Białoruski najemnik z Donbasu: „Zabiłem 150 ludzi” (VIDEO, polskie napisy)

video

Wydział Główny MSW ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją postanowił dokładnie prześwietlić 16 obywateli Białorusi podejrzewanych o udział w działaniach zbrojnych w Donbasie.

Tym razem chodzi nie tylko o białoruskich ochotników, którzy walczą o Ukrainę, ale też o członków formacji z DNR i ŁNR. Postępowań karnych na razie nie wszczynano. Białorusinami o prorosyjskich poglądach zainteresowano się dopiero po poleceniu z góry:

„Bojownicy i inni, którzy walczyli w Donbasie, pozują już w Mińsku z bronią… Załatwcie to błyskawicznie, razem z milicją i KGB. Żadnych pozerów i żadnych bojowników w kraju ma nie być!” – zażądał pod koniec mijającego tygodnia Aleksander Łukaszenka.

Wypowiedź padła poprzedniego dnia, podczas narady w sprawie granicy z Ukrainą. Z Rosją granica jest przezroczysta, więc „pozerzy z bronią” spokojnie wjeżdżają na Białoruś stamtąd. I wstawiają do serwisów społecznościowych zdjęcia – to z Mińska, to z Doniecka.

A mieszkaniec Grodna przekazał Biełsatowi wideo z nagraniem interesującego pasażera, którego podwoził. Przedstawił mu się jako Alaksiej, najemnik-specnazowiec z 10. brygady GRU z Krasnodaru. Po drodze białoruski bojownik opowiedział i o życiu na wojnie, i jak jeździ do mamy.

„- Teraz po cichu nas trzepią. Jesteśmy poszukiwani…
– KGB?
– Tak.

– Ilu ludzi zabiłeś?
– Nie liczyłem?
– A mniej więcej?
– Ze 150.
– Z czego?
– Z (karabinu snajperskiego) SWD-16 zabiłem dwudziestu.”

Jeden z białoruskich bojowników dosłużył się w pseudorepublice dość wysokiego stopnia. Jauhien Konanau, były spadochroniarz z Marinej Gorki został podpułkownikiem i zastępcą dowódcy brygady zmotoryzowanej.

„Uroczyście przysięgam pomnażać chwałę jednostki, po którego sztandarem idę w bój” – to archiwalne nagranie ze słowami bojownika.

Kilka dni temu Konanawa zabito w Doniecku. Biełsat odnalazł znajomego zabitego podpułkownika DRL. Konanau mieszkał w tym domu, przy bulwarze Dnieprzańskim w Mohylewie. Ale życie się nie udało.

„Po wyjściu z wojska, jeszcze młody, dokonał kradzieży i na trochę go skazano. Po sądzie wyszedł w 1998, nie mógł znaleźć pracy. To pojechaliśmy z nim do Moskwy” – mówi Wital Szejnin, znajomy Konanawa.

I właśnie z Moskwy Konanau ruszył do walki o powiększenie Rosji. Motywy były nadzwyczaj materialne.

„Miłość przychodzi i odchodzi, a jeść chce się zawsze” – filozofuje Szejnin.

Ale nie brakuje też ideologicznych zwolenników separatyzmu. Jedna z najbardziej znanych bojowniczek z Białorusi to snajperka Natallia z Borysowa.

„Mam dość wspierania pospolitego ruszenia przez Interenet” – zapowiadała.

Wojna w Donbasie trwa niemal dwa lata. I cały ten czas na Białorusi swobodnie działają społeczności kozackie, w których uczy się nastolatków walki na białoruskich bagnach pod dźwięk pieśni o wielkiej i potężnej Rosji.

„To zajęcia z walki wręcz, strzelanie z pistoletu i z wiatrówki… Państwo nie stawia żadnych przeszkód, są różne mechanizmy i możliwości przewidziane przez prawo, aby tacy ludzie jak u nas mogli działać” – wyjaśnia Piotr Szapko, kierownik organizacji „Kozacki Spas”.

Ta praktyka nie pojawiła się dziś. Przygotowane ideologicznie „kozackie dzieci” zdążyły już odbyć służbę wojskową w wojskach wewnętrznych i specnazie w Marinej Gorce. Teraz niektórzy z nich walczą w Donbasie – za Rosję. A na Białoruś przyjeżdżają do mamy.

Jarasłau Ścieszyk, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze