Fikcyjny sojusznik fikcyjnej Polski. Krótki przewodnik po Wejsznorii


Zdj. Wikipedia

„Swoją popularność ten niewielki kraj zawdzięcza wojskowym sztabowcom, którzy wymyślili go na własne potrzeby. Ale przede wszystkim internautom, którzy nadali mu nowe życie”. Tak mógłby zaczynać się przewodnik turystyczny po Wejsznorii – niezwykłym państewku ze stolicą w położonym o 20 km od granicy z Polską Grodnie.

Położenie geograficzne i dane demograficzne

– Wejsznoria to państwo, które (…) graniczy z Białorusią. Wejsznoria zajmuje większą część obwodu grodzieńskiego oraz północnozachodnią część obwodu mińskiego i witebskiego. Granica Wejsznorii w znacznym stopniu przebiega zgodnie z granicą Polski i ZSRR w latach 1920-1939 – od kilku dni możemy przeczytać o tym państwie w Wikipedii.

Jeżeli zawartość strony akurat nie została zastąpiona inną treścią – a z dziwnych powodów dzieje się to regularnie – to dowiemy się też stamtąd, że powierzchnia kraju wynosi ponad 46 tys. kilometrów kwadratowych, jego stolicą jest Grodno, a liczba ludności wynosi prawie 1,5 mln. Mieszkańcy mówią po białorusku, rosyjsku, polsku, litewsku i hebrajsku (chociaż autorom artykułu zapewne chodziło o jidysz), a głównymi wyznaniami są: katolicyzm, prawosławie i judaizm.

Sama nazwa kraju pochodzi od litewskiego imienia Vaišnoras. Ma ono oznaczać człowieka gościnnego, witającego gości chlebem i solą.

Drugie źródło informacji o tym kraju to oficjalne dane Ministerstwa Obrony Białorusi:

– Umowne państwo Wejsznoria znajduje się w północno-zachodniej części rzeczywistego terytorium Republiki Białoruś – jasno określają sztabowcy.

Również demonstrowana przez nich mapa przedstawia kontury kraju dość precyzyjnie. Zajmuje on szeroki pas na zachodzie i północy Białorusi. Polak od razu zauważy przy tym, że w przybliżeniu to rzeczywiście obszar północnowschodnich ziem II Rzeczypospolitej, ciągnący się od Grodna przez południową Wileńszczyznę po granicę z Łotwą. Współcześnie nazywany jest on również tzw. „pasem katolickim”, który zamieszkują największe skupiska polskiej mniejszości narodowej.

Zdj. sputnik.by

Historia i sytuacja polityczna

„Kraj” ten ma wyjątkowo krótką, niemniej jednak bardzo burzliwą historię. Jego dzieje liczą niespełna… tydzień: białoruscy i rosyjscy wojskowi, czyli organizatorzy zaplanowanych na połowę września wspólnych ćwiczeń wojskowych Zapad-2017 oficjalnie ogłosili powstanie Wejsznorii w minioną środę.

Trudno więc powiedzieć, że wydarzenia związane z jej powstaniem spowija mrok dziejów, ale niewątpliwie są owiane wieloma tajemnicami. Nie wiadomo nawet dokładnie w jakich okolicznościach kraj, którego kontury wyrysowano na części obecnej Białorusi, zajął znaczną część jej terytorium.

Na to, że musiały to być wydarzenia dramatyczne wyraźnie wskazuje jednak dość jednoznacznie opisana legenda samych ćwiczeń. Zgodnie z nią miało dojść do próby destabilizacji sytuacji na Białorusi i wywołania konfliktu wewnątrz państwa związkowego [Białorusi i Rosji – od. belsat.eu]. I to właśnie przez siły Wejsznorii oraz graniczących z nią od zachodu Wesbarii i Lubenii.

Jak bowiem wyjaśnia białoruskie ministerstwo obrony, za podstawę tego scenariusza wzięto „jeden z podobnych wariantów powstania sytuacji kryzysowej i eskalacji konfliktu, związanych ze wzrostem aktywności działalności nielegalnych formacji zbrojnych, międzynarodowych organizacji separatystycznych i terrorystycznych, mających wsparcie z zewnątrz”.

– Przy tym skonfrontowane strony umownie znajdują się w obrębie granic Republiki Białoruś – podkreślają wyraźnie organizatorzy ćwiczeń.

I choć wprost tego nie mówią, wszystko wskazuje na to, że podstępni Wejsznorczycy przy pomocy wspierających ich sąsiadów z Zachodu dokonali próby utworzenia własnego państwa na zachodzie Białorusi. Działając przy tym dosłownie według schematu sprawdzonego w praktyce przez (już całkiem realnych) separatystów z Donbasu, którzy przy pomocy wspierających ich sąsiadów ze Wschodu proklamowali swoje quasipaństewka ze stolicami w Doniecku i Ługańsku. Tylko, że teraz sąsiedzi ze Wschodu podczas ćwiczeń na Białorusi mają… walczyć z takim scenariuszem, którzy sami realizowali na Ukrainie.

Kraje sąsiadujące i dojazd z zagranicy

Wspierające w tym konflikcie Wejsznorię umowne państwa, które graniczą z nią od zachodu też dość łatwo zidentyfikować. Bardziej na północ leży wyraźnie większa Wesbaria. Pod nią – mniejsza – Lubenia. Gdyby na mapie Sztabu Generalnego zamienić je miejscami, przypominałyby Litwę i Polskę jeszcze bardziej, a przebieg ich granic z Białorusią (w danym przypadku – z Wejsznorią) byłby prawie identyczny.

Z Polski (czy też lepiej trzymając się legendy ćwiczeń – z umownej Lubenii) do Wejsznorii jest więc bardzo blisko. Jednak ze względu na wymienione powyżej zaszłości historyczno-polityczne rzutujące na obecną sytuację polityczną wydaje się, że najpopularniejszym sposobem dojazdu na jej terytorium jest obecnie transport nie tyle kołowy, co gąsienicowy – na lubeńskich czołgach.

Połączenia lotnicze też raczej polegają na regularnych rajdach lotnictwa wojskowego sprzymierzonych sił Lubenii i Wesbarii nad terytorium sojusznika. Zapewne wchodzi też w grę przejazd przez granicę kolumnami konwojów humanitarnych lub wycieczki piesze – w składzie zbrojnych oddziałów „zielonych ludzików” w pozbawionych oznaczeń mundurach.

Struktury państwowe i organy władzy

Oficjalni przedstawiciele Wejsznorii zapowiadają jednak, że są nastawieni pokojowo do wszystkich sąsiadów.

– Wejsznoria to kraj bez Łukaszenki, bez rosyjskich wojsk, kraj przyjaźniący się z zachodnimi sąsiadami. Ale przy tym – nigdy nie będziemy bombardować Mińska – zapowiedział w oświadczeniu na Twitterze fikcyjny MSZ fikcyjnego państewka.

Uczestnikom ćwiczeń Zapad-2017, którzy poddadzą się wejsznorskiej armii, obiecano zaś dobre traktowanie w niewoli:

– Kto się podda, ten dostanie w wejsznorskim obozie konserwę mięsną, miód, chleb i słoninę. Nocami można smarować pastą jeńców w sąsiednich namiotach.

– I po co się pakowaliśmy do tej Wejsznorii? – pytają wzięci do niewoli żołnierze. Zdj. twitter.com

Okazało się bowiem, że internauci naprawdę błyskawicznie skorzystali z „prezentu”, zrobionego im przez białoruskich i rosyjskich wojskowych, którzy na potrzeby ćwiczeń wykroili z Białorusi jedną czwartą terytorium i stworzyli tam obce i skonfliktowane państwo. Wirtualny byt państwowy został zagospodarowany bardzo szybko.

Jako jedna z pierwszych struktur zaczęło działać właśnie wejsznorskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które wydało kilka „ważnych” komunikatów na koncie w Twitterze. Niestety wkrótce oficjalnie zaprzestało ono swojej działalności. Ale w Internecie wciąż aktywnie działają dziesiątki innych „oficjalnych placówek” Wejsznorii. Dzięki nim można np. złożyć wniosek o obywatelstwo tego kraju. Zrobiło to do tej pory prawie 5 tys. osób. Fikcyjne wzory paszportów już są gotowe. A w „realu” można już kupić prawdziwe wejsznorskie okładki na paszporty białoruskie.

Zdj. twitter.com

Flaga, godło i hymn

Są też pozostałe atrybuty państwowości. Natychmiast pojawiły się propozycje flagi i godła państwowego:

Nie zapomniano też o hymnie, a jeden z zaproponowanych jego wariantów brzmi dla polskiego ucha szczególnie znajomo. Zwłaszcza w przekładzie z rosyjskiego na polski, które to tłumaczenie tak naprawdę jest oryginałem słynnego utworu jednego z najsłynniejszych… Wejsznorczyków. A dokładniej – jego pastiszem :

„Wejsznorio! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie…”

– z taką propozycją wystąpił w Twitterze jeden z użytkowników.

Waluta narodowa i gospodarka kraju

Zadbano też o walutę narodową. Jest nią wejsznor (VSN). Jego aktualny kurs to 1 VSN = 5 USD.

Zdj. twitter.com

Silną walutę zapewnia stabilna gospodarka kraju. Opiera się ona na sprzedaży Białorusi energii elektrycznej pochodzącej ze znajdującej się na terytorium Wejsznorii (w rzeczywistości jeszcze budowanej) elektrowni atomowej w Ostrowcu. „Eksperci” od wejsznorskiej gospodarki podkreślają też dobrą kondycję rolnictwa – na Grodzieńszczyźnie plony tradycyjnie są obfitsze niż w centrum i na wschodzie Białorusi.

Ostrzeżenia dla turystów. I nie tylko dla turystów

Wszystko to jest bardzo zabawne i przypomina trochę internetowy szał, który w Polsce zapanował po „odkryciu” przez polskiego ministra spraw zagranicznych nieznanego dotąd państwa na mapie świata, z którym zapewne wkrótce również Wejsznoria nawiąże stosunki dyplomatyczne.

Różnica jednak jest i to poważna. San Escobar był zrodzonym w dość spontaniczny sposób egzotycznym, turystycznym rajem. Oprócz tego chociaż jego mieszkańcy kochają Polaków, a Polacy kochają ich, to kraj ten jest gdzieś bardzo daleko. W przeciwieństwie do Wejsznorii, związanej ze swoimi zachodnimi sąsiadami mentalnie, kulturowo, politycznie i militarnie.

Zdj. facebook.com

– (…) Wejsznoria z jej mityczną armią, godłem, flagą i groźbami pod adresem „sztabu” staje się obiektem westchnień i tęsknoty do normalnego, europejskiego państwa, gdzie obywatel nie jest dodatkiem do organów władzy, lecz pełnowartościowym podmiotem życia publicznego i może wpływać na swoje państwo – uważa pasujący jak ulał do wzorca Wejsznorczyka Andrzej Poczobut, grodzieński dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi.

Jego zdaniem Wejsznoria stała się swoistą intelektualną przystanią, wytchnieniem od trwającego przez dziesięciolecia stresu – na zasadzie, że „wszystko u nas mogłoby być normalne”. Ale jest też druga strona medalu:

– Na łatwość, z którą generałowie narysowali mapę, jednocząc region odróżniający się w kontekście etnicznym i religijnym i ogłaszając go wrogiem, odpowiedzią stała się łatwość, z którą internetowy lud włączył się do tej gry – ostrzega Poczobut.

I trudno z tym się nie zgodzić. Wykreowanie Wejsznorii i akceptacja tego bytu przez jakąś część białoruskiego społeczeństwa – nawet jako fikcyjnej ale atrakcyjnej alternatywy dla Białorusi – stała się się faktem. A w dobie toczącej się również w rzeczywistości wirtualnej wojny hybrydowej, zrodzona całkiem świadomie w głowach białoruskich i rosyjskich generałów taka właśnie Wejsznoria leży bardzo blisko Polski. Niebezpiecznie blisko.

cez/belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze