„Białoruś będzie albo niezależna, albo rosyjska”. Agnieszka Romaszewska-Guzy w wywiadzie dla Radia Wnet


Agnieszka Romaszewska-Guzy w studiu Radia Wnet. Foto: www.radiownet.pl

W poniedziałek dyrektorka telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy udzieliła wywiadu dla Radia Wnet. Mówiła o reakcji Białorusinów na sytuację zaistniałą wobec kanału, o tym, kim są jego odbiorcy, jakie materiały do nich trafiają i dlaczego Biełsat powstał, istniał i warto go dalej tworzyć.

W związku z trwającą akcją wspierania Biełsatu, wciąż spływającymi od białoruskich i polskich środowisk listami poparcia oraz  podpisami zbieranymi pod petycją do władz RP, Agnieszka Romaszewska-Guzy rozpoczęła wywiad od wyrażenia swojego zadziwienia tak masową reakcją Białorusinów.

To wszystko przekroczyło moje wyobrażenia. Przekroczyło moje wyobrażenia to, że pogłoska o likwidacji Biełsatu wzbudziła tak duży oddźwięk na Białorusi. Szczerze się zdziwiłam. W gruncie rzeczy jest to dla nas wiadomość pozytywna. To zdecydowanie szeroki oddźwięk, którego w gruncie rzeczy przez 10 lat żeśmy nie mieli. Ludzie rzeczywiście sami postanowili nas wspierać. Oczywiście można powiedzieć, że nie jest to większość Białorusinów, ale gdzie większość reaguje w takich sytuacjach? Tak naprawdę, to nigdzie. Z reguły reaguje mniejszość.

Dyrektorka kanału przybliżyła słuchaczom radia sylwetki „statystycznych odbiorców” Biełsatu. Pierwszą z nich są mówiący po białorusku mieszkańcy białoruskiej prowincji, do których inaczej docierałaby tylko telewizja w języku rosyjskim.

Myślę, ze są to głównie dwie grupy, dlatego, że mamy głównie widzów satelitarnych. To są widzowie ci, którzy są w małych miastach i na wsiach (z czego zresztą mało kto zdaje sobie sprawę), dlatego, że Internet do nich nie dociera, albo dociera słabo. De facto antena satelitarna jest jedynym medium odbioru jakiegoś medium niezależnego. To jest jedna grupa i rzeczywiście widoczna, bo anten satelitarnych jest na Białorusi bardzo wiele.

W miastach Biełsat nie trafia do każdego widza, a raczej do „świadomych odbiorców”.

My w wielkich miastach jesteśmy zdecydowanie mniej odbierani przez antenę satelitarną, bo tam odbierają sieci kablowe. Tam jesteśmy głównie odbierani przez Internet, na zasadach wybiórczych. Rozmaite nasze programy są oglądane i rozmaite show. I tutaj jest to grupa taka wyraźnie inteligencka, patriotycznie nastawiona. Także mamy dwojaki rodzaj widzów. Jedni widzowie to wyraźne elity, a drudzy to zwyczajni Białorusini, choć też zapewne lokalne elity.

Prowadzącego program „Poranek Wnet” zainteresowało, jakie programy Biełsatu najchętniej trafiają pod białoruskie strzechy, skoro widzowie mają też do wyboru telewizję państwową.

To są znowu dwa rodzaje programów. Jednym z najważniejszych bloków naszych programów są programy, które budują świadomość narodową i świadomość historyczną. Taki był nasz cel od początku istnienia Biełsatu: budowa poczucia narodowego. W związku z tym są tam programy historyczne, które cieszą się bardzo dużą popularnością. Skądinąd mam informacje, że w kilku szkołach w Mińsku, absolutnie państwowych, są one używane jako pomoc naukowa do nauczania historii, bo innych po prostu nie ma. I nauka języka białoruskiego, który w życiu publicznym jest często zastępowany rosyjskim. Właściwie telewizja państwowa głównie nadaje po rosyjsku. I to jest jeden typ programów.

Historia nie jest jednak podstawą ramówki kanału. Ważne miejsce zajmują w niej programy poświęcone codzienności normalnych ludzi.

Drugi typ programów, są to programy interwencyjne, takie o życiu zwyczajnych ludzi. I w tych programach mamy gigantyczną liczbę odsłon internetowych w sieciach społecznościowych, takich jak Odnokłassniki – jest to sieć, która w Polsce nie występuje, rosyjska sieć społecznościowa. W tych Odnokłasnikach mamy w przypadku materiałów interwencyjnych, które pokazują życie ludzi, po 300 tysięcy i nawet po 500 tysięcy odsłon.

Biełsat wypuszcza także serwisy informacyjne, jednak inne niż w białoruskiej telewizji publicznej, podkreśliła Romaszewska-Guzy.

No i oczywiście informacja, bo to się zawsze cieszy popularnością. Nie ustawiamy się specjalnie w kontrze [do telewizji państwowej – przyp. red.]. To znaczy, że jeśli oni podają to, to my musimy podać odwrotnie. Zresztą oni mają bardzo specyficzną konstrukcję informacji: zaczynają od Łukaszenki. O ile pamiętam, to zawsze pierwszych 15 minut szło o tym, co zrobił Łukaszenka. W naszym przypadku jest to po prostu normalnie konstruowana informacja. My tez staramy się skupiać pewną jakość, co oczywiście jest problemem, bo pytanie, do jakiego stopnia to interesuje widzów.

Istotnym jest fakt, że za pomocą satelitarnych i internetowych programów Biełsatu na Białoruś docierają także wiadomości z Zachodu, a nie jedynie z Rosji.

Skupiamy się też na tym, by przekazywać pewną informację zza granicy, bo mamy poczucie, że Białorusini są oddzieleni od świata. Tam takie „wsi spokojna, wsi wesoła”, a na zewnątrz kataklizmy, głównie na Zachodzie. Postaraliśmy się poszerzyć widzenie świata przez Białorusinów.

Dla Polaka najważniejszym okazać się może koniec wywiadu, który został poświęcony polskiej racji stanu i miejscu w nim białoruskiego kanału.

Dlaczego to jest dla nas ważne? Uważam, że jednym z ważniejszych elementów prowadzenia polityki wobec kraju sąsiedzkiego jest budowanie przyjaznych i dobrych stosunków z warstwą kształtujących się elit. Jeśli ktoś myśli, że Łukaszenka ukształtuje elitę na Białorusi, to się myli. Elity na Białorusi kształtują się obecnie i kształtowały się przez ostatnich dwadzieścia lat niepodległości. Ukształtowanie tych pozytywnych stosunków i to, żeby te relacje były jak najlepsze, jest jednym z istotniejszych problemów z krajem sąsiedzkim.

Drugim problemem jest rusyfikacja Białorusi. Białoruś będzie albo niezależna, albo rosyjska, inna nie będzie. W naszym interesie jest, aby ona była niezależna — mówiąc brutalnie. Nie chcemy mieć Rosji na Bugu, – zakończyła wywiad Agnieszka Romaszewska-Guzy.

PJr, belsat.eu/pl za radiownet.pl

Zobacz też
Komentarze