Agnieszka Romaszewska-Guzy: W wojnie informacyjnej z Rosją, Unia musi użyć Biełsatu


Czym jest rosyjska agresja informacyjna? Dlaczego Rosja, Białoruś i Ukraina żyją w innym świecie informacyjnym, niż Polska? Jakie są możliwości Unii Europejskiej w walce informacyjnej i dlaczego potrzebuje do tego Biełsatu?

W środę w Warszawie spotkali się medioznawcy i dziennikarze, by dyskutować o kształcie rosyjskiej wojny informacyjnej i szansach Polski oraz Unii Europejskiej w tym starciu. W konferencji, w roli ekspertów, wzięli też udział dziennikarze Biełsatu. Wy wyjaśnić czym jest agresja informacyjna i jaka jest rola Biełsatu w jej odpieraniu, Ihar Kulej rozmawiał z dyrektor stacji Agnieszką Romaszewską-Guzy.

Jakie jest miejsce Biełsatu w wojnie informacyjnej z Rosją?

Biełsat, czy tego chce, czy nie, funkcjonuje w jakiejś rzeczywistości. Nie chciałabym, by Biełsat był medium, które reaguje, które jest tylko reaktywne, odpowiada. Myślę, że to siła, która w jakimś sensie w tej „wojnie” uczestniczy, ponieważ ona się toczy w przestrzeni informacyjnej. Chciałabym, byśmy produkowali swoją własną treść – nie przeciwną do tego, co podaje Rosja, ale naszą własną. Chcę, byśmy podawali prawdziwe informacje, naświetlali je, podawali najrozmaitsze interpretacje, by widz mógł sobie je wybrać. Byśmy robili to w sposób atrakcyjny, budowali poczucie obywatelskie i narodowe u Białorusinów.

Ale czy my w tym sensie bierzemy udział w wojnie informacyjnej z Rosją? Czy w tej wojnie jesteśmy przeciwnikami – to już od nich zależy. Jeżeli im przeszkadza to, co my robimy, to jesteśmy przeciwnikami. Jeżeli im to nie przeszkadza, to proszę bardzo.

Mam wrażenie, że nie jesteśmy stroną agresywną, my nikogo nie atakujemy. Staramy się oddziaływać na społeczeństwo białoruskie w duchu patriotyzmu i budować świadomość obywatelską. I jeżeli w ten sposób rzeczywiście przeszkadzamy rosyjskiej propagandzie, a tak zapewne jest, to gorzej dla tej propagandy.

Jak w tym kontekście lokuje się program „Wot tak”, kierowany do rosyjskojęzycznych odbiorców?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że Biełsat jest oglądany nie tylko na Białorusi. I wiemy, że jedną z dziedzin, która jest niesłychanie silnie poddana rosyjskiej, „imperialnej” propagandzie, są wiadomości międzynarodowej. To znaczy: informacja z regionu [postradzieckiego] jest często tak wykrzywiona, podana w tak bardzo stronniczy sposób, że warto jest tą samą informację z regionu podać inaczej. To jest nasza próba wyjścia do szerszego widza, bo jesteśmy oglądani nie tylko na Białorusi.

Białoruś jest uznawana za poligon Władimira Putina. Nowe ustawy, przed prowadzeniem ich w Rosji, są sprawdzane na Białorusi. Czy Unia Europejska, która nie ma doświadczenia w walce z rosyjską propagandą, mogłaby wykorzystać jako swój poligon Białsat – doświadczony w walce z białoruską dezinformacją?

Biełsat ma unikalne doświadczenie, które może posłużyć Unii Europejskiej. Początkowo było to poddawane w wątpliwość, bo nikt nie wierzył, że to może okazać się skuteczne. A potem okazało się, że do działa, że to pracuje. Posłużę się przykładem Apple’a, który stworzył swój Iphone, jako coś bardzo wizjonerskiego, co teraz wszystkie firmy od niego kopiują.

Po drugie, myślę że sami jesteśmy już gotowi wyjść szerzej. My już teraz, pracując na Białorusi, cały czas stykamy się z rosyjską przestrzenią informacyjną, pracujemy wewnątrz niej. Nie możemy tego uniknąć. To nie jest naszym bezpośrednim celem, by się z nimi konfrontować, ale funkcjonujemy na tym samym polu. Chciałbym więc, byśmy wykorzystali to nasze doświadczenie szerzej.

Dla Unii Europejskiej to jest jedyny sposób walki z rosyjską dezinformacją – korzystać z tych, którzy już są.

Nie mówię, że jesteśmy tylko my. Jest ileś mediów niezależnych, ale tych działających naprawdę dobrze i efektywnie, nie jest aż tak dużo. Patrząc na Białoruś, Rosję i Ukrainę, to na palcach obu rąk można policzyć te efektywnie działające w przestrzeni radiowej, telewizyjnej i Internecie przeciwko rosyjskiej agresji.

Rosyjskie działania to już nie jest czysta propaganda, to swojego rodzaju agresja – agresja informacyjna.

Amerykanie inwestują w media walczące z rosyjską propagandą dużo więcej, niż Unia Europejska. Czy to oznacza, ze USA są bardziej dalekowzroczne od Unii?

Coś w tym jest. Rozmawiałam z szefem Deutsche Welle o możliwości powołania telewizji unijnej. Wtedy pół żartem powiedział mi, że „nie chciałby mieć dwudziestu ośmiu szefów”. Bo taki biedny prezes europejskiej telewizji miałby dwudziestu ośmiu szefów z dwudziestu ośmiu państw. To był żart, ale naprawdę bardzo trudno byłoby zarządzać taką strukturą. Dlatego Stany Zjednoczone mają większą łatwość podejmowania decyzji, niż Unia Europejska.

Dlatego, gdy Polska zaangażowała się w ten projekt, to powiedziałam, że trzeba iść w to, co nam oferują. Białoruś jest dla Polski sąsiadem bezpośrednim, dla Hiszpanii już niekoniecznie, ale my się do Hiszpanii nie przeprowadzimy. Powtarzam to od samego początku powstania Biełsatu: struktury takie jak Unia Europejska czy NATO przemijają, ale z Białorusinami będziemy sąsiadami przez następne setki lat. Nie przeniesiemy się nagle na Półwysep Iberyjski, więc musimy działać adekwatnie. Jeżeli możemy znaleźć partnerów w Unii Europejskiej, to bardzo dobrze, ale to jest nasz interes, by mieć maksymalnie życzliwego i maksymalnie przychylnie nastawionego sąsiada. Dlatego podjęliśmy ideę stworzenia Biełsatu – telewizji na Białorusi i dla Białorusi.

Idea Biełsatu wzięła się z narodowych interesów Polski.

Na konferencji o rosyjskiej wojnie informacyjnej nie było przedstawicieli Unii Europejskiej. Czy inne kraje nie są zainteresowane przeciwdziałaniu rosyjskiej dezinformacji?

Zainteresowanie tą tematyką ze strony krajów unijnych jest bardzo słabe. Świadomość problemu też jest bardzo słaba. Co jakiś czas kraje zachodnie się budzą, na przykład, gdy są wybory i stwierdzają cyberataki, działania propagandy, hakerskie włamania.

Białoruś, Ukraina, państwa byłego Związku Radzieckiego żyją w zupełnie innym świecie informacyjnym. Ba, Polska także.

Proponuję części naszych polityków, tym, którzy znają rosyjski, zadać takie zadanie: niech całe popołudnie oglądają rosyjską telewizję. Mogą tylko zmieniać kanały, ale z sześć godzin pod rząd mają oglądać. Dopiero wtedy niech się dalej wypowiadają: gdzie są, w czym biorą udział i z czym mają do czynienia.

Ten problem jest teraz po prostu bardzo słabo znany. Ponieważ to środowisko, które się zajmuje sprawami Wschodu, nie jest wystarczająco zintegrowane, my sami musimy pracować nad tym, by było. Bo to jest bardzo ważny problem dla Polski i dla Unii Europejskiej jako całości.

Z Agnieszką Romaszewską-Guzy rozmawiał Ihar Kulej.

Zobacz także: nagrody telewizyjne dla kremlowskich propagandystów – materiał w polskimi napisami.

PJr, II, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze