Łukaszenka sobie zażyczył – ropę odnaleziono. Pytanie, ile jej jest?


Ropę i gaz białoruscy geolodzy odkrywają zawsze, gdy zażąda tego od nich prezydent, potem jednak sprawa przycicha. I tak do następnego razu…

Dałem wam deszcz, dajcie mi ropę

– Prosiliście o deszcz, zesłałem wam deszcz – komentował pewnego upalnego lata Aleksander Łukaszenka nieoczekiwaną zmianę pogody, kiedy dyrektorzy sowchozów i przewodniczący kołchozów narzekali na suszę mogącą pogrzebać plany na obfite plony. Teraz sytuacja jakby się odwróciła: prezydent prosił o ropę naftową i ropa się znalazła.

Prosił o nią – ba, domagał się jej – zresztą nie pierwszy raz. Tak swoje oczekiwania wyrażał w roku 2011, podczas orędzia do narodu i parlamentu:

„Podejrzewam, że my nie to, że mało wiemy o tym, co jest tam, chociaż coś tam wiemy. Podejrzewam, że mało się staramy, aby popatrzeć, co tam jest. Wydaje mi się, że mimo wszystko ropa gdzieś u nas jest. Ale jeśli jest gdzieś ropa, to wydaje mi się, że nie może być tak, żeby gdzieś nie wystrzelił gaz. Mam nadzieję… I wiadomo, że tarmoszę w ostatnich latach wszystkich specjalistów, żeby popatrzyli co mamy. No i wzięliśmy uczonego premiera, akademika wzięliśmy do rządu… Nie może tak być, żeby człowiek szukał i nie znalazł. Coś znajdziemy” – obiecywał Łukaszenka.

 

Inna sprawa, że naukowcy mieli co do tego poważne wątpliwości. Jeszcze wiosną następnego roku szef laboratorium Instytutu Korzystania z Zasobów Naturalnych Narodowej Akademii Nauk Anatol Kudelski zapewniał na konferencji prasowej w Mińsku: „Nie mamy nadziei ani na duże złoża ropy, ani gazu”.

Szukajcie, a(ż) znajdziecie

Tak uważał doktor nauk geologicznych i mineralogicznych. Ale widocznie kto szuka, ten znajdzie… Wkrótce w państwowych mediach zaczęły pojawiać się radosne doniesienia. Jeszcze w tym samym roku specjaliści z przedsiębiorstwa Biełgeologia odkryli nowe złoże ropy w rejonie Kastrycznickim obwodu homelskiego. Złoże niezbyt bogate, bo przynoszące tylko 5 metrów sześciennych surowca na dobę, ale zawsze coś. Potem jednak odkryto jeszcze trzy – jedno nieopodal tego pierwszego, a także pod Swietłogorskiem i w okolicach Kalinkowicz.

Jeszcze lepsze wiadomości przyniósł rok następny:

„Geolodzy zapewniają, że na Białorusi opłaca się wydobywać ropę naftową nawet z odwiertów o głebokości ponad 5 km. Za perspektywiczne specjaliści uznają cztery nowe odwierty w obwodzie homelskim i mohylewskim – informowała w październiku 2012 telewizja STV. – Te próbki otrzymano przy wierceniu szybu „Nowo-Berezinskaja 46”, na granicy rejonu żłobińskiego i swietłogorskiego. Wg wstępnych danych grubość warstwy roponośnej jest nie mniejsza niż 80 metrów. Szyb daje już dzienny urobek – do 35 metrów sześciennych na dobę”.

Reportaż o wydobyciu ropy: 17’00” wydania wiadomości 

 

W roku 2013 pokłady ropy naftowej odkryto pod Chojnikami, a w 2014 – zaczęto wydobywać ją z łupków. 20 ton dziennie, całe zapasy oszacowano na 700 tys. ton. To jednak zaledwie 3 proc. tego, co Białoruś musi rocznie importować z Rosji. Niezależnie od ilości doniesień o odkryciu nowych złóż faktycznie nie zmienia się też poziom ogólnego wydobycia. Wynosi on ok. 1,6 mln ton rocznie i zabezpiecza ok. 10 proc. krajowych potrzeb. Aleksander Łukaszenka każe więc szukać dalej.

Czy to może być to złoże?

„Po prostu nie wierzę, że nie mamy dużych złóż ropy i gazu – przekonywał pod koniec lipca tego roku Łukaszenka Andreja Kautuchę, ministra zasobów naturalnych i ochrony środowiska. – Na podobnych terenach w Rosji i w innych krajach wydobywa się niemało ropy i gazu oraz metali szlachetnych – tego, co stanowi podstawę dobrobytu i stabilności gospodarki każdego kraju”.

Słowo „stabilność” padło tu nieprzypadkowo – jesienią wybory prezydenckie, a i tak kulejącą gospodarkę kraju teraz ciągnie teraz za sobą w przepaść nabierający zatrważającego tempa rosyjski kryzys. Jakiś sukces – jeśli już nawet nie ekonomiczny, to chociaż propagandowy byłby bardzo pożądany.

 

Cóż więc miał zrobić minister, którego prezydent mianował na to stanowisko zaledwie miesiąc wcześniej? Wykazać się i wywiązać… Ropę znaleziono już niecały miesiąc później. Tym razem to złoże Szaciłkowskie w od dawna penetrowanym przez geologów Zapadlisku Prypeckim. Minister Kautucha poinformował o nowym odkryciu wczoraj zapewniając, że „zapasy są duże”. Jak duże?

„Proces wydobycia jest przewlekły, nie od razu będziemy wydobywać. Niewątpliwie te zapasy, które teraz badamy, w przyszłości będą przynosić większy dochód niż teraz” – odpowiada enigmatycznie szef resortu.

Jego ostrożności nie ma się co dziwić. Bo co zrobi, jeżeli uskrzydlony roponośnym sukcesem Łukaszenka przypomni sobie swoje słowa o metalach szlachetnych i każe przynieść geologom złoto, platynę i diamenty? A tak, za parę miesięcy odtrąbiona (i odhaczona) sprawa nowego złoża może przycichnie – jak wszystkie dotychczasowe. Do następnego razu…

cez, belsat.eu/pl

 
Zobacz też
Komentarze