Autocenzura w białoruskich mediach – ze stron internetowych zniknęły artykuły o areszcie biznesmena


Wiktar Prakapienia (pierwszy z lewej) i Alaksandr Łukaszenka

Białoruskie państwowe i niezależne portale usunęły archiwalne artykuły o białoruskim biznesmenie w branży IT Wiktorze Prakapieni, aresztowanym w marcu 2015 r. Dwa lata później uwolniony przedsiębiorca wystąpił u boku Łukaszenki i chwalił jego pomysły gospodarcze.

Upadki i wzloty Prakapieni

Wiktar Prakapienia w 2006 r. założył firmę Viaden Media zajmującą się tworzeniem aplikacji dla urządzeń mobilnych. Produkty firmy sprzedawały się świetnie – w USA i innych 29 krajach wchodziły w do rankingu 50 najpopularniejszych aplikacji dla urządzeń mobilnych. W 2011 r. Prakapienia sprzedał swoją firmę izraelskiemu miliarderowi Teddy’iemu Sagi. Zarobione pieniądze biznesmen zainwestował na Białorusi. Jego sukcesy nie uszły uwadze białoruskiego Komitetu Śledczego, który wykrył jakoby w latach 2005-2008 r. firmy Prakapieni miały zajmować się tworzeniem i umieszczaniem stron internetowych w białoruskim segmencie internetu bez odpowiedniej licencji. Biznesmen został również oskarżony o uchylanie się od płacenia podatków. W ten sposób razem z drugim oskarżonym w sprawie miał narazić białoruskie państwo na straty 17,5 mld rubli (ok. 2,7 mln zł). Jak informował portal TUT.by biznesmen zapowiadał, że w tej sytuacji jest zmuszony przenieść swój interes do Polski. Ostatecznie jednak wyszedł z aresztu po 9 miesiącach i po zapłaceniu kary 650 tys. dol. W 2017 okazał się znów w łaskach Łukaszenki, którego chwalił publicznie za dekret nr 8 o rozwoju gospodarki cyfrowej na Białorusi. W międzyczasie z najważniejszych portali informacyjnych poznikały artykuły dotyczące jego aresztu. Jak się okazało, dzięki lobbystycznym umiejętnościom biznesmena. Sprawę wykrył niezależny białoruski analityk mediów Uładzimir Baranicz.

„1984”?

Artykuły zniknęły nie tylko z kontrolowanych całkowicie przez władze mediów państwowych. Również aż 17 niezależnych portali – takich jak Nasza Niwa, Biełaruski Partyzan, Naviny.by czy TUT.by, które uległy namowom biznesmena. Artykuły nie znikły za to ze stron Belsat.eu oraz Svaboda.org.

Były szef Białoruskiego Partyzana Dzmitry Hałko podkreśli, że artykuły usunął, bo przedtem Prakapienia występował w roli ofiary reżimu Łukaszenki. Redaktor portalu otrzymał informację od współpracowników biznesmena, że ten opuścił kraj i zamierza zacząć życie od nowa. Artykuły tymczasem psuły mu biznesową reputację. Miało się tak stać na długo przed tym, gdy znowu pojawił się w otoczeniu Łukaszenki. Juryj Zisser – szef portalu TUT. by podkreśla tymczasem, że usunięcie artykułów nie było jego decyzją, i zostało dokonane bez jego wiedzy.

Zdaniem Uładzimira Baranicza, który wykrył aferę, sytuacja ta przypomina mu praktyki znane z kart powieści „1984” George Orwella.

– Najważniejsze, to, że społeczeństwo zostało pozbawione możliwości dostępu do informacji, do której ma prawo. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby to wszystko było wydrukowane na nośnikach papierowych – czy wtedy oni (redaktorzy wydań – Belsat.eu) zaczęliby wyrywać artykuły ze zszywek? – skomentował w programie Biełsatu „Gorący komentarz”.

Jego zdaniem o absurdalności sytuacji świadczy fakt, że jakieś prywatne osoby zwracają się do mediów z prośbą o usunięcie informacji.

– Widzę, że w sieci odbywa się teraz wojna na ten temat, powstało duże napięcie, pojawiło się wiele komentarzy, ludziom nie jest wszystko jedno. Ja tę listę (mediów, z których zniknęły artykuły – Beslat.eu) umieściłem jeszcze cztery miesiące temu. Wisiała sobie i potem ją zauważono i zwrócono na nią uwagę – dodaje.

Stało się tak, gdy biznesmen znowu powrócił do łask Łukaszenki i zaczął się z nim pojawiać na publicznych spotkaniach.

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze