieszkamy w Drozdach (dzielnica rządowa w Mińsku – od red.), płacimy czynsz, za wodę i prąd. Nie wisimy na szyi u państwa białoruskiego. Nie płacimy też za „nieróbstwo”, bo żona pracuje” – podkreśla Bakijew.

Młodsza od niego o 30 lat Nazgul Tołmuszewa została dyrektorem hotelu „Mińsk”, który należy do wydziału gospodarczego administracji prezydenta Łukaszenki. Skoro jednak mąż nie ma oficjalnego zatrudnienia i w ogóle nie musi pracować, aby utrzymać rodzinę, to po co ma to robić matka dwójki dzieci w wieku szkolnym?

„Po prostu nie czuje się pewnie na Białorusi. To reżim, który nie może zapewnić stabilności w długoterminowej perspektywie. Widocznie musi coś robić, żeby czuć się niezależnym człowiekiem, aby zapewnić utrzymanie sobie i swojej rodzinie” – uważa Ihar Winiauski.

Ale czy można gdziekolwiek i kiedykolwiek poczuć się spokojnie rodzina, na której spoczywa odpowiedzialność za śmierć niemal stu osób?

Wolha Staraścina, Biełsat

Zdj.Vladimir Nikolsky/Reuters/Forum

Zobacz też
Komentarze