Francuscy przyjaciele Putina


Sympatia dla rosyjskiej polityki  jednoczy francuską skrajną prawicę i lewicę. Ta pierwsza za swoje oddanie Putinowi może liczyć na konkretne wsparcie finansowe ze strony instytucji powiązanych z Kremlem.

„Trzeba będzie jakoś podziękować Francuzom za wypowiedzi chwalące aneksję Krymu”

26 maja w Moskwie odbyło się spotkanie Marine le Pen, szefowej francuskiej skrajnie prawicowej partii Front Narodowy, z przewodniczącym rosyjskiej Dumy Państwowej, Siergiejem Naryszkinem. Spotkanie jest kolejnym znakiem zbliżenia między rosyjską elitą rządzącą i rosnącym w siłę nacjonalistycznym ruchem. Wcześniej media informowały o tajemniczym kredycie w wysokości 9 mln euro, udzielonym Frontowi przez Rosję. W operacji pośredniczył Pierwszy Bank Czesko-Rosyjski, należący w 60 proc. do „Strojtransgaza”, spółki-córki Gazpromu. Marine le Pen broniła się twierdząc, że inne instytucje finansowe zwyczajnie odmówiły jej finansowania. Rzeczywistość wydaje się jednak być inna. Grupa hakerów „Anonymous International” zdobyła w marcu 2014 r. nagranie z rozmów Timura Prokopienko, zastępcy departamentu spraw wewnętrznych w administracji Prezydenta Rosji, w których polityk twierdzi, że

„trzeba będzie jakoś podziękować Francuzom za wypowiedzi chwalące aneksję Krymu”.

Kilka miesięcy później pieniądze zostały przelane.

Front Narodowy jedzie do Donbasu

Jednak francuscy narodowcy sami też nie próżnują i wykorzystują każdą okazję, by odwdzięczyć się swoim sojusznikom. Nie wystarczyło, że Marine le Pen w marcu zeszłego roku stwierdziła, że wyniki referendum o przyłączeniu Krymu do Rosji są „niepodważalne”, a jej ojciec, Jean-Marie le Pen, były przewodniczący partii, że Rosja „nie popełniła [w aneksji] żadnego błędu”: członkowie Frontu Narodowego postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Jean-Luc Schaffhauser, kandydat partii na mera Strasburga w zeszłorocznych wyborach samorządowych, jako jedyny Francuz należał w listopadzie 2014 r. do delegacji „europejskich obserwatorów” na wyborach w Donieckiej Republice Ludowej. Jego partyjny kolega, Aymeric Chauprade, deputowany do Parlamentu Europejskiego, też z chęcią dzieli się swoimi przemyśleniami na temat obecnej sytuacji. W wywiadzie dla telewizji Rossija 24, udzielonym w lutym tego roku, powtarza on najbardziej stereotypowe tezy rosyjskiej propagandy: sankcje są nieuzasadnione a większość jego kolegów eurodeputowanych jest na usługach Waszyngtonu.

Tradycja i postęp

Fakty te pokazują, że we Francji rośnie w siłę opcja polityczna w sprawach wschodnich bezpośrednio kierowana przez Kreml.  Koalicja ta jest na tyle kuriozalna, że zrzesza i prawą część francuskiej sceny politycznej i skrajną lewicę. Jedni widzą reżim putinowski jako próbę obrony tradycyjnych, chrześcijańskich wartości przed pełzającą amerykańską dominacją w Europie. Drudzy zaś widzą w Rosji spadkobierczynię ZSRR, wielkiego projektu zmiany na lepsze ludzkości, z porażką którego niektórzy francuscy komuniści nadal się nie pogodzili.

Wśród pierwszych można znaleźć takie osobistości jak deputowanego Zgromadzenia Narodowego, prezesa prawicowej partii „Wstawaj Francjo”, Nicolasa Dupont-Aignan. Występując 16 marca tego roku przed deputowanymi Dumy Państwowej, określił Unię Europejską jako organizację „ponadnarodową i antydemokratyczną”, w związku z czym wezwał do zbliżenia narodów Europy „od Atlantyku do Uralu”. Jednak i wśród przedstawicieli tak mainstreamowej partii jak UMP byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego znajdują się politycy wyraźnie prorosyjscy. Takim jest deputowany Thierry Mariani, wice-prezes fundacji Dialog Francusko-Rosyjski, której członkami są także na przykład były prezydent Francji Valery Giscard d’Estaing czy też poważana francuska historyk zajmująca się sprawami rosyjskimi Helene Carrere d’Encausse. Deputowany uważa na przykład, że „Francuzi są naiwni i za każdym razem wpadają w pułapkę USA, które przeforsowały w Europie korzystną dla siebie politykę sankcji”: tak wypowiedział się w wywiadzie dla prawicowego portalu Media-presse-info.

Rosja zła, ale NATO jeszcze gorsze

Partie skrajnej lewicy, tradycyjne ośrodki poparcia polityki Rosji, coraz bardziej opuszczają swoje dawne pozycje. Dzieje się to po prostu dlatego, że kraj ten już dawno porzucił obraz „przodownika postępu”, otwarcie brnąc w nacjonalizm, zrażając tym do siebie większość francuskich lewicowców. Tylko nieliczni jej przedstawiciele wypowiadają się z sympatią o Rosji Putina, zresztą dość paradoksalnie z podobnych pobudek, co prawicowcy. Przewodniczący Partii Lewicowej Jean-Luc Melenchon, kandydat na prezydenta Francji w 2012 r., wypowiadał się we wrześniu zeszłego roku na zebraniu Dialogu Francusko-Rosyjskiego. Uznał tam, że „Naród rosyjski nie może pozwolić na to, by Ameryka Północna i NATO się zadomowiło u jego granic”. Jednocześnie przyznał, że nie czuje „żadnej sympatii” do Władimira Putina. 

„Amerykańska marionetka”

Nad wszystkimi tymi wypowiedziami unosi się jednak podobny duch: pod pretekstem zgody między narodami politycy ci kompletnie zapominają o prawie mniejszych narodów do stanowienia o własnym losie; Ukraina pojawia się tu jedynie jako „amerykańska marionetka” albo „pradawna ziemia rosyjska”.

Z jednej strony mamy do czynienia z nostalgią i kompletnym brakiem rozumienia dla sytuacji na skrajnej lewicy i wśród polityków eurosceptycznych, którzy wydają się mieć własne, choć mocno wypaczone poglądy. Z drugiej jednak strony wypowiedzi polityków Frontu Narodowego wyglądają jak bezpośrednio wzięte z materiałów propagandowych telewizji rosyjskiej. A biorąc pod uwagę finansowanie tej partii przez Gazprom oraz jej rosnącą popularność, to właśnie jej działania wydają się być najbardziej niebezpieczne.

Karol Łuczka /Biełsat

www.belsat.eu/pl/

 

 

Zobacz też
Komentarze