Łukaszenka mści się na opozycjonistach i niezależnych obserwatorach

video

Wybory się skończyły, a razem z nimi „festiwal demokracji”. Zapowiedź zawieszenia sankcji UE i lojalność europejskich urzędników wobec reżimu Łukaszenki wręcz rozwiązała władzom ręce. Najaktywniejszymi Białorusinami zainteresowały się organy karne.

Najaktywniejszych obywateli – jednego po drugim – wyszukuje milicja i wzywa na tzw. „rozmowy profilaktyczne”. Na komisariat trafił już jeden z uczestników akcji przeciwko sfałszowaniu wyborów, która 11 października odbyła się w centrum Mińska.

„Grozić nie grozili. Pytali, czy byłem, czy mówiłem coś przez megafon, czy udzielałem jakichś wywiadów. Odpowiedziałem: nie jestem mówcą, przemawiać nie umiem. Żebym umiał mówić,to bym wystąpił” – mówi uczestnik powyborczego zgromadzenia, działacz inicjatywy Europejska Białoruś Leanid Kułakou.

Milicjanci szukają też członków ruchu O Wolność, którzy zgłosili liczne skargi jako obserwatorzy na wyborach. Na celowniku są aktywiści ze Słucka i Mołodeczna. Funkcjonariusze kontaktowali się przez telefon z matką obserwatorki z Borysowa.

„Kiedy mama zapytała, dlaczego szukają jej córki, odpowiedzieli, że „muszą wyjaśnić jedną kwestię”. Jaką? Myślę, że to związane z tym, że byłam obserwatorką na wyborach i napisałam dość dużą ilość skarg w sprawie mających miejsce naruszeń” – opowiada Alena Hajduk z kampanii Prawo Wyboru.

Oprócz tego powyborczy Borysów wsławił się już gromką sprawą zwolnienia z pracy jednej z oberwatorek. Presja jest tam szczególnie mocna.

Dostało się też koordynatorowi ruchu O Wolność Jurasiowi Mielaszkiewiczowi. W czasie liczenia głosów wezwano do niego patrol milicji, który dosłownie wyniósł go z punktu wyborczego.

Wrzucanie głosów i nieustanne karuzele (grupy tych samych osób, głosujących w różnych lokalach wyborczych) – tak zapamiętają wybory-2015 niezależni obserwatorzy. Dla zwolenników bojkotu wyborów obyły się one bez zwykłej przemocy. Ale presja dopiero się zaczyna – uważają sami działacze.

Tacciana Ułasienka

Zobacz też
Komentarze