Dziennikarz Biełsatu sądzony za nalepki na sprzęcie z logiem stacji


Dziś odbyła się pierwsze posiedzenie sądu w sprawie Alaksandra Barazienki, który jest oskarżony o bezprawne wykorzystywanie znaku towarowego. Głównym dowodem mają być tajemnicze naklejki na sprzęcie, które zdaniem dziennikarza pojawiły się już po odebraniu mu kamery przez milicję.

Białoruskie władze usiłują utrudnić pracę dziennikarzy kanału pod pretekstem, że stacja wykorzystuje nazwę należącą do innej firmy. Dziennikarzowi grozi kara od 450 do 1150 rubli (w przeliczeniu od 900 do 2300 zł) oraz konfiskata sprzętu.

Rozprawę, która prowadził sędzia Dzmitryj Cykał odbywała się w rejonowym sądzie mińskiej dzielnicy Pierszamajskaja. Dziennikarz nie przyznał się do winy i podkreślił, że naklejki z logiem Biełsatu pojawiły się na kamerze już po tym, gdy mu ją odebrano. Jego zdaniem, sam ich wygląd świadczy, że zostały przygotowane chałupniczo i nieprofesjonalnie naklejone na sprzęt. Logo było bowiem wydrukowane drukarką na zwykłym papierze.

– Dowolny białoruski dziennikarz widział, że przez ostatnie 3 lata chodziłem na akcje bez żadnych nalepek na sprzęcie – zeznał.

Jego wersję potwierdziła dziennikarka Komsomolskiej Prawdy Irina Kozlik, która wystąpiła w charakterze świadka.

Ostatecznie sąd wyznaczył kolejne posiedzenie na godz. 10.00 9 sierpnia. Podczas niego będą przesłuchani świadkowie oficjalnego zatrzymania kamery – dwójka częstych bywalców milicyjnego aresztu – trafiających tam regularnie za spożywanie alkoholu w miejscach publicznych. Dziennikarz przypomniał, że po zatrzymaniu 25 marca milicja przekazała jego kamerę do depozytu. Jednak po pięciu dniach w obecności świadków Barazienka miał zostać wezwany ponownie i oficjalnie sporządzono protokół zatrzymania sprzętu, na którym w międzyczasie pojawiły się nalepki. Współpracownik Biełsatu spędził wtedy 2 tygodnie w areszcie, skazany za przeklinanie w miejscu publicznym. Tymczasem na nagraniu pokazującym moment zatrzymania słychać było jedynie słowa „jestem dziennikarzem”.

– To 100-procentowe bezprawnie. Oni widzą, że sprawa się sypie i dlatego czekają na jakiś sygnał z góry. Sąd nawet nie raczył dołączyć do akt sprawy zeznań, że na kamerze nie było logotypu. Sędziowie nie byli zadowoleni, bo nikt nie lubi robić z siebie błazna. Wiem, że niektórzy sędziowie zaczynają już odmawiać uczestniczenia w sprawach politycznych – komentował po procesie oskarżony.

Podobny manewr białoruska milicja zastosowała podczas przeszukań biura Biełsatu 31 marca br. w Mińsku. Milicjanci wynieśli wtedy komputery, na których świadkowie dostrzegli świeżo nalepione naklejki z logiem stacji.

Pięć lat batalii o znak towarowy

Sprawa dotycząca znaku towarowego Biełsatu trwa niemal pięć lat. Pretensje zgłosił miński biznesmen Andrej Bielakou, właściciel mińskiej firmy BIEŁSATplus, który twierdził, że działalność naszej stacji narusza jego interesy. Biznesmen próbował wówczas zabronić wykorzystywania przez naszą telewizję znaku towarowego „BelsatTV”.

Pozew przedsiębiorcy rozpatrywał Sąd Najwyższy, który nie przychylił się do jego stanowiska. Sprawę rozpatrywano ponownie, z inicjatywy Prezydium Sądu Najwyższego. Inny skład orzekający doszedł do wniosku, że rację miał Bielakou i zakazał naszej telewizji używania znaku towarowego „BelsatTV” podczas transmisji satelitarnych na Białoruś oraz na stronie internetowej.

jb belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze