“Będę żył wiecznie”. Co siedzi w głowach dyktatorów i ich dzieci?



Z okazji urodzin “ostatniego dyktatora Europy” (które przeniósł z 30 na 31 sierpnia) i jego młodszego syna, porozmawialiśmy z psychologiem – autorem publikacji z zakresu psychologii kryzysowej. Dowiedzieliśmy się, co dzieje się w mózgach ludzi, których nazywamy dyktatorami, jakie dzieci dorastają w ich rodzinach, i co skłania ich do wiecznego rządzenia państwem. Nasz ekspert prosił o anonimowość.

Dyktatorem się rodzi czy zostaje?

Zazwyczaj się staje. Można, oczywiście, mówić o tym, że ludzie rodzą się z pewnymi skłonnościami do takich lub innych zachowań. Istnieją, na przykład, psychologiczno-psychiatryczne uwarunkowania do rozwoju histerycznych cech charakteru, despotyczności, lub przeciwnie – hiperwrażliwości. Ale uwarunkowanie nie oznacza ukształtowanego typu osobowości. Zazwyczaj to kwestia relacji z otoczeniem, w jakim człowiek dorasta. Te formy i modele zachowań, które on przyswaja i realizuje kształtują jego zachowania w przyszłości.

Nie można zagwarantować przekształcenia się miłego dziecka w dyktatora. Każdy człowiek ma możliwość dokonywania wyborów w odniesieniu do swoich zachowań. Możliwość takiego świadomego podejścia do tego, jak się zachowujesz, pojawia się w okresie dojrzewania. Później oczekujemy od dorosłego człowieka świadomego i odpowiedzialnego zachowania, zrozumienia wymagań i potrzeb innych ludzi. Na poziomie psychofizjologiczny za świadomy wybór odpowiada kora półkul mózgowych, która ma swój okres rozwoju.

Pierwsza “samodzielna” podróż Koli Łukaszenki

Jednak dużo ważniejsze dla zachowań dziecka są pierwotne struktury podkorowe mózgu, które mieszczą informacje o automatycznych nawykach, przyswojonych modelach zachowań, nieświadomych nawykach i reakcjach.

Skoro dziecko dorasta w pewnym systemie stosunków, to budują się u niego określone połączenia neuronowe, które są podstawą zachowań i reakcji emocjonalnych.

Gdy dziecko przyzwyczaja się, na przykład, do manipulacji i presji jako sposobu osiągania swojego celu, do tego, że można krzywdzić innych i nic się mu za to nie stanie, do tego, że nikt nie mówi czy to dobrze, czy źle – to może ono w dorosłym, świadomym dorosłym wieku postępować w taki sam sposób, nie wiedząc “o co chodzi”.

Idealne środowisko dla przyszłego dyktatora – jakie ono jest?

To środowisko nieprzewidywalne, bez wyraźnych zasad i następstw swoich czynów, które przebacza i pozwala na wszystko. Lub na odwrót, takie, które tłumi wszelkie ludzkie odruchy, w którym najważniejsze jest przetrwanie i każdy troszczy się tylko o siebie. To środowisko, w którym wypaczone są pojęcia miłości i pożądania, ich proporcje, trwałość i siła ekspresji.

“Dobrze jest wtedy, gdy wszyscy robią tak, jak ja chcę. Źle, gdy mi się nie podporządkowują”

Jakie są psychiczne osobliwości dzieci, z których mogą wyrosnąć dyktatorzy?

Po pierwsze, to takie czarno-białe myślenie. One nie rozumieją niuansów. Mogą nie rozumieć, czy coś było na serio, czy na żarty, czy nie sprawiają komuś bólu. Gdzie trzeba się zatrzymać i przestać coś mówić lub robić. Swojego czasu bliscy dorośli niewłaściwie reagowali na ich słowa i czyny, na potrzeby, prośby i płacz, a to ignorując, a to delektując się tym, że dziecko nie może osiągnąć tego, co jest ponad jego siły. To zabraniamy bawić się tabletem, a to pozwalamy. Tylko usiąść na ziemi i krzyczeć.

Dlatego u takich dzieci nie powstaje wyraźny system koordynat: co to dobro, a co to zło. Dobro dla nich jest wtedy, gdy mogą coś osiągnąć, gdy wszystko robią tak, jak ja chcę. A zło jest wtedy, gdy mi się nie podporządkowują, nie słuchają mnie.

Po drugie, w sferze emocjonalnej takie dzieci są zazwyczaj lękliwe. Potem stają się mniej czułe na stan swój i innych osób. Początkowo nieczułość jest sposobem obrony, który pozwala przeżyć w nieprzewidywalnych, lub nawet wrogich warunkach. Są mniej empatyczne, nie są zorientowane na potrzeby innych ludzi.

I po trzecie, chodzi o strefę zachowań, ich modele. Takie “jakby co” – reakcje obronne wobec potencjalnych wrogów, skłonność do zapalczywości i decydowania “w nerwach”, skłonności przywódcze. A także takie modele, jakie dzieci widzą w swoim otoczeniu. Prosty test: jak rodzina przywykła reagować na stłuczoną szklankę – pytając się, czy dziecko się nie poraniło, czy krzycząc?

Dyktatorzy i ich dzieci nie czują się bezpiecznie

W gruncie rzeczy, dzieci dyktatorów nie czują się bezpiecznie. A w związku z tym, że jest to podstawowa potrzeba człowieka, to staramy się osiągnąć ją za każdą cenę. I tutaj, gdy z jednej strony widzimy podwyższone potrzeby bezpieczeństwa u dzieci dyktatorów, a z drugiej przykłady brutalnych metod osiągania go, i złożymy wszystko do kupy – otrzymujemy dobrze pracujący mechanizm zachowań agresywnych w stosunku do ludzi, którzy stanowią zagrożenie dla naszego dobrobytu.

Czy dyktator, a przy tym samotny ojciec, może wychować normalne dziecko?

Wychowanie dziecka w niepełnej rodzinie jest samo w sobie trudne. Mało który samotny ojciec zaryzykuje tworzenie ciepłych relacji, pełnych wybaczenia i wsparcia. U ojców na ogół dominuje orientacja przedmiotowa, miłość do “osiągnięć”. Muszą pokazać chłopcu: jak zachowywać się w społeczeństwie, czego potrzebuje i co może dać, jak pracować. W rezultacie dziecko staje się praktycznie przykładem powodzenia, ale ma ograniczone pojęcie o modelach zachowań. Oprócz tego, gdy mówimy o emocjonalnie nieczułym ojcu, to czym mniejsze dziecko, tym bardziej będzie odczuwało tak zwany “głód emocjonalny” – dążenie do bycia maksymalnie blisko z dorosłym, lub bezładne poszukiwania i skłanianie się przynajmniej do kogoś, kto może okazać wobec niego sympatię.

Jeżeli dziecko jest tego samego typu psychologicznego co ojciec, to podobieństwa przejawiają się jeszcze silniej. W systemie takich patologicznych stosunków, gdzie zamiast bliskiego ciepłego kontaktu, powstają przedmiotowe i formalne schematy zachowań, nikt nie może zagwarantować, że dziecko nie wykorzysta znanym mu sposobów bycia.

“Mi się to podoba, czyli tobie też”


Co do stosunku do własnych dzieci. Są dwie drogi. Pierwsza – gdy dyktatorzy nie identyfikują się ze swoimi dziećmi. Druga droga – jawnej identyfikacji, zakładania, że dziecko jest moją kontynuacją. Wtedy obarczamy je własnymi pragnieniami i marzeniami. Mi się to podoba, czyli tobie też.

Tu pojawia się problem: dziecko staje przed problemem czy przyjąć w spadku ojcowskie pragnienia, dążenia, ambicje, ojcowski system wartości, czy też szukać swoich. Jeżeli dostaje je w dziedzictwie, to mamy swojego rodzaju spadkobiercę. Takie dziecko identyfikuje się zawsze z ważnym dorosłym, a ojciec to zawsze dla dziecka ważny dorosły. Próbuje być takie, jak mama i tata chcą. Albo zaczyna się buntować, robić na złość, co jednak nie oznacza, że wyrasta na przeciwieństwo rodzica. Jest ono zależne od warunków i chęci dorosłego, a gdy występuje przeciw nim, to nie wie jak to zrobić. A gdy następuje konieczność odłączenia się od rodziców, samookreślenia i samoidentyfikacji, takie dziecko spotyka się z problemem separacji, może tracić swoją wolę i płynąć z prądem ojcowskich warunków. Z takich dzieci wyrastają “kapryśni dyktatorzy” bez kręgosłupa.

“Nie rozumiem, co was powstrzymuje. Mnie nie powstrzymuje nic”

Dyktatorzy zawsze trzymają się władzy. Jak można wytłumaczyć ich dążenie do zachowania swojej pozycji jak najdłużej?

Władza dyktatorska daje kontrolę, daje pewność. Kontroluję, czuję wewnętrzną siłę, czuję się dobrze i bezpiecznie. Wiele osiągnąłem i wszyscy mnie kochają – jestem samcem alfa. To narzędzie tworzenia pozycji człowieka. To i tytuły (te oficjalne i nie bardzo).

Poza statusem, tacy wodzowie zaczynają pokazywać się w sytuacjach, w których nie są najlepsi. Stają się pisarzami, sportowcami i tak dalej. Tracą kontakt z rzeczywistością. Z czasem przestają właściwie pojmować rzeczywistość.

Zobacz: Sporty Ukochanych Przywódców

Jednym z ważnych powodów są pieniądze. Można być ubogim i agresywnym (jak na przykład Stalin – zauważa Belsat.eu), a można skupić się na pieniądzach, a nie na gnębieniu innych ludzi.

Najważniejszym powodem utrzymywania się przy władzy jest dążenie do kontrolowania swoich potrzeb: to te same podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, jedzenia, miejsca do życia, uznania społecznego i samorealizacji. Władza pozwala dość szybko je zaspokoić. Można pójść uczyć się grać w hokej, można stworzyć podległą nam drużynę nieudaczników.

“Będę żyć wiecznie”

Co kieruje dyktatorami w momencie przekazania władzy?

To dla nich bolesny moment. Próba zachowania wszystkiego tak, jak jest. Ocalenia własnej stabilności i niezmienności. Autorytarni przywódcy święcie wierzą w to, że nikt, oprócz nich nie wie jak postępować właściwie. “Gdy to zostawię, wszystko się rozpadnie”. Ale człowiek, gdy nie porusza się do przodu, to zaczyna gnić, w sensie psychologicznym: starzeje się, kołysze się na zarośniętych torach i przestaje dopuszczać do siebie nowe fakty.

W psychice każdego człowieka jest taka podstępna zabawka, jak pozytywna iluzja. Irracjonalne odczuwanie, pozytywna iluzja nieskończoności naszego istnienia występuje i u dyktatorów. Dlatego przy przekazaniu władzy jest jeden warunek – wszystko zostanie po staremu. Ja mogę kierować tym, komu przekazałem władzę. Dyktatorzy nie planują swojej śmierci.

Patologiczne skłonności, ale w ramach normy

Czy dyktatorów można nazwać ludźmi psychicznie chorymi?

Zazwyczaj nie, i mamy do czynienia w jednym z wariantów normy. Mogą być patologiczne typy, patologiczne skłonności, które jednak, które jednak nie są klinicznym przykładem choroby. Takie pojmowanie despotów to tylko nasze emocjonalne postrzeganie ich szaleństwa i niewłaściwych zachowań.

To nie choroba, ale obniżona krytyczność wobec siebie. Nie są oni czuli na wiadomość zwrotną – po prostu jej nie dopuszczają, nie uznają krytyki wobec siebie. Z czasem obniżona samokrytyka jeszcze bardziej potęguje niestosowność zachowań. Występuje też psychopatia, która jeszcze nie jest chorobą. To takie stany pograniczne, których się jeszcze nie leczy, ale są już nietolerowane przez społeczeństwo.

Władza to odpowiedzialność

Czym takim jest władza? Władza to odpowiedzialność.

A właśnie to, co dzieje się z dyktatorami, to tylko jedna strona medalu. To przejęcie władzy bez przyjęcia na siebie odpowiedzialności za następstwa.

Człowiek chce czuć się efektywnym, dąży do kontroli nad tym, co się dzieje, ale przy tym unika odpowiedzialności za to, co robi. Dlatego jest to takie skażone pojęcie władzy. Czy można liczyć na moralną odpowiedzialność takich ludzi? Ciężko. Niestety, często taka odpowiedzialność pojawia się tylko po odpowiedzialności społecznej.

Większość obalonych dyktatorów szuka schronienia u takich samych dyktatorów, a ich potomkowie usiłują odzyskać władzę swoich ojców.

Czytajcie także:

Rozmawiała Ina Czanczawik, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze