„Dlaczego powinnam wyjeżdżać? Niech oni wyjeżdżają!” Rozmowa Biełsatu ze Swiatłaną Aleksijewicz

video

W przededniu ceremonii wręczenia nagrody Nobla jej tegoroczna laureatka udzieliła w Sztokholmie wywiadu naszej korespondentce Alinie Kouszyk.

– Jestem wdzięczna Biełsatowi, który w odróżnieniu od naszej oficjalnej telewizji, wyraził solidarność ze skierowaną na nas uwagą świata, do mnie jako autorki, do ludzi, o których pisałam. Właśnie tak należy żyć. Dajecie przykład, jak trzeba odnosić się nawzajem do siebie. Nie odbieram tej nagrody jako osobistej. Ona jest dla wielu pokoleń ludzi, którzy bez śladu zniknęli w tamtej ciemności, w tamtej idei. Nie skłonić przed nim głowy jest niemożliwe. Nasza władza nawet nie wie, co to znaczy kochać swój naród.

– Ona nawet nie myśli takimi kategoriami…

– Myślę, że tak. Ona nie posiada strategicznego rozumowania historycznego. Ona ma cele: dziś przetrwać, jutro zwyciężyć na wyborach, jeszcze coś. To właśnie odróżnia wielkich działaczy od tych skoncentrowanych na dniu powszednim.

– Tym niemniej nasza władza trwa już tyle lat.

– Jest taki twór na obszarze postsowieckim – takie formy samowładztwa: białoruskie, kazaskie, a teraz rosyjskie. W latach 90. byliśmy naiwni, kiedy myśleliśmy, że już jesteśmy wolni. Okazało się, że nie. Wolność to długa droga.

– Uważa Pani, że zbliżyliśmy się do niej na tej drodze?

– Oczywiście. Po pierwsze, zrozumieliśmy, że nie można być wolnymi momentalnie, że to długa praca. I że nie trzeba popadać w rozpacz. Ani nie powinna tego robić nasza opozycja, która czasem jest rozczarowana naszym narodem, ani nasz naród, który jest rozczarowany opozycją. Należy wiedzieć, że nie można być wolnym od razu. Warłam Szałamow, który odsiedział 17 lat, dokładnie zauważył, że „łagier deprawuje i kata, i ofiarę”. Wszyscy wyszliśmy z tamtej epoki chorzy i traumatyzowani. Nie od razu się wyzwolimy.

– A jaką diagnozę mogłaby Pani postawić współczesnemu białoruskiemu społeczeństwu?

– Uważam, że to „niemożność wyskoczenia z przeszłości”. Na tyle jesteśmy do niej przywiązani… Nawet nie powiedziałabym, że to totalny strach przed władzą, że wszyscy boją się Łukaszenki i jego ludzi. Tak, to jest obecne, bo ludzie tracą pracę, dzieci są wyrzucane z uczelni. Ale myślę, że u większości ludzi to strach przed życiem: jest one zbyt niepodobne do tego jak żyli ich ojcowie, jak żyli oni. I nie chcą zmieniać czegoś dla siebie i dla dzieci. Jedyne na co mogą się zdecydować, to „wypchnąć” dzieci za granicę.

– A osobiście nie boi się Pani, że trafi pod presję i będzie musiała wyjechać z kraju?

– Dopiero co wróciłam z zagranicy, gdzie mogłam zostać. Ale nie chciałam, chcę mieszkać w domu. To mój kraj. Dlaczego powinnam wyjeżdżać? Niech oni wyjeżdżają. Gdzie są ich bogactwa? Niech jadą tam, gdzie to wszystko trzymają, gdzie jest ich bank.

Rozmawiała Alina Kouszyk, belsat.eu

Pełną wersję wywiadu oglądajcie na naszym wideo:

Zobacz też
Komentarze