„Hegemon”: Białoruś na celowniku gry wojennej


Jak obronić kraje bałtyckie i Polskę przed rosyjskim atakiem z terytorium Białorusi? Nad tym łamali głowy uczestnicy gry wojennej Hegemon – Baltic Compaign.

Tak nazywa się symulacja komputerowa współczesnego konfliktu zbrojnego, która po raz pierwszy została przeprowadzona w Warszawie. Została ona przygotowana wspólnie przez dwa think-tanki: polską Fundację im. Kazimierza Pułaskiego i amerykańską Potomac Foundation. Wyniki i wnioski są tajne i zostaną przekazane polskiemu i amerykańskiemu dowództwu.

Siarhiej Pielasa z Biełsatu był jedynym białoruskim dziennikarzem, który uczestniczył w prezentacji gry. Jaką rolę odegrali Białorusini? Co stanie się z Europą, jeśli Rosja odsunie Łukaszenkę od władzy?

Na satelitarnej mapie widać Białoruś i jej sąsiadów. Czerwone i niebieskie flagi, kwadraciki, skróty. Tak wygląda gra wojenna Hegemon. Przed monitorami siedzą natowscy wojskowi i eksperci do spraw obronności. Dowodzi amerykański generał w stanie spoczynku, gen. Philip Breedlove.

„W gry wojenne nie gra się po to, by wygrywać, ale po to, by się uczyć. I myślę, że dużo się tu nauczyliśmy” – mówi były głównodowodzący siłami NATO w Europie.

Od lewej: gen. Paul Tennant z Sojuszniczego Korpusu Szybkiego Reagowania (ARRC), gen. Philip Breedlove, Zbigniew Pisarski

W grze brał udział tylko jeden Białorusin – Arsen Siwicki, dyrektor Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej:

„Gra zademonstrowała zmianę stosunku do Białorusi. Zazwyczaj do Białorusi podchodzono jako do zależnego od Rosji satelity”.

Jednak Białoruś przyjęła inną niż Rosja pozycję wobec konfliktu na Ukrainie. Wcześniej nie uznała niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Nie zważając na naciski strony rosyjskiej, stara się prowadzić swoją politykę zagraniczną – powoli zmierza na zachód. Co nie podoba się Moskwie.

Czego Polacy i Amerykanie nauczyli się o Białorusi?

„Wiele nauczyłem się o Białorusi podczas tej gry wojennej. Mogę powiedzieć, że ten temat był dobrze omówiony – mówi generał  Breedlove. I dodaje: – Mieliśmy tu świetnego uczestnika, który rozmawiał z nami o tym, jak na Białoruś może wpłynąć taki scenariusz lub jak może stać się ona jego częścią”.

Mowa o scenariuszu gry, ale w rzeczywistości na Zachodzie zaczęto poważnie przygotowywać się do następującego rozwoju wydarzeń:

„Początkowo Kreml inspiruje przewrót na Białorusi, w wyniku którego Łukaszenka zostanie odsunięty od władzy. Rządzić zaczną siły całkowicie lojalne wobec Kremla, którymi kierować będzie jeden z generałów białoruskich specsłużb o prorosyjskiej orientacji politycznej” – opowiada Arsen Siwicki.

Stronnik Moskwy zaprasza rosyjskie wojska. Kreml zaczyna wykorzystywać Białoruś jako bazę do aktów hybrydowych przeciwko Polsce i krajom bałtyckim. Potem przechodzi do gróźb militarnych. Następnie wg scenariusza gry, strona niebieska – NATO – wykonuje artykuł 5. i przystępuje do konfliktu zbrojnego ze stroną czerwoną, czyli z Rosją. Zaczynają się działania bojowe.

Na ekranie gry „Hegemon”

Kto wygrał – nie wiadomo. Oficjalnych wniosków organizatorzy nie ogłosili. Nieoficjalnie wiadomo, że według scenariusza Rosjanie mieli wprowadzić na teren Białorusi taktyczną broń jądrową.

Gen. Philip Breedlove, były głównodowodzący siłami NATO w Europie:

„Mamy grę wojenną, stworzoną nie po to, by dać nam konkretne wnioski. Ale ustanawia ona granice, w jakich musimy pozostać, myśląc o naszych siłach, naszej gotowości, naszej technice i o tym, w jakim stopniu jesteśmy przygotowani do dowolnego zdarzenia w tej części globu.”

A NATO przygotowuje się bardzo aktywnie. W odpowiedzi na agresywne postępowanie Rosji wobec Ukrainy, w Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii do maja lokować się będą międzynarodowe bataliony NATO. Łącznie około 4 000 żołnierzy. Wszystko to niedaleko białoruskiej granicy.

Arsen Siwicki, dyrektor Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej:

„Te bataliony nie tworzą dla Białorusi żadnego zagrożenia, a tym bardziej dla Rosji.”

Dla Białorusi nie jest też zagrożeniem amerykańska brygada pancerna (ABCT). Trzy i pół tysiąca żołnierzy, wraz z czołgami i innym sprzętem, jest już w Polsce. W lutym dołączy do nich brygada śmigłowców. Siły amerykańskie będą podzielone i rozrzucone od Bułgarii do Estonii. Nie stwarza to zagrożenia ani dla Białorusi, ani dla Rosji, bo siły te są nieporównywalne z rosyjskimi.

Jedynym zagrożeniem jest to, że NATO może wywołać niewłaściwą reakcję Kremla, która wpłynie bezpośrednio na sytuację Białorusi.

Ale pozostało wiele pytań. Tak właśnie opracował Hegemona jego twórca dr. Phillip A. Petersen z fundacji Potomac. Jego wypowiedź cytował polski organizator gry Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

„Założeniem gry jest pozostawienie uczestników z wątpliwościami. Tak, by sami zadawali sobie pytania: co będę robił, jak będę to robił. Jak odpowiem na pytania, z jakimi spotkamy się podczas symulacji?”

Z takimi pytaniami spotkają się i Białorusini przed inną grą wojenną – ćwiczeniami Zachód-2017, które odbędą się we wrześniu. Warszawska gra ekspertów to nie tylko pytania, które pozostały po jej zakończeniu.

„To ostrzeżenie dla krajów regionu. Nie tylko NATO, ale także Białorusi i Ukrainy. Widzimy, że Federacja Rosyjska kontynuuje politykę agresji” – uważa Arsen Siwicki.

I na takiej polityce opierała się gra. Ale Zachód odpowiada na nią również konkretnymi działaniami. W poniedziałek rozpoczną się pierwsze ćwiczenia Polaków i Amerykanów w Żaganiu. Generał Breedlove wrócił do Stanów, by spotkać się w Kongresie z Departamentem Obrony. Tam może opowiedzieć, o czym dowiedział się w Warszawie o Białorusi. A gra toczy się dalej. Najważniejsze, by Białoruś była w niej nie statysta, a aktorem.

Siarhiej Pielasa, Praswiet

Zobacz też
Komentarze