Jak walczą o przetrwanie bezrobotni na Białorusi?

video

Oficjalne statystyki przekonują, że na Białorusi nie ma pracy zaledwie 1 procent ludności w wieku produkcyjnym. W rzeczywistości – tylko na Mohylewszczyźnie i tylko w ciągu roku liczba bezrobotnych wzrosła dwukrotnie. Jak żyją, czy raczej starają się oni przeżyć?

Tłum ludzi przed pośredniakiem rano to dziś codzienność. Ostatnie dni prac sezonowych, kiedy zapchany autobus rozwozi do ziemniaków lub kapusty, albo do zbierania… kamieni. Za tydzień można dostać tam mniej więcej 700 tys. (ok 155 zł – belsat.eu).

„W kołchozie chociaż wziąć coś można, po cichu oczywiście – zdradza bezrobotna Alesia, – Chociaż tak można się wykarmić i wyżyć”.

Prace sezonowe to część obowiązków tych, którzy zarejestrowali się jako bezrobotni. Dla innych to dobry sposób, aby zarobić, kiedy nie ma innej pracy. A pracy brakuje naprawdę – przyznaje bezrobotny Artur:

„Nie ma jej z zasady. Dlatego, że w związku z ustawą o darmozjadach wszyscy urządzili się tymczasowo chociaż jako tragarze.”

Rynek pracy w obwodzie mohylewskim tradycyjnie zorientowany jest na robotników. Ale w sytuacji, kiedy taśmy produkcyjne działają nie na pełną parę, nie ma czemu się dziwić migracji w sferze pracy. Podczas przestojów w przedsiębiorstwach Mohylewszczyzny pracownikom płaci się nie więcej niż po 2 mln rubli (ok 440 zł – belsat.eu). To suma niższa nawet od płacy minimalnej.

„Ludzie sami się zwalniają. Wysyłają ich na swój koszt, pracują po 2 dni na tydzień, a co dostają pod koniec miesiąca? Sami się zwalniają, bo za takie pieniądze nikt nie chce pracować” – mówi kolejny bezrobotny, Wadzim.

Liczna bezrobotnych na Mohylewszczyźnie podwoiła się zaledwie w ciągu roku. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy po pomoc w znalezieniu pracy zwróciło się ponad 6 tys. osób. I ofert nie wystarcza dla wszystkich. Na 908 miejc pracy przypada 2200 zrejestrowanych bezrobotnych.
Maria Szapnickaja z urzędu pracy przyznaje, że sytuacja jest trudna, chociaż było już gorzej.

„Od początku roku troszeczkę się ustabilizowała”.

Jest oczywiste, że większość bezrobotnych szuka stałej pracy z dobrą pensją. Ale problem polega na tym, że najemca zazwyczaj chce pozyskać wysokowykwalifikowane kadry z doświadczeniem, ale płacić godnego wynagrodzenia nie jest gotowy.

„Obiecują dużo, ale kiedy przychodzisz i pytasz, to okazuje się, że dają częściami i wypłata się opóźnia” – tłumaczy bezrobotny Siarhiej.

W biurze pośrednictwa pracy ci, którzy jej szukają, są rejestrowani na określony czas. Jeżeli nie znajdą miejsca odpowiadającego ich oczekiwaniom, to są pozbawiani zasiłku i prawa powrotu do pośredniaka przez rok. A wtedy…

„Pod cerkwią stać, bo zimą nie będzie żadnej pracy!”

Wolha Saule, Biełsat

Zobacz też
Komentarze