Białorusini w czterech miastach protestowali przeciwko dekretowi „o darmozjadach”


Oburzeni na wprowadzenie nowego prawa nakładającego specjalny podatek na osoby nie wykazujące się dochodami mieszkańcy Bobrujska, Baranowicz i Brześcia i Witebska wyszli dziś na ulice.

Baranowicze

Na akcję protestu na pl. Lenina przyszło ok. 400 osób.

 

Perspektywy powodzenia protestu komentował lider Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka.

„Jeżeli w niedzielę na ulicę Baranowicz wyjdą setki ludzi, władze będą mogły wyrzuć na śmietnik pomysł składania protokołów(przesyłania do sądu wniosków o ukaranie – Belsat.eu)

Bobrujsk

Na akcję na pl. Lenina w centrum miasta przyszło ok. 300 osób. Protestujący trzymali w reku transparenty i kartki z hasłami przeciwko dekretowi nr 3. Nie zauważono obecności milicjantów.

Brześć

Akcja odbyła się przed budynkiem władz obwodu – uczestniczyło w niej ok. 350 osób.

Niektórzy uczestnicy mieli ze sobą historyczne biało-czerwono-białe białoruskie flagi. Zainteresowani mogli też wystąpić przed zgromadzonymi. Wykrzykiwano hasła „Łukaszenka odejdź”, „Nie dekretowi nr 3”. Następnie pochód mieszkańców przeszedł  po głównych ulicach miasta.

Witebsk

Na pl. Zwycięstwa zgromadziło się najwięcej bo ok. 1 tys. osób.

Transmisja na żywo:

Według wstępnych informacji, milicja aresztowała lokalną opozycyjną aktywistkę Taccianę Siawieryniec. Ale jednocześnie funkcjonariusze drogówki zatrzymali ruch drogowy, by umożliwić protestującym przejście przez jednię.

„Ludzie mogą żyć bez przychodni zdrowia czy szkół, jednak kiedy władza nachalnie sięga ludziom do kieszeni i poniż ich godność, ludzie zaczynają się budzić” – skomentowała akcję witebska opozycyjna aktywistka Tacciana Siawieryniec, która została zatrzymana po zakończeniu akcji. Została ona oskarżona o udział w nielegalnym zgromadzeniu.


Jeden z emerytów uczestniczących w proteście domagał się od Łukaszenki, by „po ludzku podał się do dymisji”.

 

„Wszyscy chcą żyć, a problemy jak na wojnie dotykają co czwartą osobę w rodzinie: to zięć, to córka, to narzeczona, to mąż nie mają pracy. I dokąd oni jadą? Do Rosji, jeżeli nie Rosja zginęlibyśmy. Wszyscy chcą mieszkać z żonami, z dziećmi – by je wychowywać. A taki musi spać w barakowozie w Rosji. My tam jesteśmy jak Uzbecy. Nie możemy znaleźć pracy. Dwóch synów mam z wyższym wykształceniem. Pracy nie mogą znaleźć, a żony rodzić dzieci. Bo ich nie ma z domu.[…] Bałagan mamy” – komentowała jedna z kobiet.

Protest ma również konkurencję w postaci święta Maślenicy (końca karnawału – Belsat.eu) zorganizowanego w tym samym miejscu przez miejscowe władze.

W ubiegły weekend w tej samej sprawie protestowali mieszkańcy Mińska i Homla. Akcje zgromadziły po kilka tysięcy osób i były największymi demonstracjami ulicznymi od czasów brutalnie rozpędzonego powyborczego protestu 19 grudnia 2010 r.

Darmozjady czy bezrobotni?

Dekret nr 3, który wywołał falę protestów w założeniu miał sprawić, by osoby pracujące w szarej strefie zaczęły się dokładać do bezpłatnej na Białorusi edukacji, służby zdrowia i innych wydatków państwowych. Białorusinom jednak dekret przypomniał jako żywo prawo obowiązujące w ZSRR, wymierzone w tzw. „darmozjadów” (rus. tuniejadców). Nowe prawo dotyczy tych, którzy w ubiegłym roku przepracowali mniej niż 183 dni.

Zła sytuacja gospodarcza na Białorusi sprawia jednak, że dekret uderza w wiele osób, które straciły  pracę lub nie mogą jej znaleźć miesiącami. Białoruscy bezrobotni nie chcą też rejestrować się jako bezrobotni, co zwolniłoby ich z obowiązku płacenia podatku. Zasiłki dla bezrobotnych są bardzo niewielkie i wynoszą do 100 zł miesięcznie, a w zamian zarejestrowana osoba bez pracy musi co miesiąc brać udział w obowiązkowych pracach publicznych.

Według statystyk jedynie ok. 51,5 tys osób oficjalnie niepracujących i niezarejestrowanych jako bezrobotni zapłaciło specjalny podatek. W ciągu ostatniego roku białoruska inspekcja podatkowa wysłała ok. 470 tys listów przypominających o konieczności rozliczenia się państwem.

Czytaj więcej:

Zobacz też
Komentarze