Indywidualni przedsiębiorcy gotowi do wyjścia na akcje protestu

video

Puste bazary i stoiska zamknięte na klucz. W wielu białoruskich miastach handlowcy zawiesili działalność. Wyjątkiem nie jest też „Rynek Pierwszomajowy” w Swietłoogorsku, który wita klientów specjalnym obwieszczeniem.

Tłoczno za to jest na zebraniach przedsiębiorców. I bez tego gorącą atmosferę podgrzała jeszcze wczorajsza wypowiedź Aleksandra Łukaszenki, że „miodowe lata” biznesmenów już się skończyły.

„Dochodzą już przedsiębiorcy z innych miast. W tym z Reczycy, Kalinkowicz, ze Żłobina. I mówią – organizujmy wspólne działania. Myślę, że pierwszy krok to zjednoczenie wszystkich przedsiębiorców” – mówi Anatol Zmitrowicz z Rady Przedsiębiorców „Rynku Centralnego”.

Najważniejsze zadanie to odwołanie dekretu prezydenta, który przewiduje obowiązkową certyfikację towarów. Ale przedsiębiorcy jeszcze raz podkreślają, że nie mają nic przeciwko samemu dokumentowi.

„Motywujemy, dlaczego ten dekret jest dla nas niewykonalny, dla indywidualnych przedsiębiorców właśnie w tej chwili. Urzędnicy, władze muszą wiedzieć dlaczego dojrzewają nastroje protestacyjne” – wyjaśnia Iryna Sawaciejewa ze Swietłogorska.

Przedstawiciele małego biznesu tym razem są zjednoczeni jak nigdy. W pracy pojawiły się zaledwie jednostki, a protestować są gotowi nawet ci, których dokument bezpośrednio nie dotyczy.

„Mój towar nie podlega certyfikacji, ale popieram wszystkich. Jeżeli teraz nie wypowiemy się, że możemy, to będzie tylko gorzej i gorzej” – zapewnia Wasil Trubczyk.

Podobne zebrania i podobne nastroje widać wszędzie. Chociaż zjednoczenie „Perspektywa” wzywało, aby nie podejmować żadnych decyzji do czasu przeprowadzenia Forum Przedsiębiorców, które odbędzie się 25 stycznia. Jednak nie wszystkim takie oczekiwanie się podoba.

„Na nasze zebranie próbował przyjść przedstawiciel „Perspektywy”. I powiedzieliśmy mu: jeżeli będziesz mówił o tym, że wyjdziemy na ulice 18., to cię posłuchamy. Wystarczy zbijania nas z pantałyku swoim wyczekiwaniem” – opowiada Iryna Jaskiewicz.

Gotowość do protestu ulicznego wyraża coraz więcej przedstawicieli małego biznesu. Takiej możliwości nie wykluczono też w Soligorsku.

„Doświadczeń jest pod dostatkiem. Rok 2002, 2005, 2007, 2008. Jesteśmy w ślepym zaułku, a ludzie muszą żyć. Teraz strach przed wyjściem na ulice jest znacznie mniejszy niż przed pozostaniem bez środków do życia”.

I doświadczeń naprawdę nie brakuje. Tak wyglądał protest przedsiębiorców w Mińsku, w 2008 roku. Wówczas lider „Perspektywy”, który teraz apeluje o wyczekanie, posługiwał się taką retoryką, jak teraz ci, którzy wzywają do wyjścia na ulice:

„Sytuacja jest taka: za plecami są nasze rodziny i nie mamy dokąd się wycofać. Bo to jest nasze życie. I właśnie życie przyprowadziło nas ten plac” – mówił wtedy Anatol Szumczanka.

I może przyprowadzi już w najbliższy poniedziałek. O 12.00 na Placu Niepodległości w Mińsku przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka zapowiedział akcję solidarności pod hasłem „Jestem indywidualnym przedsiębiorcą!”

Wolha Żarnasiek, belsat.eu

Czytajcie również >>> Drobni przedsiębiorcy nie otworzyli w nowym roku swoich stoisk

Zobacz też
Komentarze